Layers of Fear 2 – Opinia

Layers of Fear 2 to druga odsłona, stworzonego przez studio Bloober Team, cyklu gier przygodowych, czerpiących z konwencji horroru. Tym razem zamiast tajemniczej rezydencji malarza przyjdzie nam przemierzać korytarze statku, będącego planem filmowym. Brzmi intrygująco? Tak też jest w istocie, a nieoczywista fabuła i bardzo surrealistyczne wydarzenia mącą cały obraz jeszcze bardziej. Czy jednak ta morska, filmowa wyprawa jest ciekawsza od części poprzedniej? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Na środku morza

Jeśli chodzi o sam pomysł umiejscowienia akcji gry na statku to osobiście uważam, że jest to bardzo dobry pomysł. Klimat horroru i niepokoju świetnie się z tym komponuje. Już wcześniej miałem okazję się o tym dowiedzieć – w jednej z odsłon serii Resident Evil o podtytule Revelations. Taki statek może stać się gorszym potrzaskiem niż zwykła rezydencja, a potencjalna ucieczka przy tym zdaje się być znacznie trudniejsza.

W grze wcielamy się prawdopodobnie w aktora, mającego zagrać w kręconym na statku tajemniczym filmie. Napisałem “prawdopodobnie”, bo gra nigdy otwarcie tego nie mówi. Są pewne przesłanki, ale z biegiem fabuły coraz bardziej zaczynamy wątpić, czy aby na pewno jest to zwykły plan filmowy. Co jakiś czas przyjdzie nam wysłuchać miedzy innymi głosu określanego jako reżyser, który próbuje nas nakłonić do podjęcia konkretnych decyzji w kluczowych scenach. To od nas jednak zależy, czy będziemy grać swoją rolę wedle wskazówek, czy też wyłamiemy się i własnoręcznie wprowadzimy zmiany w scenariuszu. Podczas gry staniemy przed czterema takimi kluczowymi wyborami, które będą definiować jedno z trzech przygotowanych zakończeń. Widziałem je wszystkie i w zasadzie nadal nie wiem co dokładnie o tym myśleć. To bardzo dobra gra dla graczy lubiących się zastanowić i takich, którzy kochają zadawać sobie pytanie “co poeta miał na myśli?”.

Bez broni w labiryncie

Layers of Fear 2 można w sumie oczywiście nazwać symulatorem chodzenia i jeżeli graliście w jedynkę, to wiecie z czym to się je. Przez większość czasu jednak przyjdzie nam przede wszystkim badać kolejne pomieszczenia na statku. Z początku zwykłe, typowe miejscówki zostają coraz bardziej zastępowane mocno surrealistycznymi lokacjami. Podobnie jak w pierwszej części, tak i tu nie możemy być pewni, iż mamy za plecami pomieszczenie, z którego dopiero co przyszliśmy. Wszystko jest płynne i łatwo się w tym pogubić. Nie sposób jednak odmówić całości uroku. Przyznam, że niejednokrotnie pokiwałem głową z uznaniem nad zabawą taką konwencją.

Oprócz zwykłej eksploracji gra posiada też całkiem sporo różnych znajdziek. Odkryjemy dziwne nagrania do odsłuchania na gramofonie, plakaty z filmami, w których najpewniej grała nasza postać, slajdy dotyczące przeszłości bohatera i tajemnicze przedmioty, które można potem rozszyfrować. I oczywiście zwykłe notatki, rzucające blade światło na wątek fabularny. Ciekawym motywem jest fakt, że po każdym rozdziale wracamy do naszej osobistej kajuty. Zmienia się ona wraz z postępem fabularnym. Pełni w pewien sposób funkcję bezpiecznej przystani, gdzie możemy na spokojnie przyjrzeć się wszystkim nieznalezionym przedmiotom, poza zwyczajnymi notatkami.

Na naszej drodze niejednokrotnie przyjdzie nam również rozwiązać jakąś łamigłówkę. Te akurat niestety w większości nie są specjalnie interesujące i mimo mojego parokrotnego przejścia gry nadal nie rozumiem idei części z nich. Nie są one też specjalnie trudne i szczęśliwie nie wymagają poradnika, aby w ogóle móc przebrnąć dalej. Znajdzie się jednak kilka całkiem sympatycznych, jak choćby zabawy z kadrowaniem ujęć na projektorze.

Podczas naszej podróżny nie zawsze będziemy sami. W grze bowiem pojawia się bardziej ruchliwy przeciwnik niż w części poprzedniej. Zjawa, nazywana bezkształtnym, bez wahania nas wykończy, jeśli damy jej się zbliżyć. Jako że nasza postać jest całkowicie bezbronna, możemy ratować się jedynie ucieczką. I tych niestety, jak dla mnie, jest zdecydowanie za dużo. Często trafiamy na oskryptowaną sytuację ataku niemilca i zginiemy parę razy nim w ogóle wpadniemy na pomysł – o co tak w ogóle chodzi. I nie są to głupie pomysły, bo tak jak się człowiek po czasie zastanowi to uzna, że całkiem ciekawie się wpisują w ten surrealistyczny klimat. Jenak przez te kilka śmierci, wynikających z mojej niewiedzy, trochę się wybijałem z opowieści.

 

Klimat korytarzy

Jak napisałem już wyżej – uważam, że statek był dobrym wyborem na miejsce akcji. A za to, jak projektantom z Bloober Team udało się ogarnąć klimat tajemniczego statku, należą się gromkie brawa. Dawno nie widziałem tak pobudzających wyobraźnię korytarzy. W dodatku, na wydawałoby się jednak monotematyczną miejscówkę, udało się umieścić naprawdę sporo niezapomnianych i niezwykle klimatycznych miejsc. Dużo milej wspominam ten dreszcz niepewności podczas eksploracji pustego statku, niż wspomniane akapit wyżej ucieczki. Szkoda, że gra nie postawiła jeszcze bardziej na taki aspekt straszenia samym środowiskiem. Nie sposób tu nie wspomnieć o wielu nawiązaniach do kultowych filmów. Osobiście natrafiłem na scenkę z filmu “Lśnienie” S. Kubricka czy też “Siedem” D. Finchera. Bardziej zaznajomieni ze światem filmu z pewnością wyłapią więcej. A jeśli już sama gra zahacza o wątek kręcenia filmu, to takie nawiązania dobrze tam pasują.

Wizualnie całość prezentuje naprawdę wysoki poziom. Oddanie szczegółów wszystkich części statku czy sama kolorystyka pomieszczeń – robi naprawdę wrażenie. Zaschnięta krew pięknie potęguje klimat na białej ścianie luksusowej części statku. Przejście w odcienie szarości w niektórych momentach też sprawdza się znakomicie. Tu nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Warstwa dźwiękowa dobrze komponuje się z samą opowieścią, choć przyznam, ze brakowało mi czegoś na wzór motywu muzycznego z poprzedniej części, którego lubię sobie posłuchać do dziś.

Wspomnę jeszcze o samym zestawie trofeów z gry. Tym razem szczęśliwie pokuszono się o platynowe trofeum. Jego zdobycie nie jest wymagające – trzeba się zająć przede wszystkim znajdźkami oraz odblokowaniem każdego z trzech zakończeń gry. Tu podkreślam, że jeśli się przymierzacie, róbcie to na jednym slocie zapisu gry. W innym wypadku nie otrzymacie trofeum za wszystkie trzy zakończenia. Ja popełniłem ten błąd i musiałem niestety (a może i stety) powtarzać wszystko od nowa.

Ostatecznie przyznam, że bawiłem się całkiem dobrze z Layers of Fear 2, choć część pierwsza urzekła mnie bardziej. Mogę jednak z czystym sumieniem polecić i dwójkę fanom rozgrywki tego typu. To, co najważniejsze, czyli klimat, pomysł na lokacje i niejasna fabuła – zostały zaprojektowane naprawdę zacnie. Jednakże warto pamiętać, iż z drugiej strony, poza tymi zaletami, nic więcej w tej grze dla siebie raczej nie odnajdziemy.

 

PLUSY:
– konkretny, gęsty klimat,
– surrealizm i projekt lokacji,
– solidna oprawa wizualna,
– niejasna, intrygująca fabuła.

MINUSY:
– za dużo sekwencji ucieczek…
– …które dodatkowo bywają też nieczytelne,
– większość zagadek jednak nie porywa.

Grę udostępniło Bloober Team.

Kategorie

Chcesz nas wesprzeć?
KLIKNIJ TUTAJ 

DOŁĄCZ DO NAS

W PRZYGOTOWANIU