Deponia Doomsday – Opinia

Uzupełnienie trylogii Deponia jest dokładnie tym, czego można się było po tym tytule spodziewać. Deponia Doomsday nie zawodzi pod kątem zagadek, humoru i fabuły. Tym razem Rufus i kompania rzuca się w wir podróży w czasie, powodując trochę za dużo pętli czasowych i paradoksów. Jeśli pomożesz mu je wszystkie rozwikłać, może tym razem dostaniesz się do Elizjum?

Znowu zaspał… na pewno nie będzie to powodem żadnej katastrofy.

Deponia Doomsday to czwarta część serii Deponia niemieckiego studia Daedalic Entertainment. Niemcy od dawna są źródłem wielu dobrych staroszkolnych gier przygodowych i jednym z niewielu krajów, w którym gatunek ten nie popadł w zapomnienie po złotym okresie lat dziewięćdziesiątych. Seria Deponia jest najlepszym przykładem tego, że lekko szlifując sterowanie i interfejs użytkownika, można dostosować archaiczny gatunek point and click do współczesnych odbiorców. Natura gry pozostaje cały czas niezmieniona. Rufus, do którego bezczelnego i głupkowatego charakteru zdążyliśmy się już przyzwyczaić, zbiera i ogląda różne przedmioty, łączy je ze sobą w swoim ekwipunku, rozmawia z innymi bohaterami, oraz rozwiązuje mniej lub bardziej ‘logiczne’ zagadki. Z mechanicznego punktu widzenia równie dobrze moglibyśmy grać w kolejną odsłonę serii Monkey Island. Chociaż porównanie do giganta gatunku jest trochę nad wyraz, te dwie gry łączy więcej niż tylko sposób rozgrywki.

Jeśli do tej pory nie mieliście okazji poznać świata Deponii, Organonów, Elizjum i Utopii… Deponia Doomsday na pewno nie jest tytułem, od którego powinniście zacząć. Powtarzając słowa ojca tej serii, Jana Müllera-Michaelisa, trzy pierwsze części – Deponia, Chaos on Deponia, Goodbye Deponia – tworzą zamkniętą trylogię. Najnowsza odsłona jest czymś w rodzaju ‘równoległego sequelu’. Nie chcę tutaj zdradzać za dużo z fabuły, gdyż poznawanie jej jest jedną z kluczowych radości grania w przygodówki. Wystarczy, że powiem, że głównym haczykiem Doomsday jest podróżowanie w czasie, próba wytłumaczenia jak doszło do niektórych wydarzeń z poprzednich części i naprawienia niepowodzeń przeszłych przygód. Co prawda znaczna większość odwiedzanych lokacji jest całkiem nowa, lecz brak znajomości spotykanych postaci i ich nastawień do Rufusa może mieć duży wpływ na odbiór historii. Przyznam, że opowieści o podróżach w czasie nigdy nie należały do moich ulubionych, gdyż zawsze w którymś miejscu rozbijają się o jakiś paradoks, którego nie jestem w stanie przeskoczyć. Nie są tego w stanie zrobić też twórcy Deponia Doomsday, lecz zamiast się poddać tym paradoksom, brną jeszcze dalej, tworząc kolejne pętle czasowe. Rozumiem humorystyczny zamysł tego przedsięwzięcia, lecz sama końcówka, która ma na celu wytłumaczyć co, jak, dlaczego i kiedy, jest tak zagmatwana, że straciłem w pewnym momencie wątek i nie miałem nawet ochoty go ponownie szukać. Z tego powodu oceniam tę część serii za fabularnie najsłabszą.

To nie tak jak myślicie… doskonały przykład humoru ekipy z Daedalic.

Pod kątem zagadek grze nie można za dużo zarzucić. Podobnie jak w poprzednich częściach, wymagane jest szczególne nastawienie i czasami dość abstrakcyjne myślenie. Gra oferuje jednak dużo podpowiedzi kontekstowych – czy to przez dialogi z innymi postaciami, czy też poprzez komentarze Rufusa, obserwującego środowisko gry i przedmioty w nim znalezione. Dobrym przykładem dobrego zaprojektowania zagadek jest, moim zdaniem, ustalenie faktu, że ser jest paliwem do podróżowania w czasie. Dzieje się to podczas rozmowy ze studentami, którzy wiedzą na ten temat więcej niż Rufus. Oczywiście z naukowego punktu widzenia nie ma to najmniejszego sensu, lecz pozwala potem graczowi połączyć ten fakt z obecnością kozy, które może dać mleko, a mleko można przekształcić w ser i voila! podróżowanie w czasie aktywowane. Podczas całej przygody tylko dwa razy zdarzyło mi się naprawdę zablokować, nie wiedząc w ogóle jak zabrać się za prezentowane mi zagadki. Najczęściej pomaga wtedy przejście wszystkich lokacji jeszcze raz, porozmawianie ze wszystkimi postaciami, a w ostateczności metoda ‘użyj wszystkiego na wszystkim’. Od lat jest to zakała przygodówek, lecz Deponii udało się tego problemu w większości uniknąć. Innym rozwiązaniem jest też skorzystanie z pomocy widzów na live streamie, dzięki! 🙂

A tę panią kojarzymy w trochę innym rozmiarze.

Audiowizuanie gra nie różni się bardzo od poprzedniczek. Ładne, ręcznie rysowane tła, naprawdę przywodzące na myśl Monkey Island, mówione dialogi, delikatne tło muzyczne. Nie ma tutaj fajerwerków, wymagających najnowszych kart graficznych i ray tracingu. Gra powinna ruszyć na telefonach trzy generacje wstecz, lecz nie o to w tym gatunku chodzi. Przedmioty są dobrze widoczne na ekranie, łatwo zorientować się co jest czym i jak można z danej rzeczy skorzystać. Dodatkowym ułatwieniem jest możliwość podświetlania wszystkich ‘gorących’ punktów, czyli elementów środowiska, z którymi możemy wejść w interakcję. Tyczy się to zarówno postaci, z którymi możemy porozmawiać, przedmiotów, które możemy podnieść czy przejść do innych lokacji. Gra nie pozwala na dowolne poruszanie kursorem, tylko przełączanie się między najbliższymi punktami interakcji. Wydaje mi się, że jest to dobre rozwiązanie na kontroler, lecz niektórym może nie podobać się fakt, że ginie przez to pewien element eksploracji i konieczności samodzielnego szukania ważnych przedmiotów. Dla mnie nie jest to problem, gdyż przywodzi to na myśl niesławne ‘polowanie na piksele’ w starych przygodówkach i jestem szczęśliwy, że ten element gatunku mamy za nami. Dla ambitnych, w Deponia Doomsday jest do znalezienia kilkanaście kapeluszy, które nie ujawniają się jako punkty interakcji i które można podnieść stojąc bardzo blisko nich. Co cieszy łowców trofeów, tym razem z tym zbieractwem nie jest powiązane żadne trofeum.

Deponia Doomsday nie jest niespodzianką. Jest to sprawdzona jakość. Jeśli graliście w poprzednie części nie ma co się zastanawiać – kolejny rozdział przygód Rufusa i Goal czeka na was z otwartymi ramionami. Dla początkujących przygodówkowców jest to dobra pozycja pod względem mechaniki, lecz stracicie dużo kontekstu, nie grając najpierw w trylogię. Warto po nią sięgnąć i spróbować swoich sił w tym gatunku gier. Jeśli nie przeszkadza wam miejscami trochę sprośny, ‘niemiecki’ humor, to powinniście dobrze odnaleźć się na Deponii.

Grę udostępniło Daedalic.

Kategorie

Chcesz nas wesprzeć?
KLIKNIJ TUTAJ 

W PRZYGOTOWANIU