Just Cause 4 – Opinia

Just Cause 4 to kolejna już wydana przez Avalanche Studios odsłona wybuchowych przygód Rico Rodrigueza specjalizującego się w obalaniu dyktatorów. Tym razem los zagna bohatera do Ameryki Południowej, do fikcyjnego państwa Solis, które jest terroryzowane przez bezwzględną organizację najemników Black Hand. Przy okazji razem z Rico będziemy mogli odkryć prawdę o jego ojcu. Standardowo nie obejdzie się bez brawurowych akcji, wybuchów, linki z hakiem oraz niezwykle przydatnego połączenia spadochronu z wingsuitem.

 

Początek nie zachwyca

Fabularnie można spokojnie określić całość jedynie głośno wzdychając. Wiadomo, że nikt się raczej nie spodziewał po tej serii poruszającej i rozbudowanej historii, ale porównując do nie tak dawno ogrywanej przeze mnie trójki niestety zauważam tu regres. Mamy raptem trzy główne wątki związane z konkretnymi ekstremalnymi warunkami pogodowymi oraz jeden główny ostateczny wątek. Razem jest raptem tylko kilka misji. Bardzo ubogo. Na plus w tym aspekcie mogę jedynie wspomnieć o wątku ojca. Fajnie, że twórcy starają się choć trochę rozbudować postać Rico. Osobiście uważam, że zasługuje on na dobrą opowieść.

Pierwsze wrażenia nie obfitowały także w pozytywne doznania wizualne. Cała gra została potraktowana ostrym blurem. Całe szczęście w połowie mojej przygody pojawił się patch dodający opcje regulacji tegoż ustawienia i po korekcji już jest lepiej. Niestety jednak czuć tu graficzną archaiczność. Szczególnie w kwestii modeli postaci, a najbardziej jeśli chodzi o same włosy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem równie sztucznie wyglądające fryzury. W samej grze nie zwrócimy na to większej uwagi, ale podczas cutscenek strasznie mnie to raziło w oczy. Gram na zwykłej PS4, nie wiem jak jest na PRO, ale odległość rysowania terenu też nie bardzo daje radę podczas podróżowania powietrznego. Brzydko wygląda jak na naszych oczach nagle wyrastają drzewa itd. Pod tym względem gra niestety zawodzi.

Nie można również nie wspomnieć o dość licznych gliczach obecnych w produkcji. Samoloty startujące w oddali dosłownie pionowo wzlatują w powietrze. Pociągi potrafią same z siebie się wykoleić na zakręcie, albo nie trafić do tunelu. Niejednokrotnie byłem świadkiem zderzeń powietrznych cywilnych samolotów. No i do tego dużo różnych standardowych wyrzuceń w przestrzeń. Sporo jest tego, ale nie irytuje. To są takie pocieszne błędy, które nie wpływają negatywnie na tą i tak niepoważną rozgrywkę.

Głównym motywem jakim przedpremierowo reklamowało się Just Cause 4 były ekstremalne warunki pogodowe. No i trzeba przyznać, że te świetnie się w serii odnalazły. Zdecydowanie jest to jeden z najlepszych elementów gry. Burze z piorunami, tornada, burze piaskowe. Misje prowadzone w takich warunkach były dużo bardziej fascynujące. Szkoda, że nie było ich więcej. Niemniej sama pogoń za tornadem, latanie na wingsucie, gdy w około trzaskają błyskawice, albo strzelanie się z przeciwnikami w środku burzy piaskowej na pustyni to rzeczy które bardzo pasują do cv postaci takiej jak Rico.

 

Upadłe aktywności

Niestety dziwnie ubogo jest nie tylko w samej warstwie fabularnej. Dostało się również aktywnością dostępnym w samej grze. Każdy kto grał w poprzednią część z pewnością pamięta przeróżne wyzwania, które należało kończyć z dobrym wynikiem, aby zgarnąć za to wszystkie 5 trybików. To był naprawdę fajnie pomyślany system. Osobne minigierki związane ze strzelnicą, czasówkami pojazdów, czy wymagającym, acz świetnym lataniem przez kółka w wingsuicie. No to w czwórce wszystko przepadło. Strzelnic nie ma wcale, niszczenia baz także. Pojazdy mają tylko dwie zwykłe aktywności w stylu: przejedź przez kółko z minimum jakąś prędkością, albo po przemieść się przez dane kółko określonym pojazdem. Nuda. Ten drugi wariant ma przynajmniej kilka naprawdę fajnych zadań, gdzie np trzeba się dostać zwykłym samochodem 15m nad ziemią w szczerym polu, albo jakoś przedostać między śmigła turbiny wiatrowej. I za pomocną nowych gadżetów trzeba cudować. To akurat było świetne, ale można było bardziej ten pomysł rozbudować. Loty wingsuitem zaś zostały strasznie wybrakowane. Teraz mamy jedynie do zaliczenia trzy kółka i tyle. Nie ma w tym jakiejś zabawy. Ot przelatujemy i następne. Szkoda.

Ciekawym urozmaiceniem jednak były misje związane ze starożytnymi świątyniami. Za pomocą linki musieliśmy sterować wielkim kamieniem tak, aby natrafił na płytę naciskową. Nie było tego wiele, ale bardzo przyjemnie się wykonywało te zadania. W sensowny sposób należało wykorzystywać dobrodziejstwo gadżetów Rico. Odbijanie baz i przejmowanie regionów to też o czym należy wspomnieć i tu niestety także krytykować. W poprzedniej odsłonie mieliśmy co prawda powtarzalny, ale bardzo widowiskowy system w stylu: “Aby przejść bazę rozwal na niej wszystko w drobny mak”. Cudownie się obserwowało te wybuchy. Tutaj jednak pokuszono się o kilka rodzai mini misji związane z koniecznością znalezienia jakiś terminali na czas, albo wytrzymania gdzieś przy terminalu określoną ilość czasu, lub np. o zgrozo obroną przekaźnika. Niby jest większa różnorodność, ale niestety jest dużo mniej zabawne.

Wspomnę też o odblokowywaniu zrzutów. Gra bowiem posiada świetny system zamawiania dowolnego pojazdu, czy broni w kontenerze, który za kilka sekund ląduje nam we wskazanym miejscu. Aby jednak złożyć zamówienie musimy najpierw odblokować schemat danego pojazdu. W czwórce dostajemy go po prostu za wykonanie konkretnych wyzwań z przejeżdżaniem przez kółka. Takie jakieś to płytkie. W trójce było ciekawiej, jak każdy typ pojazdu trzeba było sememu odszukać i dostarczyć do bazy. Czasem należało się nagłowić jak motorówkę z jeziora przetransportować do nad morze, aby przy tym jej nie zniszczyć. Tu zabrakło tej zabawy.

 

Wycieczki i zwiedzanie

W tej części twórcy oddali do dyspozycji jeszcze większy kawałek świata. Trzeba przyznać, że jest bardziej różnorodny jeśli chodzi o sam teren. Mamy zalesione regiony górzyste, ośnieżone szczyty, zielone pastwiska i region pustynny. A tam rozsiane miasta, miasteczka, bazy wojskowe. Niestety jednak poprzez pryzmat wspomnianych wcześniej problemów z aktywnościami cała ta wielka mapa wydaje się strasznie pusta. Jeśli chcemy zgarnąć platynę musimy zaliczyć wszystkie wyzwania z kółkami. A te pokarzą nam się na mapie dopiero jak będziemy w pobliżu, lub odkryjemy lokację do której zostały przypisane. Lokacji jest 150 i znalezienie ich wszystkich jest dość męczące z uwagi na niejasność mapy. Nigdy nie wiadomo, czy dany kawałek obszaru jest tylko fragmentem innej lokacji, czy też całkiem nową lokacją. Utrudnia to tym samym kompletowanie wyzwań.

Sposobów poruszania mamy jednak pod dostatkiem. Model jazdy samochodami podobnie jak wcześniej dalej jest marny, ale nie jest to coś denerwującego, bo i tak mało czasu spędza się tu za kółkiem. Spokojnie mogę jednak polecić podróżowanie helikopterami. Bardzo przyjemne w obsłudze i wygodne w podróżowaniu. Przede wszystkim jednak przydatny jest tu wingsuit, który zawsze mamy pod ręką. Odpowiednio manewrując spadochronem oraz linką można szybko dostać się wszędzie bez żadnych pojazdów.

Sama linka zaś dostała pakiet ciekawych ulepszeń. Oprócz standardowego przyciągania (bardzo skutecznie na wrogie śmigłowce – zaczep do budynku i zaraz będzie z głowy) otrzymujemy też nowe możliwości w postaci unoszących baloników z gazem, oraz podczepianych silniczków odrzutowych. A dodatkowo parametry mocy poszczególnych gadżetów można regulować, a także dokupywać różne ciekawe dodatki. Tu trzeba przyznać, że piaskownica do zabawy tym sprzętem jest wyborna i fajnie jest sobie tak testować co jeszcze uda się zrobić.

 

Ekstremalna pogoda to jednak nie wsyzstko

Szkoda, że w grze zabrakło jakiegoś większego pomysłu i samej treści. Warunki pogodowe super sprawa, nowe modyfikacje dla linki również, ale to jedyne co gra wnosi ciekawego. W pozostałych aspektach to niestety krok wstecz. I nie jest to tragiczna produkcja, czy kandydat do najgorszej gry roku. Mimo wszystko jest to całkiem fajna, wesoła piaskownica, aczkolwiek jeśli ktoś nie grał to polecałbym jednak sięgnąć po trójkę. Miała więcej fajnych pomysłów i aktywności do rozegrania. Chciałbym, aby twórcy wyciągnęli z tego wnioski i w następnej odsłonie postarali się dać coś więcej zamiast błahych kółeczek rozsianych po wielkiej mapie.

 

PLUSY:
– ekstremalne warunki pogodowe dają radę,
– nowe możliwości linki z hakiem,
– mimo wszystko kilka fajnych patentów na wzywania w dostaniu się pojazdem w niedostępne miejsce.

MINUSY:
– za mało sensownej treści,
– brakuje tych wybuchów i niszczenia baz z poprzedniej części,
– błahe aktywności,
– wizualnie nie zachwyca.

Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości firmy Cenega.

Kategorie

Chcesz nas wesprzeć?
KLIKNIJ TUTAJ 

W PRZYGOTOWANIU