Paper Beast – Opinia

3.5/5

Paper Beast to jedna z tych gier, przy której autorzy chcieli osiągnąć coś więcej niż zwykły program rozrywkowy. Mało co jest w niej powiedziane wprost, gracz przez cały czas zastanawia się, czy świat który ogląda jest prawdziwy, czy jest symulacją wewnątrz symulacji. Jestem prawie pewien, że nie przyjąłem całkowicie przesłania, jakie miał na myśli Éric Chahi i jego zespół, lecz podróż przez fantastyczną krainę papierowych bestii i tak uważam za udaną.

Paper Beast zaskakuje już od samego początku. Nie chcę zdradzać szczegółów, lecz mocno mnie zdziwiła pierwsza scena, która zdecydowanie odbiega od pustynnych przestrzeni, które kojarzyłem z materiałów o grze. Potem jest jeszcze dziwniej. Spotkanie oko w oko z gigantycznym stworem, którego papierowa konstrukcja przypomina wielki szkielet, robi wrażenie w goglach PSVR. To właśnie różnorodność bestii jest tym elementem gry, który najbardziej popychał mnie do eksplorowania kolejnych jej obszarów. Prawie każdy papierowy zwierzak, oprócz specyficznego wyglądu, pełni też konkretną funkcję, z której trzeba skorzystać, aby posuwać przygodę do przodu. Fakt, że większość z nich przypomina mniej lub bardziej zwierzęta, które znamy z naszego świata, pozwala intuicyjnie zrozumieć czego możemy od nich oczekiwać. Ciężkie i wolne ‘żółwie’ nie mają problemu z poruszaniem się pod wiatr, który z kolei jest przeszkodą nie do przejścia dla lekkich i zwinnych papierowych ‘psów’. Domyślam się, że w przypadku niektórych bestii skojarzenia będą różne, a część z nich w ogóle wymyka się definicji i opisowi, i jest to na pewno część uroku gry.

Cztery słonie… papierowe słonie? 

Drugim bohaterem Paper Beast są lokacje. Piasek pustyni jest praktycznie nierozłącznym towarzyszem, lecz przyjdzie nam przemierzyć też krajobrazy lodowe czy stawić czoła burzy. Ciekawym, chociaż lekko niepokojącym, elementem środowiska są ukryte w nim ‘matriksopodobne’ motywy. W chmurach można dojrzeć kształty przypominające cyfry a dodatkowo padają z nich literowe deszcze. Wszystko to łączy się z tematem przewodnim, który każe zadawać sobie pytanie co, w świecie gry, jest prawdziwe, a co jest symulacją. Ja nie dostałem na to pytanie zadowalającej odpowiedzi, a zakończenie, równie zaskakujące, co wstęp, zostawiło więcej drzwi otwartych niż zamkniętych. Być może było to spowodowane środowiskiem lub brakiem jakichkolwiek kwestii mówionych, lecz czułem w trakcie grania naleciałości Journey, chociaż emocjonalnie Paper Beast nie wspięło się na takie same wyżyny.

Cyfry i litery poukrywane w środowisku gry dodają jej matriksowego smaczku.

Mimo iż gra potrafi zachwycić wyglądem papierowych stworów i strukturą środowisk, przez większość czasu spędzonego z nią przeszkadzała mi bardzo niska jakość graficzna krajobrazu. Mogę tylko strzelać, że jest to spowodowane dość ‘fizycznym’ podejściem do elementów takich jak piasek czy woda. Spora część zagadek w Paper Beast sprowadza się do manipulowania środowiskiem tak, aby przejść z jednego miejsca na drugie, lub przeprowadzić w ten sposób jakieś bestie. Nie zmienia to faktu, że czasami gra wygląda jak jeden żółty pasek namalowany w tanim programie graficznym. Brak ostrości i wyrazistości tekstur jest częstym problemem w grach PSVR, lecz w Paper Beast ten problem wydaje się większy niż w innych tytułach. Podobnie sprawa ma się z kanciastością elementów krajobrazu i samych stworów. Znowu, możliwe że jest to zabieg celowy, ale jeśli tak to w moim mniemaniu nie osiągnął zamierzonego rezultatu.

Papierowy balon i burza na horyzoncie. Nie brzmi to dobrze.

Siedem rozdziałów, z których składa się ‘fabuła’ gry, można ukończyć na jedno, góra dwa, posiedzenia. W kilku miejscach musiałem zastanowić się nad poprawnym podejściem do rozwiązywanej zagadki, lecz w większości przypadków droga do przodu jest dobrze zaznaczona i gra podpowiada w subtelny sposób co należy zrobić, aby kontynuować przygodę. Muszę jednak powtórzyć lament, który dość często pojawia się w przypadku opisywania gier na PSVR. Te kilka godzin zabawy zdaje się nie uzasadniać ceny ponad 100 złotych. Rozumiem problem kury i jajka w przypadku rozrywki w wirtualnej rzeczywistości, lecz mimo wszystko polecałbym poczekać na promocję przed zakupem Paper Beast. Po ukończeniu fabuły można bawić się w trybie piaskownicy i tworzyć własne światy, populując je spotkaną w trakcie gry papierową florą i fauną. Nie jest to jednak zabawa o głębi Minecraftowej i raczej nie dużo graczy spędzi w niej więcej niż kilka godzin.

 

PLUSY:

  • tajemniczy świat,
  • intrygujące papierowe bestie,
  • ciekawe zagadki z wykorzystaniem zasad i fizyki świata.

MINUSY:

  • krótki czas gry,
  • niska jakość graficzna krajobrazu.
Grę udostępnił wydawca.