Nowa odsłona uniwersum stworzonego przez Techland przenosi graczy do Castor Woods. W grze Dying Light: The Beast wcielamy się ponownie w bohater „jedynki”, który balansuje na granicy człowieczeństwa, potworności i staje w obliczu nowych zagrożeń oraz zemsty.
Można powiedzieć, że polskie studio Techland wyspecjalizowało się w grach akcji o zombie w roli głównej. Choć zaczynali od Call of Juarez, to dopiero Dead Island i później pierwsza część Dying Light wyniosły ich do światowej czołówki. Co więcej, pierwsze Dying Light do dziś cieszy się wsparciem. Stosunkowo niedawno doczekało się nawet aktualizacji NEXT-GEN, poprawiającej grafikę i liczbę klatek na sekundę na konsolach nowej generacji. Wielu graczy zastanawiało się jednak, czym właściwie będzie Dying Light: The Beast. Początkowo tytuł miał być jedynie dodatkiem (DLC) do Dying Light 2, jednak ostatecznie Techland zdecydował się wydać go jako osobny produkt w pełnej cenie, czyli 319 zł na konsolach. Posiadacze edycji premium Dying Light 2 otrzymali go za darmo, co jest miłym gestem, ale mimo wszystko decyzja o pełnopłatnym wydaniu budzi pewne wątpliwości. Niestety, w samej rozgrywce momentami da się odczuć, że to wciąż projekt o dodatkowym rodowodzie…
Gdybym oceniał tylko pierwsze godziny, byłbym rozczarowany…
„Nazywam się Kyle Crane… i umieram. Jak ja się tu do cholery znalazłem?”, takimi słowami zaczynamy grę. Wstęp fabularny to klasyczna klisza, choć sama ucieczka z laboratorium robi dobre wrażenie: jest klimatyczna, filmowo zrealizowana i bardzo dobrze wyreżyserowana, mimo że trwa zaledwie kilka minut. W skrócie: od trzynastu lat jesteśmy obiektem testowym, a nagła szansa na wolność staje się motorem całej historii. Czuć ciężar tej przeszłości w narracji i zachowaniu bohatera. Niestety, problem zaczyna się chwilę później, gdy spotykamy Oliwię. Ona prosi o pomoc, my szukamy zemsty, a zaraz potem zaczynają się sztampowe dialogi w stylu: „musimy zebrać sojuszników”, „musimy znaleźć zapasy”. Formowanie ruchu oporu i pseudo epicka narracja wypadają dość przeciętnie. Na plus należy jednak zapisać przemianę bohatera: w dialogach i zachowaniu czuć, że to człowiek złamany, ale zdeterminowany, co dodaje mu autentyczności. Pierwsze lokacje i misje niestety nie powalają – są powtarzalne, momentami wręcz nużące. Gdyby nie fakt, że musiałem recenzować ten tytuł, pewnie przerwałbym rozgrywkę po kilku godzinach. Na szczęście później gra nabiera tempa, a mapa i klimat wyraźnie zyskują. Widać tu powrót do korzeni serii i ducha pierwszego Dying Light.

Walka, grafika i parkour. Nierówna oprawa i stara klątwa białej farby.
Pod względem graficznym The Beast prezentuje się bardzo nierówno. Z jednej strony świetnie wyglądają modele postaci, zombie oraz wnętrza budynków, z drugiej roślinność, odległe obiekty czy panoramy sprawiają wrażenie niedopracowanych. Efekty wodne i tekstury krajobrazu przypominają momentami produkcje sprzed kilku lat. Na plus można za to zaliczyć realistyczne efekty krwi, ran i wnętrzności, które wciąż robią wrażenie. Niestety, Techland ponownie wpadł w pułapkę tzw. „klątwy białej farby”, czyli nadmiernego oznaczania powierzchni, po których można się wspinać. To rozwiązanie, zamiast subtelnie prowadzić gracza, wręcz krzyczy: „tu masz wejść!”. W późniejszych etapach jest to nieco mniej inwazyjne, ale wciąż psuje immersję. Gra, która aspiruje do dojrzałej narracji i realizmu, powinna bardziej ufać intuicji gracza. System walki jest solidny, choć mało odkrywczy. Starcia są brutalne i satysfakcjonujące, zwłaszcza dzięki Takedownom, które pozwalają efektywnie eliminować przeciwników. Czuć zagrożenie, gdy otacza nas większa grupa wrogów, a tempo walk potrafi trzymać w napięciu. Niestety, system dekapitacji i ogólna fizyka obrażeń nie dorównują temu, co zobaczyliśmy w Dead Island 2. Tam każdy cios rozrywa ciała przeciwników w sposób niemal chirurgiczny – tutaj jest znacznie bardziej zachowawczo. Nowością jest tryb Bestii, który fabularnie robi dobre wrażenie – jest brutalny, emocjonalny i pełen mocy. Jednak gameplayowo to raczej zwykły tryb furii, w którym bezrefleksyjnie rozszarpujemy przeciwników. Możliwość rozwijania dodatkowych ataków to krok w dobrym kierunku, ale całość nadal nie oferuje głębi, jakiej można by oczekiwać po grze w tej cenie. Efektownie? Tak. Innowacyjnie? Niestety, nie. Jeśli chodzi o parkour, Techland postawił na bardziej realistyczne, cięższe animacje. Ruchy bohatera są wolniejsze, a skoki mniej płynne niż w Dying Light 2 (gdzie tam już były dość ciężkie). Z jednej strony dodaje to realizmu, z drugiej odbiera trochę satysfakcji z samego poruszania się po świecie. Mimo to, fani poprzedniej części odnajdą się tu bez problemu schematy ruchu i konstrukcja otoczenia są bardzo znajome. Na plus tego bardziej realistycznego systemu można wskazać, że samo poruszenie się po lokacjach musi być strategią i przemyślanym segmentem ruchów, ponieważ nie wszędzie możemy wejść i nie każda ścieżka jest najbardziej optymalna. Trudno jednak porównywać to z lekkością parkouru z Mirror’s Edge czy finezją ruchu z Assassin’s Creed Unity. Tam wspinaczka była niemal swego rodzaju tańcem, tutaj to po prostu narzędzie przetrwania. Widać też recykling assetów z poprzedniej gry Techlandu i nie zaskakuje to jednak, skoro The Beast powstawało jako rozszerzenie, które dopiero później przekształcono w samodzielny projekt.
Muzyka, dźwięk i fabularna dojrzałość…
Jednym z najmocniejszych punktów Dying Light: The Beast jest zdecydowanie warstwa dźwiękowa. Techland po raz kolejny udowadnia, że potrafi budować atmosferę grozy i napięcia nie tylko klimatem, ale również dźwiękiem. Odgłosy zombie są wyjątkowo sugestywne chrapliwe, pełne bólu i gniewu, czyli dokładnie takie, jakich można by się spodziewać po zdehumanizowanych ofiarach wirusa. Co ważne, ich charakterystyczne jęki, pomruki i krzyki słychać często z dużej odległości, co daje graczowi czas na przygotowanie się do walki czy przemyślenie strategii tego jak można ominąć ich po cichu, ale też potęguje napięcie. Świetnie wypadają też dźwięki otoczenia typu kroki, skrzypienie czy echa pustych korytarzy lub jaskiń potrafią wprowadzić w klimat bardziej niż niejeden przerywnik filmowy. Całość uzupełnia nawet dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa, która dynamicznie reaguje na to, co dzieje się na ekranie. Kiedy akcja przyspiesza, muzyka staje się intensywna i niepokojąca, a w chwilach spokoju wybrzmiewa delikatnie, budując nastrój izolacji. Warto też dodać, że choć fabuła początkowo wydaje się prosta, z czasem nabiera sensu i głębi. Motyw zemsty, desperacji i poszukiwania sensu nie jest tu tylko pretekstem to opowieść o człowieku złamanym, który mimo wszystko próbuje… no właśnie to musicie poznać sami. Im dalej w historię, tym bardziej widać, że Techland postawił na dojrzałą narrację, w której warto się zatrzymać, wsłuchać i po prostu ją przeżyć. To nie tylko gra o przetrwaniu to historia o granicach człowieczeństwa w świecie, który dawno je utracił.
Czy polecam?
Tak polecam, Dying Light: The Beast, chociaż uważam, że jego cena mogłaby być nieco niższa, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że początkowo miał to być jedynie dodatek, który z czasem rozrósł się do samodzielnej gry. Jeśli ktoś szuka prostego porównania to tak, to lepsza gra niż Dying Light 2.
Grę udostępnił wydawca.
Podsumowanie
Dying Light: The Beast to solidny, choć nierówny spin-off błyszczący momentami klimatem i brutalnością, ale równie często przypomina o swoich dodatkowych korzeniach. Gra potrafi wciągnąć, szczególnie dzięki powrotowi głównego bohatera „jedynki” i cięższej atmosferze, jednak niedociągnięcia techniczne oraz brak świeżości w walce i poprawny po prostu parkour odbierają jej część uroku, niemniej jednak z każdą godziną grania, nabiera tempa oraz skrzydeł stając się bardziej wciągającą. Warto dodać, że gra która początkowo miała być dodatkiem do Dying Light 2, kosztuję 319 zł na konsolach – co moim zdaniem jest dość absurdalne, patrząc na to, czym ten produkt miał być na początku.
Zalety
- Klimatyczny powrót do korzeni serii,
- satysfakcjonująca, brutalna walka,
- realistyczne efekty krwi i ran,
- dobra warstwa dźwiękowa.
Wady
- Słaby początek gry,
- nierówna jakość oprawy graficznej,
- mało innowacyjny tryb Bestii.
