The Outer Worlds – Opinia

The Outer Worlds to pierwszoosobowa gra RPG stworzona przez weteranów tego gatunku – studio Obsidian Entertainment. Z uwagi na bardzo potykającą się konkurencję w postaci Fallouta, nowa produkcja bezsprzecznie wychodzi z tego starcia zwycięsko, ale czy w ogólnym rozrachunku naprawdę daje rade? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

 

Odmrożony w świecie korpo

Odległa przyszłość. Mieszkańcy ziemi wysyłają arki wybitnych umysłów ku kolonizacji odległego układu. Jak szybko się jednak okazuje nie wszystko poszło zgodnie z założeniami. Jeden ze statków pełny śniących kolonistów zostaje zostawiony samemu sobie. Nasz awatar zostaje wybudzony z hibernacji przez nieco szalonego naukowca, którego celem jest wybudzenie pozostałych kolonistów i zaprowadzenie porządku w tym rządzonym przez korporacje układzie. I tak zaczyna się nasza przygoda i tylko od nas zależy, jakiego typu bohaterem się staniemy.

Gra w żadnym wypadku nie wymusza na nas odgrywania konkretnej postaci. Chcemy być szlachetnym obrońcą uciśnionych? Nie ma sprawy. A może wolimy być dbającym tylko o siebie złodziejaszkiem? Proszę bardzo. Jeśli takie nasze życzenie, możemy być nawet rzeźnikiem wybijającym wszystkich na swojej drodze. Bardzo sobie cenię takie podejście do rozgrywki. Z perspektywy czasu i drugiego przechodzenia gry powiem, że przygoda może się fajnie różnić zależnie od tego jak się do niej zabierzemy.

Wątek fabularny przedstawia się nadzwyczaj ciekawie i dawno się tak nie wciągnąłem. Nie brakuje także zadań pobocznych. Mamy tu zarówno typowe RPGowe questy w stylu “przynieś mi”, czy “załatw typa” jak i rozbudowane zadania z możliwością podjęcia decyzji o losach napotkanych postaci. Muszę przyznać, że nawet te błahe zadanka sprawiały mi radość z uwagi na świetnie napisane dialogi. Ktokolwiek się tym zajmował – odwalił kawał dobrej roboty. Nie czuć tu sztywnych dialogów znanych u konkurencji. Bohaterowie wydają się dzięki temu znacznie prawdziwsi. Obraz ten co niektórym może jednak nieco zepsuć humor, którego jest naprawdę sporo i nieraz mocno kontrastuje z wydarzeniami. Osobiście mi to nie przeszkadzało ani trochę i całkowicie pasował mi ten styl, ale to kwestia preferencji każdego gracza.

 

Kolorowe układy

Wraz z naszym obcowaniem ze stworzonym światem, przyjdzie nam odwiedzić kilka planet. Nie są to ogromne, znane z gier typu open world, obszary. I bardzo mnie to cieszy, bo osobiście mam już tego trochę dość. The Outer Worlds celuje w mniejsze lokacje. Nie są to jednak w żadnym razie linowe korytarze. Mapki są na tyle duże, aby znalazło się na nich wiele ciekawych krajobrazów czy całe miasta. Każda z planet ma swój wyjątkowy charakter. Trafimy miedzy innymi na kolorowy świat, w którym rosną wielkie grzyby i musimy uważać na jeziora kwasowe. Innym razem przyjdzie nam odwiedzić termoformowaną asteroidę czy luksusowe osiedle bogatych elit.

Po świecie przemieszczać się będziemy mogli naszym statkiem Zawodnym, którego uruchomienie jest priorytetowym zadaniem na samym początku rozgrywki. Będzie to nasza baza wypadowa, gdzie bohater może przekimać, odłożyć część ekwipunku do skrzyni czy majsterkować przy uzbrojeniu. A do tego możemy też pokonwersować z załogą.

The Outer Worls zaczerpnął nieco wątek towarzyszy z Mass Effecta. Ze względu na kosmiczny aspekt gry – wydaje się to mocno podobne. Wraz z postępem rozgrywki możemy (choć nie musimy) zdobyć towarzyszy. Jest możliwość zgromadzenia sześciu członków załogi, z czego jednocześnie towarzyszy nam dwójka z nich. Mogą nas nie tylko wspomóc w starciach, ale też i podbić statystki danych umiejętności. Może nie są oni nadzwyczaj charyzmatyczni, ale bardzo polubiłem się z Parvati oraz Ellie, a to już coś. Zdarzają się też rozmowy między załogą podczas naszego pobytu na statku, ale niestety nie pokuszono się o scenki z możliwością naszej interakcji, w celu jakiegoś rozwiązania sporu czy dołączeniu do rozmowy. Szkoda, bo właśnie takie rzeczy mocno budowały nasze relacje we wspomnianej serii Mass Effect.

Umiejętności, walka i jej unikanie

Widziałem trochę głosów o tym, że ogólnie walka w The Outer Worlds zawodzi. Po części mogę się zgodzić, bo samo strzelanie szału nie robi, a arsenał też nie jest wybitnie rozbudowany – ot broń biała oraz pistolety, karabiny i strzelby. Jedynym orężem, w którym twórcy nieco popuścili wodze fantazji, są tak zwane bronie naukowe. Unikalna broń, której zebranie stanowi jeden z questów. Trafi nam się tu pistolet pomniejszający wroga, działko antygrawitacyjne czy też paraliżująca pałka lub karabin motający umysł wroga i sprawiający, że czasowo walczy dla nas. Używanie tego wszystkie jest poprawne, ale nie czuć tej mocy. No może czasem jak się bronią plazmową zamieni przeciwnika w kupkę pyłu.

W walce pomaga nam specjalny system spowalniający upływ czasu. No i są też specjalne zdolności wspomnianych towarzyszy. To na co warto jednak zwrócić uwagę to nie tyle same starcie, ale podejście do niego. Gra bowiem pozwala nam na skradanie się. I to jak na standardy gatunku RPG bardzo przyjemne skradanie się. Spokojnie można się podkraść za plecy wroga i cicho zdjąć go mieczem, albo wytłumioną bronią. Ataki z zaskoczenia wiele dają. Możliwe jest też często całkowite przekradnięcie się za plecami wrogów. A to tylko jedna zmienna.

Na walkę i wiele innych rzeczy wpływają nasze umiejętności. I te przede wszystkim stanowią o erpegowości tytułu. Mamy siedem głównych zestawów, takich jak rozmowa, broń dystansowa czy urywanie się, które rozdzielają się na poszczególnie pomniejsze konkretne umiejętności. Najpierw wraz z rozwojem postaci ulepszamy całe zestawy, a potem po przekroczeniu poziomu 50 punktów decydujemy się na ukierunkowanie w konkretną stronę. I te możliwości są naprawdę ciekawe. Wpływają nie tylko na różne sposoby rozwiązywania problemów, nowe dialogi, ale też i przebieg walki. Przykładowo wysoki poziom perswazji skutkuje tym, że istnieje szansa na wywołanie efektu przerażenia u wrogów, co spowoduje, że przestaną atakować.

Na piękno trzeba poczekać

Graficznie grę można podzielić na dwie części. Kolorystyka i projekt lokacji jest fantastyczna. Naprawdę nieraz może się człowiek zatrzymać i po prostu podziwiać kunszt wykonania. A z drugiej strony są modele postaci, po których widać swoje lata. Szczególnie tyczy się to twarzy, które wyglądają wyjątkowo jak z generatora. No, ale nie jest to jakiś wielki problem. Dużo bardziej mogą męczyć loadingi, bo tych nie brakuje. Każde użycie szybkiej podnóży, każde przejście do miasta czy osobnej lokacji – i niestety to trwa. Nie wiem jak na PS4 Pro, ale na mojej zwykłej konsoli przyznam, że trochę sobie przesiedziałem na ekranach ładowania.

The Outer Worlds ma w sumie ciekawy zestaw pucharków. Trzeba przejść grę na najwyższym poziomie trudności, który oprócz standardowych utrudnień charakteryzuje się tym, że nasza postać musi jeść, pić oraz spać. Szybka podróż jest dostępna tylko do naszego statku, śmierć towarzyszy jest permanentna i nie możemy sami zapisywać gry. Teraz jestem w trakcie takiego przejścia i przyznam, że jest to ciekawe. Dużo lepsze niż typowe skalowanie wrogów. Gra posiada też sporo fajnych osiągnięć związanych z walką. Przyjemnie mi się bawiło, co rusz zmieniając styl gry, aby zdobyć kolejne trofeum. Gorzej jest już z pucharkami fabularnymi, bo pod kilka z nich będziemy musieli poczynić konkretne wybory. A to nie jest fajnie, gdy zestaw trofeów ogranicza nasze wybory.

W słowach podsumowania stwierdzam, że The Outer Worlds to kawał dobrej gry. Nie jest to wielki RPG na setki godzin i w tym się świetnie sprawdził. Mniejsza, mocno nastawiona na statystyki, ciekawa gra z zróżnicowanym pomysłowym światem. Uważam, że zdecydowanie warto sprawdzić jeśli jest się fanem gier tego typu.

 

PLUSY:
– nieliniowe podejście do rozgrywki,
– świetnie napisane dialogi,
– ciekawy zróżnicowany świat,
– dobrze zrealizowany model skradania się jak na grę RPG,
– świetny system umiejętności.

MINUSY:
– walka mogłaby być trochę ciekawsza,
– czeka nas sporo loadingów,
– szkoda, że nie postarano się o większe rozbudowanie relacji z załogą.

Grę udostępnił wydawca - Cenega.