Guacamelee! 2 – Opinia

DrinkBox Studios szanuję za ich przywiązanie do PlayStation Vita. Tales from Space: Mutant Blobs Attack było jedną z pierwszych gier, w jakie miałem przyjemność zapoznać się na kieszonsolce Sony. W 2016 roku zostało wydane Severed, dungeon crawler z elementami sterowania dotykowego. Mimo iż w tym tytule zupełnie zmienili gatunek rozgrywki, zostali przy stylu graficznym znanym z Tales From Space a urozmaiconym w swoim kolejnym tytule, Guacamelee!. Ten przedstawiciel gatunku metroidvania pozytywnie zaskoczył specyficznym wyglądem i muzyką, czerpiącymy garściami z tradycji meksykańskich, jak i płynną rozgrywką i bardzo dobrze zaprojektowanymi lokacjami. Ponieważ zwycięskiego składu się nie zmienia, ekipa z Kanady postanowiła przygotować dla luchadora Juana i dla jego wielbicieli drugą część gry, w małym stopniu tylko zmieniając elementy rozgrywki. I było to świetne posunięcie. Guacamelee! 2 jest godnym następcą gry z 2013 roku i wszyscy, którzy pamiętają jedynkę, od razu poczują się tutaj jak w domu.

Mmmm… guacammmmole….

Guacamelee! 2 zaczyna się siedem lat po przygodzie z pierwszej części gry. Juan, nasz bohater, z mocno rozrośniętym mięśniem piwnym, wspomina swoje wcześniejsze wyczyny, oglądając plakaty z poprzedniej przygody. Mimo iż jest zadowolony z życia ze swoją żoną, Lupitą, i dwójką dzieci, nostalgia nie chce odpuścić. Na szczęście dla niego, i dla nas, nad światem po raz kolejny wisi widmo zagłady, tym razem w postaci słynnego zapaśnika Salvadora i jego świty. Dążą oni do zebrania składników na Święte Guacamole, które miałoby wyleczyć Salvadora z niszczącej go choroby. Efektem ubocznym tego przedsięwzięcia będzie ‘tylko’ zagłada całego Meksiświata, na który składa się nieskończona liczba równoległych wymiarów. To właśnie w Najciemniejszym Wymiarze przyjdzie nam spędzić większość czasu, prowadząc Juana przez zróżnicowane lokacje i próbując powstrzymać Salvadora przed zrealizowaniem swojego planu. O ile sama fabuła nie gra w Guacamelee! 2 kluczowej roli, spotykane postacie i dialogi, w które z nimi wchodzimy, są równie barwne jak cały świat gry. Nie brakuje też w nich humoru i odniesień popkulturowych, które przewijały się też w pierwszej części.

Znasz Nothing Else Matters?

Podobnie jak w jedynce Juan spędzi większość swojego czasu w różnego rodzaju jaskiniach i lochach, w których stawi czoła tysiącom wrogów. Dużą ich część spotkał już podczas swojej poprzedniej przygody, lecz nie zabraknie też nowych przeciwników, takich jak ogromny stwór z pinatą zamiast głowy, wymachujący wielkim kropaczem. Nie zmienił się też znacząco arsenał ruchów zapaśnika. Oczywiście, siedem lat przerwy zrobiło swoje, więc wszystkich ruchów dzielny luchador musi nauczyć się od nowa. Do naszej dyspozycji dostajemy mocny cios podbródkowy, atak z rozbiegu, strzał z główki oraz żabi atak z góry oraz cztery ataki w zwarciu a także uderzenia podstawowe. Nie miałem okazji porównać bezpośrednio sposobu walki z pierwszą częścią gry, lecz nie miałem żadnych problemów z przypomnieniem sobie jak radzić sobie z przeciwnikami. Jestem w stanie pokusić się o stwierdzenie, że jest to dokładnie ten sam silnik co w jedynce. Znaczącą zmianą jest natomiast fakt, że Juan, po zamienieniu się w kurczaka (nie pytajcie…), nie tylko potrafi przeciskać się przez wąskie przestrzenie, ale też atakować dziobem. W moim przypadku, więcej satysfakcji miałem z budowania długich serii ciosów Juanem-człowiekiem, lecz w niektórych miejscach trzeba zmienić się w kurczaka, aby przebić osłonę wrogów, i nie miałem nic przeciwko takiej zmianie tempa walki.

Round 1, FIGHT!

A trzeba przyznać, że tempo jest zawrotne, szczególnie w późniejszych starciach, gdzie na raz może atakować zapaśnika kilkunastu wrogów różnych rodzajów. Szybkie zmiany między formami, przełączanie się między światem żywych a zmarłych, a także wybieranie odpowiednich ciosów specjalnych przeciwko odpowiednim wrogom na papierze wydaje się trudne do opanowania. W praktyce jednak kombinacje przycisków szybko wchodzą w pamięć mięśniową i można delektować się rozróbą na ekranie. Dodatkowo, gra nie jest bardzo trudna w trybie normalnym i dobrze skaluje poziom trudności wraz ze zdobywaniem nowych umiejętności. Szczególne wyzwanie stanowią opcjonalne lokacje, w których Juan szuka klucza do otwarcia tajemniczych drzwi w siedzibie głównej Kurczaków Illuminati (mówiłem, nie pytajcie…). Wymagają one dużych umiejętności platformowych oraz oferują jedne z najtrudniejszych walk w całej grze.

Muszę przyznać, że nigdy nie grałem w żadną grę z serii Metroid a Castlevania: Symphony of the Night skończyłem dopiero w tym roku. Moje doświadczenie z tym gatunkiem nie jest bardzo szerokie, lecz zdziwiłbym się, gdyby Guacamelee! nie było jedną z czołowych gier typu metroidvania. To samo tyczy się drugiej części. Autorzy w bezczelny wręcz sposób zagarnęli wszystko, co najlepsze z jedynki, dodali trochę nowości i dali graczom dawkę kilkunastu godzin świetnej zabawy w świecie meksykańskich szkieletów i zapaśników. Jedyne, co można zarzucić temu tytułowi to fakt, że nie jest dostępny na PlayStation Vita. Ale niestety nie można mieć wszystkiego.

Plusy:

  • Więcej Guacamelee!
  • Meksykańskie klimaty
  • Kurczaki składające jajka
  • Płynność walki
  • Wymagające i satysfakcjonujące wyzwania platformowe

Minusy:

  • Minimalne urozmaicenia względem jedynki
  • Brak wersji PS Vita

 

Kategorie

W PRZYGOTOWANIU