Star Wars Jedi Knight II: Jedi Outcast – Opinia

Remaster Jedi Outcast znacznie odbiega od poziomu, do jakiego przyzwyczaiły nas inne odgrzewane tytuły w ostatnich latach. Kilkanaście godzin spędzonych z tą grą skutecznie wyleczyło mnie z nostalgii, jaką do niej czułem i dołożyło swój ciężar do ogólnego zmęczenia światem Star Wars.

Modne jest ostatnio narzekanie na wszystko, co ma związek z serią Star Wars. Od czasu przejęcia straganu przez Disney, wielu fanów ma za złe firmie z Myszką dojenie ich ulubionego uniwersum poprzez regularne wypuszczanie kolejnych mniej lub bardziej udanych filmów. Na poletku gier wideo nie jest lepiej, z mikrotransakcyjnym fiaskiem, jakim były obie części Battlefronta od EA. Dlatego cieszyłem się z możliwości zagrania w grę osadzoną w świecie Gwiezdnych Wojen z czasów, kiedy życie było prostsze, gry były tworzone z miłością a książki Timothy’ego Zahna były częścią kanonu Star Wars.

Niestety, gra sprzed 17 lat nie zestarzała się dobrze. Strzelanie do imperialnych szturmowców, walki mieczem świetlnym, a przede wszystkim korzystanie z Mocy pozwalały 15-letniemu mnie poczuć się jak prawdziwy Rycerz Jedi, lub przynajmniej Jedi-Najemnik jak Kyle Katarn. Tymczasem w 2019 roku wszystko wydaje się strasznie sztywne i pokraczne. Moim największym zarzutem jest, wydawałoby się, kompletny brak jakiegokolwiek dostosowania sterowania, czułości, itp. pod konsolowe kontrolery. W oryginał grałem na PC i wykonywałem przeróżne akrobacje, skacząc wysoko nad głowami przeciwników, aby podciągnąć ich do góry Mocą i cisnąć nimi w ścianę, cały czas mając na nich oko dzięki wygodnemu sterowaniu myszką. Na kontrolerze miałem natomiast problem ze zwykły wycelowaniem w szturmowca z blastera. Dochodzi do tego dziwna bezwładność w poruszaniu się naszego bohatera, który do zatrzymania potrzebuje kilka ułamków sekundy za dużo. Próbowałem zmieniać różne opcje w ustawieniach, lecz nie byłem w stanie dojść do takiej konfiguracja, która pozwoliłaby mi się bawić grą bez zwracania uwagi na takie podstawowe problemy.

W związku z powyższymi problemami zdecydowałem się na przejście gry na najniższym poziomie trudności. Zacząłem od poziomu Jedi Master ale zostałem skutecznie ostrzelany przez pierwszą grupkę szturmowców, nie oddając chyba ani jednego celnego strzału. Mimo obniżenia trudności i tak nie obyło się bez problemów. Na przykład w misji w Nar Shaddaa Kyle jest ostrzeliwany przez snajperów z bardzo dużej odległości. Każda chwila, w której bohater stoi bez ruchu kończy się dość bolesnym uderzeniem. Z kolei, aby samemu oddać strzał ze snajperki z zoomem, ruszać się nie można. I tutaj zaczynają się schody. Można uciec, wpadając w kolejną grupkę wrogów, lub odcierpieć swoje i, mimo ponoszonych obrażeń, cierpliwie przycelować w przeciwników strzałem z dystansu. Zdobywanie coraz mocniejszych Mocy trochę upraszcza sprawę. Szczególnie Force Push i Force Pull na wyższych poziomach potrafią poradzić sobie z całymi grupkami wrogów. Niestety, odblokowuje się ja dość późno w grze. Mi nie starczyło w pewnym momencie cierpliwości i zdecydowałem się ukończyć kilka ostatnich poziomów, korzystając z cheatów na nieśmiertelność. Wtedy zabawa była dużo przyjemniejsza, chociaż niesmak pozostał.

Słabo ma się też sprawa z oprawą graficzną, a szczególnie z modelami postaci. O ile same poziomy zachowują gwiezdnowojenny klimat, mimo braku wielu szczegółów, tak bohaterowie gry wyglądają co najmniej kuriozalnie. Te zęby… widzicie te zęby? Zdaję sobie sprawę, że jest to gra z innej epoki ale naprawdę nie zrobiono tutaj nic, żeby w jakikolwiek sposób unowocześnić to, co widzimy na ekranie.

Być może zaprzeczę teraz sam sobie ale jeden archaizm, który został zachowany w tym porcie, który mi nie przeszkadza, to sposób prowadzenia gracza przez poziomy, a konkretniej całkowity brak trzymania za rękę. Z rozmów bohaterów i z jednego zdania, opisującego aktualny cel misji, gracz musi wywnioskować co trzeba zrobić i gdzie się udać. Nie ma żadnych wskaźników na mapie (nie ma mapy), droga do kolejnego punktu nie jest zaznaczona. Kyle musi sobie radzić sam. Na szczęście poziomy są bardzo dobrze zaprojektowane. Mimo pozornej rozpiętości i wielu odnóg, łatwo można odnaleźć swoją drogę, przy okazji zwiedzając ukryte obszary, w których najczęściej kryją się pomocne przedmioty. Nie byłbym jednak zdziwiony, gdyby i ta zaszłość minionej epoki przeszkadzała niektórym współczesnym graczom.

Szczyt mojej fascynacji Gwiezdymi Wojnami przypadł na przełom tysiącleci. Byłem w kinie na ‘odnowionej’ trylogii, dostałem pod choinkę zestaw VHS z oryginalnymi filmami, nawet nie byłem zawiedziony Mrocznym Widmem i zagrywałem się w grę opartą na tym filmie. Dark Forces, Jedi Outcast i Jedi Academy też rozgrzewały karty graficzne w moim blaszaku przez wiele godzin. Czasami jednak trzeba zostawić wspomnienia tam, gdzie ich miejsce – w przeszłości. Nie spodziewałem się remake na miarę Resident Evil 2, ale Jedi Outcast to po prostu przeciętny port bardzo starej gry na nowe konsole.

PLUSY:

  • muzyka,
  • dobrze zaprojektowane poziomy.

MINUSY:

  • sterowanie,
  • modele postaci,
  • niesprawiedliwie wysoki poziom trudności,
  • brak opcji nadpisywania stanów gry.
Grę udostępnił wydawca.