Return of the Obra Dinn – Opinia

Początek dziewiętnastego wieku. Statek Obra Dinn, który wyruszył z Londynu w kierunku Orientu, nie dotarł do docelowego portu i został uznany za stracony. Kilka lat później Obra Dinn powraca, lecz bez żywej duszy na pokładzie. Czy sprostasz zadaniu ustalenia co stało się ze wszystkimi pasażerami i członkami załogi? Zapraszamy do przeczytania naszej opinii Return of the Obra Dinn.

Coś się dzieje na pokładzie działowym…

Return of the Obra Dinn jest grą wyjątkową na kilka sposobów. Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy to bardzo nietypowa grafika. Gra korzysta tylko z jednobitowej palety kolorów. Oznacza to, że elementy świata mogą być czarne… lub nie. Gracz dostaje do wyboru kilka opcji tego drugiego koloru, lecz w każdym przypadku dostajemy grę, która przywodzi na myśl bardzo stare tytuły niczym z ZX Spectrum czy Commodore. Kontrast ascetycznych barw i w pełni trójwymiarowego otoczenia jest naprawdę powalający a statyczne screenshoty nie potrafią oddać tego uczucia. Sposób w jaki odwzorowana jest choćby dynamika fal na tafli oceanu czy efekty wystrzałów dział lub pistoletów robi świetne wrażenie.

Hm… trochę dużo tej krwi. Mam nadzieję, że nikomu się nic nie stało.

Obra Dinn wyróżnia się też na tle innych tytułów swoją mechaniką. Mamy do czynienia z przerośniętą zabawą w Clue, czyli w grę, w której musimy wydedukować kto zabił kogo, czym i gdzie (ten ostatni element został tutaj akurat pominięty). O ile w tej znanej grze planszowej rozwiązujemy zagadkę jednego morderstwa, tak w przypadku Obra Dinn mamy tych zagadek 60. Gra nie stawia przed nami żadnego wyzwania zręcznościowego, nie pogania, nie każe nam wykonywać quick-time eventów. Mamy do dyspozycji tylko pokład statku, księgę, w której odnotowujemy jego losy, oraz zegarek kieszonkowy, który jest kluczem do całej zabawy. Zwiedzając pokład Obra Dinn natykamy się na ciała członków załogi. Korzystając z zegarka przenosimy się w czasie do momentu, w którym dany delikwent stracił życie. Wspomnienie zapisywane jest w księdze, razem z informacją o tym, kto był przy nim obecny. Reszta należy do gracza. Przechadzając się pomiędzy zjawami z przeszłości dostrzegamy kto oddał strzał, kto krzyczał coś w innym języku czy kto w tym samym czasie radził sobie z innym problemem. Wszystkie obserwacje pomagają w zidentyfikowaniu postaci oraz ustalenia ich ostatecznych losów.

Dynamika fal i łodzi unoszących się na nich to dzieło sztuki.

Wydawać by się mogło, że wydedukowanie rozwiązań dla 60 osób to przytłaczające zadanie. I na pewno by tak było, gdyby nie kilka ułatwień ze strony gry. Przede wszystkim, jeśli jakaś osoba nie może być jeszcze zidentyfikowana, jej twarz jest zamazana na rycinie, pokazującej wszystkich załogantów i pasażerów Obra Dinn. Oznacza to, że nie warto sobie nią jeszcze zawracać głowy. Dodatkowo, po poprawnym ustaleniu losów trzech postaci, gra ‘zamraża’ ich stan, dzięki czemu wiemy że nie popełniliśmy błędu, a przy okazji ogranicza pulę do wykorzystania przy nierozwiązanych jeszcze zagadkach. Nie da się jednak ukryć, że bez dokładnego analizowania wszystkich dostępnych informacji jest ciężko. A istotne jest tutaj naprawdę wszystko. Gdzie znajduje się dana postać na rycinie załogi, jaki ma strój, w jaki sposób zwraca się do innych osób, w którym dokładnie miejscu śpi pod pokładem. Jestem pod wrażeniem dbałości o szczegóły, jaką Lucas Pope tchnął w Obra Dinn.

Mimo to, w przypadku kilku postaci miałem wątpliwości czy dobrze rozumiem intencje autora, szczególnie w przypadku delikatnych różnic w przyczynie śmierci. Cały czas nie jestem pewien gdzie leży granica między rozszarpaniem a rozdarciem. Problemy miałem też z rozwikłaniem zagadek dotyczących postaci, których ciał nie znajdziemy na pokładzie. Być może przegapiłem jakąś wskazówkę, lecz rozwiązanie, choć sensowne, wydawało się robić jeden przeskok logiczny więcej niż powinno.

Te drobne uwagi nie wpływają w znaczny sposób na mój zdecydowanie pozytywny odbiór Return of Obra Dinn. Nie grałem jeszcze w nic podobnego i, jako fan zagadek, czułem się jak ryba w wodzie (wybaczcie) przez około 10 godzin, jakie zajęło mi ustalenie wszystkich losów. Sama historia, którą odkrywamy wspomnienie po wspomnieniu też jest wciągająca. Świetnie wpisuje się w morskie opowieści, o których spodziewałbym się usłyszeć od marynarzy z początku dziewiętnastego wieku. Jeśli takie klimaty historyczne wam odpowiadają i macie ochotę przetestować waszą percepcję i umiejętność dedukcji, Return of Obra Dinn jest pozycją obowiązkową.

 

PLUSY:

  • unikalny styl graficzny,
  • dbałość o szczegóły,
  • zagadki!
  • klimat i historia.

MINUSY:

  • niektóre skoki dedukcyjne wydają się zbyt na wyrost,
  • grafika potrafi utrudnić dostrzeżenie istotnych szczegółów,
  • problemy ze zróżnicowaniem niektórych przyczyn śmierci.
Grę udostępnił wydawca.