Code Vein 2 – wrażenia po 3 godzinach przedpremierowej rozgrywki

Siema Łowcy!
Nie każdy z Was uwierzy mi, kiedy powiem, że miałem OGROMNĄ PRZYJEMNOŚĆ ogrywając przedpremierowo Code Vein 2. Część z Was zwyczajnie nie wie, co to za gra, a inna część nie traktuje jej zbyt poważnie. Wierzę jednak, że trafię do tej grupki prawdziwych fanów, którzy tak jak ja czekają na kolejną odsłonę!
Pierwsze Code Vein przeszedłem jakieś cztery razy, żeby wbić platynę (tak, wiem można szybciej, ale standardowo coś pominąłem 😄) i totalnie kupiło mnie to połączenie wampirów, anime i soulslike’a. Skoro tam było dobrze, to w dwójce może być tylko lepiej, prawda? PRAWDA!

Edytor postaci? Jeszcze większy
Pierwsza odsłona Code Vein kupiła fanów (zwłaszcza fanów anime) swoim edytorem postaci, który już wtedy był rozbudowany, plus dostawał aktualizacje po premierze. W dwójce — gdyby nie ten 3-godzinny limit, to w ogóle bym z niego nie wyszedł. Ilość możliwości konfiguracji postaci jest chyba nieskończona, a żeby podkreślić powagę sytuacji, powiem tylko tyle: mamy do dyspozycji nawet BROKAT i OCELOTY.
Więc spodziewajcie się streamu z samego edytora postaci, bo zamierzam go dogłębnie przebadać. 😁
Rozgrywka wciąż soulsowa — i bardzo dobrze
Twórcy straszyli, że dwójka będzie trochę mniej soulsowa, więc — po ludzku — bałem się, że dostaniemy gameplay w stylu Devil May Cry (które swoją drogą bardzo lubię). Na szczęście okazało się, że timing uników i pilnowanie pasków stanu nie tylko zostały na miejscu, ale dostały też solidnego kopa w postaci dodatkowego paska, ładowanego atakami specjalnymi wymierzonymi w przeciwników.
Gdy wrzucimy to wszystko do jednego Code Veinowego kotła, otrzymamy pełnoprawnego soulslike’a z dodatkowymi atakami i kombinacjami, na które musimy sobie zapracować podczas walki.
W dużym skrócie — MI SIADŁO.
Fabuła i skoki w czasie
Podczas tych trzech godzin z Code Vein 2 poznałem wstęp gry, w którym pojawia się Lou MagMell — postać, która dosłownie oddaje połowę swojego serca, by przywrócić naszego protagonistę do życia. Jej moc podróżowania w czasie stanowi core całej fabuły. To właśnie jej będziemy potrzebować, aby uratować świat… a raczej to, co z niego zostało.
Po tym krótkim wstępie build przedpremierowy przeniósł mnie gdzieś w drugą połowę gry — 100 lat w przeszłość, gdzie poznałem kolejną postać: Josee. To jej historię musimy poznać, aby poradzić sobie z „problemem” w teraźniejszości.
Broń, Formy i towarzysze
W tym drugim etapie miałem już do dyspozycji pełen arsenał broni — dokładniej 7 jej rodzajów, od pojedynczego miecza po ogromną halabardę. Moje serce skradły jednak zdecydowanie latające dual blade’y, które pozwalały na szybkie kombinacje i walkę na większym dystansie. Do tego dochodzą tzw. Formy odziedziczone — potężne ciosy wymagające specjalnego paska ładowanego atakami. Nazywało się to chyba Ichor (?).
Mi osobiście najbardziej podpasowało długie żądło, chociaż jego dokładnej nazwy już nie pamiętam.
Jeszcze krótkie podsumowanie mechaniki walki. Mamy tu backstaby, bloki (jeśli dobierzemy odpowiedni build), rozbicie gardy, po którym ładujemy przeciwnikowi potężny atak, mamy też cztery miejsca na ataki specjalne (magiczne), które ustawiamy na broni, oraz nowość w mechanice towarzysza.
Towarzysza wybieramy przy „ognisku” i możemy albo wpakować go w nasze pół serca na plecach, co daje nam jedną wstawajkę, która co prawda ma swój cooldown więc możemy z niej skorzystać wielokrotnie, warto jednak mieć na uwadze, że każde kolejne podniesienie się w jednym cyklu życia daje nam mniej punktów życia i wyduża cooldown. Towarzsyza możemy też wezwać bezpośrednio do walki — co bardzo pomaga przy większych grupach przeciwników albo upierdliwych bossach.
A skoro o bossach mowa — kilku udało mi się pokonać i nie było łatwo. I bardzo dobrze, bo soulslike ma być wymagający. To co mogę powiedzieć, aby uniknąć spoilerów to to, że każdy boss miał inne słabości i przebudowanie buildu przed walką było ogromnie pomocne.
Świat
Pierwszy etap gry nie różnił się bardzo od pierwszej odsłony serii. Rozgrywka byłą nieco korytarzowa ale taka właśnie miała być, w drugim etapie trafiłem na ogromy półotwarty świat czyli coś czego w jedynce nie było. Niestety nie zdążyłem go pozwiedzać tak bardzo jakbym chciał, bo bardziej zależało mi na pokonaniu bossów, ale co się odwlecze to nie uciecze prawda? 😉
Pierwsze wnioski
Po trzech godzinach z Code Vein 2 mogę powiedzieć, że kontynuacja zmierza w bardzo dobrym kierunku. Gra zachowuje tożsamość serii, rozwija kluczowe mechaniki i oferuje wyraźnie większą skalę — zarówno pod względem fabuły, jak i systemów rozgrywki.
Podsumowując
Jeśli dalsza część gry utrzyma poziom zaprezentowany w buildzie przedpremierowym, fani jedynki powinni być więcej niż zadowoleni. Nie będę przedłużał, polecam sprawdzić gameplay samemu np tutaj: https://youtu.be/tdGebbP0xAg , ewentualnie tych, którzy mogą wytrzymać do premiery zapraszam na streamki na https://twitch.tv/kazy90 bo od premiery będzie grane tylko Code Vein 2. 😀
Premiera Code Vein 2 zaplanowana jest na 30 stycznia.



















