Banishers: Ghost of New Eden – Recenzja

Banishers: Ghost of New Eden osadzony jest w roku 1690 i powiedzmy sobie szczerze – nie był to szczególnie ekscytujący czas, by być żywym. Mimo to Don’t Nod sprawił, że ten okres jest całkiem dobrym miejscem do zbudowania bogatego świata, w który dane było mi się zanurzyć. Wydawać by się mogło, że nie ma tu nic szczególnego, ale jak sobie przejrzymy chociażby dostępną historię, natrafimy na mity o wiedźmach i demonach. Były to też ciężkie czasy kolonistów (już nie takich pierwszych) i problemów, z którymi się borykali na nowym lądzie.

Na zaproszenie swojego znajomego do Nowego Edenu przybywa dwójka pogromców, Antea i Red. Nasze charaktery są wyszkolonymi specjalistami do zwalczania duchów i niwelowania klątw, jak i detektywami, którzy zajmują się sprawami opętań. Już podczas podróży Antea ma przeczucie, że cokolwiek chce od nich znajomy, musi być naprawdę ciężkim orzechem do zgryzienia, bo zapewne inaczej sam by się tym zajął. No i jak się okazuje – miała rację i sama ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Red budzi się w jakiejś jaskini i dowiaduje się, że uratowała go Poszukiwaczka. Będąc sam idzie za głosem Antei, która stałą się duchem. Razem wyruszają na nową misję – pokonanie koszmaru.

Świat gry jest brutalny i widać to na każdym kroku. Osadnicy borykają się ze zdrowiem, jedzeniem oraz komunikacją. Otoczenie jest nieznane i nieprzyjazne. Stosunki międzyludzkie doprowadzają do konfliktów. Miesza się religia z demonologią. No strasznie masakryczne czasy i masa śmierci wokół nas, a to wszystko widzimy oczami naszych bohaterów.

Relacja między Anteą a Redem wyglądają nieco inaczej. Antea chce, aby duchy jak najszybciej zostały wygnane, bo wysysają życiową esencję ze swoich gospodarzy. Red jest trochę bardziej współczujący, jeżeli o nich chodzi. Teraz, gdy Antea sama stałą się duchem, musi stawić czoła nieuniknionej konieczności opuszczenia Reda, gdy tylko uporają się z Koszmarem i tym samym zdejmą klątwę z New Eden.

Ta sytuacja tworzy napięcie w całej historii. Drugorzędnym celem Reda jest spełnienie życzenia Antei. Z jednej strony może pomóc jej przejść na drugą stronę, ale z drugiej strony może zdecydować się pożegnać się z nią i ją pochować. Podczas fabuły będziemy natrafiać na zadania poboczne, Nawiedzone Sprawy, w których duch nawiedza wieśniaka. Antea i Red będą musieli zabawić się w detektywów i dowiedzieć się, dlaczego duch jest przywiązany do danej osoby i czemu spokojnie nie odszedł z tego świata. Zaczyna się zawsze od prostego założenia, a odkrywając więcej detali sprawa zdaje się bardziej skomplikowana 0 zarówno dla ducha jak i motywacji gospodarza. Niektóre sprawy naprawdę dają do myślenia.

Wraz z zakończeniem zadania możemy wybrać, czy nasz wyrok będzie skutkował wygnaniem lub pomocą wstąpienia – to tyczy się ducha i będzie wiązało się z tym, że Antea odejdzie w zaświaty. Jeżeli chodzi o naszą żywą stronę konfliktu, tu jest tylko jedna opcja, opcja wyroku. Postać umiera i Red zbiera z niej esencję potrzebną nam do przywrócenia Antei życia wraz z końcem gry. Do samego endingu trzymałem się postanowienia wskrzeszenia mojej ukochanej. Nie było lekko z wyborami, bo można było stawić się po różnych stronach w zadaniach, nie zawsze mój wybór był najlepszy, ale wszyscy dobrze wiemy, że to tylko gra.

Walkę w grze widzimy z perspektywy trzeciej osoby. Co było ciekawe, to możliwość przełączania się płynnie między naszymi bohaterami. Dobrze wciśnięte guziki owocowały kombosem Reda, zakończonym strzałem z dołu w szczenę w wykonaniu Antei. Szczerze powiedziawszy jakoś nie specjalnie wnikałem we wszystkie umiejętności, które gra oferowała. System walki mnie trochę wkurzał, bo wszystko musiało być liczone, no wiecie, trzy razy kwadrat i następnie trójkąt, aby combo, o którym pisałem wcześniej wyszło.

Cała zabawa dla mnie z walką zaczęła się po kilku godzinach grania, kiedy dostałem w swoje ręce muszkiet. I tu można było posłać Anteę w odstawkę. Oczywiście swoją postać można zbudować pod siebie. Nie jesteśmy tu jakoś ograniczeni, wystarczy odpowiednio dobrać statystyki. Po raz kolejny nie zagłębiałem się zbytnio, bo grałem na poziomie fabularnym. Wcale nie było lekko, zdarzały się momenty kiedy padałem.

Świat wypełniony jest przystępną liczbą mord do obicia i duchów do wygnania – jest czym się zająć. Zostając jeszcze przy walce, często i gęsto zdarza się na przemieszczać z miejsca na miejsca. W dużej części gier możemy pewne strefy przebiec unikając walki, tutaj niestety (a może i stety) no nie. Gdy już wejdziemy w strefę walki, to musimy wybić wszystkich stojących wrogów na naszej drodze. Psuło mi to całą przyjemność poniekąd z gry, powtarzanie po kilka lub kilkadziesiąt razy tego samego miejsca, tej samej walki, z tymi samymi przeciwnikami – okropnie słabe zagranie.

Dobrą sprawą w eksploracji było wykorzystanie Antei do widzenia drugiej strony i jej zdolności do widzenia eterycznych pajęczyn, ścian, które można zniszczyć jej zdolnościami i innych rzeczy. Red ogarniał swoją stronę, a Antea swoją. Oczywiście wszystko ładnie łączy się w całość. Na terenie świata aż roi się od punktów do sprawdzenia, zajrzenia do skrzynek, rozwikłania jakiejś zagadki. Gra naprawdę posiada ogromy i przemyślany teren. Odkrywamy też obozowiska, które stanowią rodzaj punktu szybkiej podróży, jednak rozlokowanie ich nie zawsze sprawi nam radość. Odległości między nimi są znaczne, a nie daj Voże trafimy na walkę po drodze… Tylko wyrwać sobie włosy z głowy.

Są miejsca na mapie, gdzie będziemy potrzebować pewnych zdolności, które nasza ukochana zdobędzie wraz z postępem fabuły. Nie przeszkadza to za bardzo, jednak trzeba w pewne miejsca wrócić, co już nie jest tak bardzo zabawne.

Poruszanie się po terenie niestety nie jest dobre – używamy kompasu i niestety dość często biegałem w kompletnie innym kierunku i korzystałem z mapy, aby się odnaleźć. Z mapką to też inna bajka, bo strasznie wolno się ładowała z niewiadomej mi przyczyny. Sprawę załatwiłoby zastosowanie mini mapki, skoro i tak mamy dostęp do mapy. Nawet nie chcę wiedzieć, jak osadnicy kiedyś podróżowali. 😉

Mimo wszystko miałem dużą satysfakcję z gry. Bardzo fajny setting, to nie kolejne mitologie przerabiane co pięć minut do znudzenia. Zabawa w pogromców duchów to naprawdę coś świeżego. Narracja i historia główna, jak i poboczna, jest świetna. Świat naszpikowany jest różnościami i znajdźkami, które miały sens i rozwijały historię gry. Fajny motyw na pokazanie brutalnego świata początków osiedleńców. Pewne aspekty produkcji oczywiście do poprawki – jak minimapka czy system walki. Gra nie będąca pełną grą AAA zrobiła na mnie większe wrażenie niż te duże. Jakby chłopaki i dziewczyny podciągnęli grafikę, to już w ogóle byłoby pięknie. Koniec końców podróżowanie po rejonie New Eden było wciągające i czasem zobaczyło się całkiem ciekawe miejsca. Gra godna polecenia.

Grę udostępnił wydawca.
Banishers: Ghost of New Eden

OPIS GRY : Na zaproszenie swojego znajomego do Nowego Edenu przybywa dwójka pogromców, Antea i Red. Nasze charaktery są wyszkolonymi specjalistami do zwalczania duchów i niwelowaniem klątw jak i detektywami którzy zajmują się sprawami opętań. Już podczas podróży Antea ma przeczucie, że cokolwiek chce od nich znajomy musi być naprawdę ciężkie że sam się z tym nie mógł uporać. No i jak się okazuje miała rację i sama zgineła. Red budzi się w jakiejś jaskini i dowiaduje się że uratowała go Poszukiwaczka. Będąc sam idzie za głosem Antei która stałą się duchem. Razem wyruszają na nową misję, pokonanie koszmaru.

OCENA
4.5
Sending
OCENA UŻYTKOWNIKÓW
0 (0 votes)

PODSUMOWANIE:

Bardzo fajny setting, to nie kolejne mitologie przerabiane co pięć minut do znudzenia. Zabawa w pogromców duchów to naprawdę coś świeżego. Narracja i historia główna, jak i poboczna, jest świetna. Świat naszpikowany jest różnościami i znajdźkami, które miały sens i rozwijały historię gry. Fajny motyw na pokazanie brutalnego świata początków osiedleńców. Koniec końców podróżowanie po rejonie New Eden było wciągające i czasem zobaczyło się całkiem ciekawe miejsca.

ZALETY

  • ciekawy setting,
  • masa rzeczy na mapie,
  • bogata historia świata.

WADY

  • system walki,
  • kompas zamiast mini mapki,
  • zamknięte strefy walki,
  • przez to powtarzalność,
  • mogła by być lepsza grafika,
  • problemy z ładowanie mapy.