Vane – Opinia z opisem gry

Miał być nowy Journey albo coś w podobnym stylu, a wyszło po prostu coś niesamowicie słabego. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc i z tego przypadku wyciągnąłem naukę. Nigdy więcej nie skuszę się na grę tylko dlatego, że ładnie wygląda na screenach i w materiałach przedpremierowych. Mocno się zawiodłem i już tłumaczę czemu.

Cała gra została podzielona na cztery części, albo lepiej akty (nie takie fajne akty jak starym dobrym Diablo 2 :D). Każdy nieco inny i w każdym nie podziałało coś nowego. Postanowiłem więc przedstawić moją opinię właśnie w takim podziale. Ostrzegam, że opisuję praktycznie całą grę, bo inaczej nie wiem jak to ugryźć.

 

Akt 1: Ptaszysko

Grę zaczynamy jako “wolny ptak”, taki trochę kruk, który mieni się tęczowymi kolorami kiedy polecimy w górę. Siedzimy na gałęzi z widokiem na pustynię zanimowaną w całkiem przyjemnej grafice. Po lewej jakieś ruiny, na środku kanion, gdzieś w oddali widać skały i dziwny wiatrak (tytułowy Vane). Zapowiada się fajnie. Jest głucho, pusto i momentami słychać w tle muzyczkę, która nie wiedzieć czemu kojarzyła mi się z Tronem (z takim filmem z 82′, w którym gość wchodzi do komputera). Zaczynam! Ptaszysko startuje i lot w pierwszej chwili wydaje się przyjemny, jednak szybko okazuje się, że sterowanie jest słabe, ptak lata niemiłosiernie wolno, a przyspieszenie praktycznie nie przyspiesza, tylko przybliża kamerę do ptaka, co jest tylko dodatkowym utrudnieniem. Mi to wszystko mówiąc szczerze nie podeszło. Jednak trzeba przejść ten poziom – lecę do wiatraka i po dłuższej walce ze sterowaniem udało mi się na nim usiąść! I nic się nie zadziało poza tym, że mogłem pokrzyczeć na swoich ptasich braci, wiec zacząłem drążyć i okazało się, ze na pustyni są porozrzucane bez większego ładu wiatrołapy, przy których lata więcej ptactwa i na których uwaga –  trzeba przysiąść! Wtedy ptaki lecą do wiatraka budować większą grupę… Symulator lotu autystycznym szpakiem.

 

Akt 2: Człowiek Ptak

Po wejściu do drugiego aktu, jako dziecko trafiamy do miejsca, które do złudzenia przypomina fabrykę drzwi do szaf dzieci z Monsters Inc. Tylko zamiast drzwi na wyciągach są klatki. Wpadamy do jednej z nich i wyciąg przenosi nas gdzieś wgłąb tej dziwnej jaskini, na końcu klatka spada i znów zmieniamy się w pana szpaka. Tutaj historia z pierwszego aktu się powtarza, musimy wzmocnić ptasią ekipę, aby odblokować przejście i tutaj zaczynami ptakiem, ale większość musimy zrobić w postaci dziecka. Jest trochę biegania, które jest dość powolne, co akurat często zdarza się w tego typu grach. Tutaj problem stanowi praca kamery, która często wchodzi w ściany, co sprawia, że można przez przypadek spać w przepaść, co równa się powrotowi do początku mapy…

 

Akt 3: Żuczek Gnojarz

Na tym etapie toczymy kulkę. Nie taką zwykłą kulkę – jest to kulka, która zmienia jej najbliższe otoczenie na lepsze. Tutaj zrozumiałem o co chodzi temu żukowi. Ta kula nie powiem czego, którą ten mały siłacz pcha przed siebie przez całe życie, jest dla niego wszystkim i sprawia, że wszystko wokół tego ma dla niego sens. I dokładnie tak odbieram magiczną kulkę (która swoją drogą jest bardzo fajnie zanimowana). Jest ona najważniejszym przedmiotem w grze, a jej magiczne właściwości, są niezbędne i niestety glitchują się masakrycznie. Przy pierwszym podejściu kulka od razu otworzyła mi przejście. W drugim podejściu już działała jak należy, ale jakimś cudem nie wczytało się pół mapy. Nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że mapa nie wczytała się za drzwiami i nie wiedziałem co ma za nimi być, więc przez godzinę latałem tym szpakiem w kółko, szukając jakiegoś sensu i możliwości przejścia dalej. Przy trzecim podejściu, idąc po schodach trafiłem na pułapkę, który wciągnął mnie pod mapę i wrzuciła na jakaś podziemną orbitę. Wróciłem dwa dni później do gry i udało się to dziadostwo przejść bez glitchy.

 

Akt 4: Sens? No nie.

W Vane nie ma jako takiej fabuł, za to niekiedy pojawia się momentami postać z dziobatą maską, która wydaje się utrudniać nam podróż i którą możemy potraktować jako naszego wroga, ewentualnie jako jakiś cel w tej cichej podróży. Można się pomylić… Ciężko będzie napisać cokolwiek o czwartym akcie tak, aby nie przesadzić ze spoilerami. Więc napiszę, tylko że ostatni akt zawiera plot twist, który moim zdaniem nie ma żadnego sensu, ale może ja po prostu nie rozumiem tego dzieła.

Gra na półtorej godziny, o ile nie wpadniemy w pętle glitchy. Przyjemna grafika, muzyka trochę z innej bajki, fabuła o ewolucji z ptaka po człowieka ptaka, aby osiągnąć… No właśnie trochę nie wiadomo co, bo mamy dwa zakończenia, które nic nie wyjaśniają. Słabo. Zostałem z poczuciem zmarnowanych kilku godzin. 🙁

 

PLUSY:

  • ciekawa grafika,
  • szybka platyna.

MINUSY:

  • błąd, błędu, błędem pogania,
  • brak sensu (przynajmniej dla mnie),
  • duży zawód względem oczekiwań.
Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Plan of Attack.

Kategorie

W PRZYGOTOWANIU

Chcesz nas wesprzeć?
KLIKNIJ TUTAJ