Captain Tsubasa: Rise of New Champions – Opinia

4.5/5

Captain Tsubasa to jedna z ostoi dzieciństwa mojego pokolenia. Jak niejeden chłopak z podwórka, wracałem ze szkoły na obiad i siadałem przed telewizorem aby obejrzeć kolejny odcinek przygód cudownego dziecka japońskiego futbolu. Nikomu nie przeszkadzał włoski dubbing ani fakt, że jeden mecz potrafił ciągnąć się przez kilka odcinków. Ważne było zobaczyć jaki kolejny super strzał wykonają bracia Tachibana lub jaką akrobatyczny obronę zaprezentuje Ken Wakashimazu. Nie ukrywam więc, że nostalgiczne okulary zagościły na moim nosie jak tylko usłyszałem, że nowa gra z Tsubasą trafi na zachodni rynek. Po miesiącach oczekiwania mogę z czystym sumieniem przyznać, że Rise of New Champions broni się i bez różowego filtra.

Kto jest najlepszy? Kojiro. Nie przyjmuję innych odpowiedzi.

Zacznijmy od okrutnej prawdy. Fani FIFY i PESa nie mają tutaj czego szukać. Powiem więcej, jeśli próbujesz strzelić gola wykorzystując celne podania, starając się wyjść sam-na-sam z bramkarzem aby precyzyjnie umieścić piłkę w okienku bramki, srogo się zawiedziesz. Mamy tutaj do czynienia z bardzo arcadowym podejściem do futbolu, gdzie wymęczenie golkipera jest kluczem do sukcesu. Im mocniejszy strzał tym większy kawałek jego ‘paska zdrowia’ zostaje zabrany. Gdy spadnie do odpowiednio niskiego poziomu, kolejny strzał może już skończyć w siatce. Wszystko zależy od tego jakie statystyki mają poszczególni zawodnicy i jakie super strzały mają w swoim arsenale. Nie brakuje zawodników, którzy maksymalnie naładowanym uderzeniem są w stanie pokonać prawie każdego bramkarza jednym strzałem. Takie podejście może wydawać się na pierwszy rzut oka niesprawiedliwe, lecz gra oferuje też rozwiązania defensywne, które pomagają w tym pozornie nierównym pojedynku. Napastnik jest wrażliwy na każdy atak podczas ładowania swojego strzału, więc odpowiednio umiejscowiony i wyczekany obrońca może mu odebrać we właściwym momencie piłkę. Dodatkowo, najlepszą odpowiedzią na super strzał jest… super obrona, którą można aktywować bramkarzowi, aby skutecznie złapał każde uderzenie. Inną ciekawą mechaniką są pojedynki między zawodnikami. Przyjęły one w Rise of New Champions formę papier-nożyce-kamień, tylko bez kamienia. W skrócie, zawodnik z piłką może zdecydować się na sprint lub na drybling. Z kolei obrońca może wykonać albo atak ciałem albo również sprint. Sprint obrońcy wygrywa ze sprintem napastnika a atak ciałem wygrywa z dryblingiem. Dzięki poprawnemu czytaniu intencji obrońców i wygrywaniu pojedynków 1-na-1 możemy tymczasowo podbijać statystki naszych zawodników, przez co rajdy przez połowę boiska zakończone super strzałem lub dośrodkowaniem do silniejszego napastnika są na porządku dziennym – dokładnie jak w serialu.

Musicie mi uwierzyć, że to nie jest dating sim.

Jeśli chodzi o mechanikę właściwego meczu to właściwie wszystko, nie licząc dodatkowego paska V-Zone, którego aktywacja zwiększa umiejętności naszej drużyny. Jak widać, nie mamy tutaj do czynienia z przesadnie skomplikowaną symulacją piłki nożnej. Mogłoby się wydawać, że takie ograniczenia szybko doprowadzą do znudzenia. Samo kopanie piłki to tylko jakieś 25% tego, co mają do zaoferowania dwa główne tryby gry rozgrywki. Episode Tsubasa, w którym wcielamy się w tytułowego pomocnika drużyny Nankatsu to pewnego rodzaju kampania tutorialowa, w której poznajemy po kolei wszystkie mechaniki gry. Naszym celem jest doprowadzenie drużyny do trzeciego z rzędu mistrzostwa Japonii, rozgrywając sześć meczów z coraz silniejszymi zawodnikami. Musimy stawić czoła znanym przeciwnikom takim jak Czwórka z Otomo czy Kojiro. Każde spotkanie poprzedzone jest wstawkami fabularnymi w formie znanej z gier visual novel a także krótkimi filmikami w stylu anime. Również w trakcie meczów nie zabraknie wydarzeń fabularnych. Na przykład, na samym początku drugiej połowy z drużyną Hanawa bracia Tachibana zaprezentują swój atak z powietrza Skylab Hurricane, który zawsze kończy się bramką. Żeby było sprawiedliwie, Nantakstu również ma kilka oskryptowanych momentów, dzięki którym mogą odpowiedzieć przeciwnikowi celnym trafieniem. Część z tych wstawek odblokujecie bez większych problemów, lecz niektóre są nieźle poukrywane i wymagają spełnienia odpowiednich warunków w meczu. Gra podpowiada jednak jak to zrobić oraz umożliwia ponowne rozgrywanie konkretnych spotkań, co pozytywnie wpływa na regrywalność tego trybu.

Ekipa Nantasku przerażona kolejnym zasłabnięciem kapitana.

W drugiej kampanii, New Hero, wcielamy się w stworzonego przez siebie zawodnika. Możemy wybrać czy zostaniemy napastnikiem, pomocnikiem czy obrońcą i czy dołączymy do drużyny Kojiro, Matsuyamy czy Misugiego. Naszym celem jest wygranie kolejnego turnieju w Japonii, który ma wyłonić skład na zbliżające się Mistrzostwa Świata Juniorów. Każda z drużyn oferuje swoją własną fabułę. Spotkamy w niej różnych zawodników, borykających się z różnymi problemami i posiadającymi różne umiejętności. Poprzez rozmawianie z kolegami ze swojej drużyny, jak również z przeciwnikami, możemy uczyć się od nich specjalnych podań, strzałów, dryblingów, wślizgów, itp. To właśnie ta różnorodność jest największym atutem całej gry. Nie dość, że strzał tygrysa Kojiro prezentuje się inaczej od strzału sokoła Nitty, każdy z nich cechuje się innym zestawem statystyk dotyczących mocy i prędkości uderzenia oraz sposobu, w jaki piłka leci do bramki. W praktyce wybór konkretnego uderzenia być może nie ma tak dużego znaczenia i mecze można wygrywać prawie w każdy sposób, lecz tak szeroki wybór pozwala nam zbudować takiego zawodnika, jaki nam najbardziej odpowiada. Jeszcze więcej umiejętności i znajomości z zawodnikami odkrywamy w drugim etapie tego rozdziału, gdzie musimy stawić czoła światowej czołówce w drodze po tytuł mistrzowski. Tryb New Hero oferuje dodatkowo trzy różne zakończenia, w zależności od tego czy w finale trafimy na Brazylię, Niemcy czy Stany Zjednoczone. Po ukończeniu mistrzostw nie mamy niestety możliwości ponownego rozgrywania konkretnych meczów międzynarodowego turnieju. Jest to o tyle problematyczne, że w jego trakcie można odblokować dodatkowe misje fabularne, które nagradzają gracza specjalnymi punktami oraz kolejnymi dodatkowymi umiejętnościami. Jeśli nie uda się spełnić wymagań misji w finałowym meczu pozostaje rozegranie całej fabuły, czyli kilkunastu meczów, od nowa. Oczywiście wszystkie te wyzwania są opcjonalne i nie wpływają znacząco na poziom zabawy ale nie rozumiem dlaczego w tym trybie autorzy gry postanowili odebrać nam ten wybór.

Uwaga spoiler! Japonia wygrywa.

Trzy kampanie fabularne Rise of New Champions mają kilka wspólnych cech, mogących zniechęcić niektórych graczy. Wspomniałem wcześniej o formie visual novel, która kojarzy się z japońskimi tytułami. Niektóre wydarzenia, nawet w trakcie meczu, nie są pokazane wprost, lecz opowiedziane przez narrację, czasami nawet na czarnym ekranie. Podobnie ascetyczne są dialogi, pokazujące rozmówców ze statycznej kamery. Nie zabraknie też typowych dla serii monologów i przemów podnoszących na duchu, które często zahaczają o kicz. Nie wiem w ilu scenach Tsubasa padał na murawę – kontuzjowany i wycieńczony – lecz po podbudowującej rozmowie z Ishizakim i resztą drużyny wstawał, aby wykonać ‘decydujący’ strzał. Mieści się to w konwencji serii i ma swój urok, lecz nie jest to oskarowy poziom scenariusza.

Poza trybem fabularnym możemy zmierzyć się z przeciwnikami lokalnie (do czterech graczy) lub online w pojedynczym meczu lub turnieju. Gra oferuje też tryb treningowy, w którym przećwiczymy konkretne zagrania w określonych przez siebie warunkach. Można też stworzyć własną drużynę i przypisać do niej odblokowanych zawodników z całego świata, jak również postacie tworzone w trybie New Hero. Za zdobywane w trakcie rozgrywki punkty możemy w sklepie kupować dodatkowe przedmioty do zmiany wyglądu zawodników a także karty piłkarzy, które mają wpływ na rozwijane w podczas turniejów przyjaźnie.

Zaczynamy przygodę z nowym klubem. Czy Musashi MS też wygra turniej?

Captain Tsubasa: Rise of New Champions to dużo więcej niż arcadowe kopanie futbolówki. Trzy kampanie, setki specjalnych zagrań i umiejętności, dziesiątki zawodników z indywidualnymi dialogami, liga online, dodatkowe przerywniki fabularne. Zawartość wylewa się z tej gry hektolitrami. Jeśli w swoim życiu mieliście do czynienia z tym japońskim podejściem do piłki nożnej i nie odrzuciły was kiczowate dialogi i komiczne interakcje między zawodnikami, to najnowsza propozycja Bandai Namco jest pozycją obowiązkową. Może to być też dobra propozycja dla młodych kibiców i graczy, którzy po kilku meczach popędzą na podwórko i sami spróbują oddać tygrysi strzał, podwijając sobie przy tym rękawy.

Grę udostępnił wydawca.
OCENA KOŃCOWA

NAZWA GRY: Captain Tsubasa: Rise of New Champions

OPIS GRY : Captain Tsubasa: Rise of New Champions to arcadowe podejście do piłki nożnej. Zmierz się z najlepszymi zawodnikami w Japonii i na całym świecie w trzech różnych turniejach. Rozwijaj umiejętności stworzonego przez siebie zawodnika i sięgnij po tytuł mistrza świata.

AUTOR: Paweł Prędki

OCENA
4.5
Sending
OCENA UŻYTKOWNIKÓW
4 (1 vote)

PODSUMOWANIE:

Tsubasa Ozora to futbolowy bohater mojego dzieciństwa. Rise of New Champions broni się jednak nie tylko nostalgią. Arcadowe podejście do piłki nożnej z super strzałami, blokowaniem piłki twarzą czy bramkarzami odbijającymi się od słupków, to dobra zabawa w czystej postaci.

ZALETY

  • dobra zabawa przy piłce nożnej z przymrużeniem oka,
  • setki scen i dialogów ze znanymi i nowymi piłkarzami,
  • różnorodne tryby gry,
  • duży wybór specjalnych strzałów, dryblingów i umiejętności,
  • świetna ścieżka dźwiękowa.

WADY

  • miejscami bardzo ‘japońskie’ podejście do opowiadanej historii,
  • konieczność wielokrotnego rozgrywania tych samych meczów i turniejów, aby odkryć wszystkie zakończenia.