Gears of War to trzecioosobowa strzelanina z Xboxa 360, która zapoczątkowała serię trwającą do dziś. Reloaded jest remasterem, który pierwszy raz pozwoli poznać historię Marcusa Fenixa posiadaczom konsoli PlayStation.
Co można napisać o grze, którą każdy zna? Co można napisać o tytule, który stał za popularnością pewnego modelu rozgrywki przez następne lata? Trudno o gracza, któremu Marcus Fenix byłby obcy. Jeszcze trudniej o tego, który w ogóle nie słyszał o Gears of War. Seria ma się dobrze do dziś, wydając kilka lat temu ciekawą taktyczną wariację na swój temat, a obecnie przymierzając się do prequela nazwanego E-day. Zanim jednak poznamy pierwszy atak najeźdźców zwanych szarańczą, dane nam będzie przeładować magazynki i wrócić do najstarszej części cyklu z 2006 roku.
Znów remaster?
A wrócimy do niej nie pierwszy raz, bo The Coalition odkurzyło nam tę walkę w 2015 roku, tytułując ją Ultimate Edition i przerzucając projekt na młodszego Xboxa One. Spadkobiercą takiego procesu był również PC, więc dziś to grupa zdecydowanie mniej potrzebująca kolejnej powtórki z rozrywki. Umówmy się, wydany 26 sierpnia 2025 roku Gears of War Reloaded – choć recenzuje właśnie wersję na PC – to przede wszystkim gratka dla posiadaczy PlayStation. To jak ogłoszenie kapitulacji zielonych. Wywiesili białe flagi, na której obecnie brakuje tylko logo Halo. Niezależnie, czy to kolejna oznaka skupienia się głównie na wydawaniu gier, czy po prostu szybki skok na kasę niebieskich graczy, zapowiedź zaskoczyła wszystkich, a stary tytuł znów był na ich ustach. Gearsy wiecznie żywe? Chyba tak, skoro można po prostu zdjąć wierzchnią warstwę kurzu i wydać ku uciesze gawiedzi Ultimate Edition ponownie. Reloaded to przede wszystkim tamta wersja z lekkim poprawkami. Jesteś graczem Sony – super, to dla Ciebie i tak pierwszyzna! Planujesz wrócić na PC – …eee ok?
Dla tych spod kamienia
Oczywiście Gears of War nie jest jakimś nędznym odpryskiem archaizmów gamingu, który teraz jest tylko nostalgiczną podróżą. To wciąż bardzo przyjemna strzelanka. I choć odpaliłem ją już po raz -enty, to znów dowiozła należytą dla prezentowanego settingu brutalność, przyjemny model strzelania, świetnego protagonistę i całkiem znośny konflikt rysujący się w tle – choć tu wychodzić ze sztampowych motywów nikt nigdy nie zamierzał.
Schemat rozgrywki jest liniowy i niewymagający przesadnego myślenia. Dojdź z punkt A do B i zniszcz absolutnie wszystko, co stoi na twej drodze. Będąc za jedną z miliona osłon, nawiedzą Cię wyłażące z ziemi fale nieprzyjaciół, a wymowny dźwięk podpowie, że jest już bezpiecznie i możesz ruszać dalej. Dziś o takiej rozgrywce mówimy stare dobre czasy, więc i wszyscy gracze w podeszłym wieku ( 🙂 ) na pewno tę prostotę docenią. Nikt nie wstydził się wtedy serwować nam 4-5 godzinnej kampanii, a w głowach twórców gotowały się sequele, które znacznie poszerzą dość skąpe lore z jedynki – dziś nie do pomyślenia.
Gears of War nie był pierwszym cover shooterem, ale bez wątpienia wypada go uznać za tego, który spopularyzował schemat. Sprawił, że pojawiło się sporo klonów (jak chociażby Army of Two), które chciały trochę tej sławy dla siebie i próbowały w dużej mierze tych samych patentów. Pełnej akcji strzelanki, gdzie stanie za osłoną tylko potęguje poczucie wojennego zagrożenia, a wszystko to musiało być łatwe do zabawy w kooperacji – wtedy jeszcze na podzielonym ekranie, bo kto podpinał internet do przerobionych Xboxów…
Warto z tego miejsca odnotować, że funkcji split-screen w Reloaded na Steam nie uświadczysz, choć była wcześniej ogłaszana – bardzo duży błąd!
GoW (nie mylić z Bogiem bijącym innych Bogów) miało jednak te detale. Wszechobecny brud, ciężar jednostek, braterstwo w trakcie światowej zagłady, piłę tnącą w szalenie efektowny sposób, system aktywnego przeładowywania (korzystasz, gdy zrobisz to we właściwym momencie) i… kamerę telepiącą się na boki przy bieganiu. Tej ostatniej wielkim fanem nie jestem, a próba manewrów postacią w trackie takiej przebieżki tylko utwierdza nas w przekonaniu jak niewygodna i niepraktyczna jest ta ich zbroja. Wszystko to jednak stworzyło markę żyjącą do dziś, więc lepszych argumentów na popularność i trafność tych pomysłów nie ma. Zresztą Reloaded potwierdza, że one się wcale nie zestarzały jakoś okrutnie. Znam tytuły wielkie, które teraz byłyby niegrywalne, a Gearsy dalej bawią. Jasne, przeciwnicy mają czasami feeling bycia gąbkami na pociski, a wtórność takiego modelu zabawy nie jest zbyt udanie ratowana przez elementy quasi-łamigłówek czy przejażdżkę tutejszym pojazdem, ale z racji krótkiego czasu gry, to nie ciąży na człowieku jakoś szczególnie.
Temu AI daleko do Ultimate
To oczywiście nie sprawia, że jest to gra idealna. Przesadnie wrażliwi na archaizmy i tak się odbiją, a Ci napędzani paliwem nostalgii uśmiechną szyderczo pod nosem. Sztuczna inteligencja nie jest czymś, co dobrze znosi próbę czasu, a to boli tym bardziej że już przy pierwszym remasterze tak było. Już wtedy pozostawiało to wiele do życzenia, a teraz (z biegiem lat i rozwoju) może się to rzucać w oczy jeszcze bardziej. Nasi kompani biegają bez celu, blokują się na prostych przeszkodach, a po drugiej stronie barykady sprawa ma się niewiele lepiej. To nie są rzeczy nagminne, ale dostatecznie częste, żeby mocno wpływały na odbiór gry. Wątpię, żeby ktokolwiek przeszedł całość suchą stopą.
Podsumowanie
Problemy Gears of War nie leżą w tym, że jest stary. Problemy Reloaded są w tym, że nikomu nie chciało się nad nim pochylić. To nie jest niegrywalna pozycja w 2025 roku, ale świadomość tego, że nic z nią nie zrobiono, to dość bolesna rzeczywistość. Dla Sony ta perspektywa jest pewnie odmienna, ale dla PCtowców to tylko podwyższenie ceny za nic – bo chyba nie za zdjęcie kajdanów abominacji, jaką było Games for Windows. Jeśli od remastera wydanego wiele lat później, oczekujemy, że będzie on wydaniem najpełniejszym z możliwych (bo wypada tego oczekiwać!), to tu zdecydowanie tak nie jest. Nie poprawiono AI, nie zrobiono rewolucji w teksturach, nie dodano nic, poza tym, co już było dodane wcześniej. Rozumiem, że poprzednie PCtowe wydania również nie miały split-screena (będącego potężnym koniem napędowym całości), ale to nie jest wymówka, która mnie przekonuje. To tylko smutna próba zmuszenia graczy do zakupu dwóch kopii, kiedy na konsolach można się bawić taką funkcją w pełni. Ktoś powie, że monitory małe, ale nawet nie wracajmy do czasów, na jakim ekranie ja grałem w to w 2006. Dla nostalgii można, ale jak ktoś ma wcześniejsze wydania, to już nie. Gears of War to zdecydowanie lepsza gra, niż ta ocena na to wskazuje. Inna sprawa, że wypadałoby się wziąć za pozostałe dwie części trylogii, a nie remasterować remastera.
Zalety
- Model strzelania i inne gameplayowe zabiegi udowodniły, że wiek im w niczym nie przeszkadza – to wciąż bardzo dobra gra
- Przecinanie piłą żołnierzy szarańczy bawi tak samo jak kiedyś
- Testosteron, brud, braterstwo w trakcie inwazji – dziś niemile widziane w gamingu, więc tym milej powitać ich powrót
- Nie nadużywa naszej gościnności – bo krótka kampania to niekoniecznie minus!
Wady
- AI kuleje niemiłosiernie
- Podzielony ekran dalej niemożliwy na PC – choć był zapowiadany!
- Na PC płacisz drożej za to samo – różnice będą niestety marginalne