Screamer – Recenzja – Futurystyczne połączenie nowelki i wyścigów

Zobacz poradnik
23 marca 2026
0
4/5
Opis:

Screamer to futurystyczna gra wyścigowa od studia Milestone, będąca rebootem klasycznej serii z lat 90. Łączy dynamiczne wyścigi arcade z elementami walki pojazdów oraz fabułą inspirowaną estetyką anime.

Cover Art:Screamer – Recenzja – Futurystyczne połączenie nowelki i wyścigów

Screamer to odświeżenie nieco zapomnianej serii gier wyścigowych zapoczątkowanej w 1995 roku. Za projekt odpowiada studio Milestone, które od lat dobrze radzi sobie w tym gatunku, choć tym razem postawiło na mniej oczywiste rozwiązania. Nie jest to bowiem typowa ścigałka — dużą rolę odgrywa tu wyraźnie zarysowany wątek fabularny, utrzymany w stylistyce anime. Do projektu podchodziłem z pewną rezerwą, ale też ciekawością. Ostatecznie postanowiłem odłożyć uprzedzenia na bok i sprawdzić, co ma do zaoferowania. Oto moje wrażenia.

 

WYŚCIG W BARWACH ANIME

Wątek fabularny stanowi jeden z kluczowych elementów Screamera. Już po uruchomieniu gry trafiamy do głównego trybu, który pełni jednocześnie rolę rozbudowanego samouczka, stopniowo wprowadzającego kolejne mechaniki rozgrywki. W każdej chwili możemy wrócić do menu i sprawdzić inne opcje, jednak zdecydowanie warto najpierw ukończyć turniej. Pozwala to nie tylko lepiej opanować zasady, ale też odblokować większość kierowców, którzy na starcie są niedostępni.

Sama historia wypada przy tym naprawdę solidnie, a jej ukończenie zajmuje około 10 godzin — w zależności od wybranych ustawień. Opowieść koncentruje się na kilku grupach kierowców biorących udział w niebezpiecznym turnieju, z których każdy ma własne cele, przeszłość i relacje z pozostałymi. Gra sprawnie przeplata poszczególne wątki, dobrze osadzając je w strukturze zawodów. Najbliżej temu rozwiązaniu do fabularnych trybów znanych z bijatyk, przy czym całość przywodzi na myśl poziom wykonania znany z serii Mortal Kombat. To w gruncie rzeczy solidna, liniowa nowela przeplatana wyścigami — bez wyborów dialogowych czy decyzji wpływających na przebieg historii. Całość wypada dobrze, choć momentami szwankuje balans trudności i zdarzają się dość nagłe skoki poziomu wyzwania.

Nie sposób pominąć zastosowanej stylistyki anime. To dość niecodzienny wybór, który z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu — i nie ogranicza się jedynie do projektu wizualnego kierowców. W zasadzie cały klimat gry jest nią przesiąknięty. Sceny fabularne przypominają odcinki serialu, pełne przerysowanych emocji, długich pauz i charakterystycznych zbliżeń, zwłaszcza na oczy postaci. W samej historii nie brakuje również niezręcznych, momentami przesadnie melodramatycznych interakcji między bohaterami. Całość uzupełnia warstwa językowa — postacie mówią w swoich ojczystych językach i nie ma możliwości ustawienia jednego, np. angielskiego dubbingu. Na szczęście napisy są dobrze przygotowane i dostępne także po polsku. Lokalizacja wypada solidnie, choć zdarzają się drobne potknięcia, jak błędna odmiana czasowników względem płci postaci.

 

SZTUKA PROWADZENIA I ARSENAŁ

Drugim filarem gry jest sama rozgrywka — i na szczęście nie została potraktowana po macoszemu. Screamer potrafi wręcz przytłoczyć liczbą dostępnych mechanik, zwłaszcza jeśli od razu po wyjściu z trybu fabularnego zdecydujemy się na swobodny wyścig. Nie są to typowe zręcznościowe zawody, w których jedynie pędzimy przed siebie i zbieramy power-upy. Jednym z kluczowych elementów jest aktywna zmiana biegów. Choć samochody wyposażono w automatyczną skrzynię, ręczne wrzucenie wyższego biegu w odpowiednim momencie zapewnia chwilowy zastrzyk prędkości oraz pozwala budować zasób sync. Na co dzień unikam manualnej zmiany biegów w grach, ale tutaj rozwiązano to wyjątkowo dobrze — moment zmiany jest czytelnie sygnalizowany wizualnie i dodatkowo podkreślony wibracjami kontrolera, dzięki czemu szybko wchodzi to w nawyk i staje się naturalną częścią jazdy.

Zasób sync, który budujemy dzięki sprawnej zmianie biegów, rośnie także podczas płynnej jazdy na wysokich przełożeniach. Wypełnia on jeden z pasków widocznych u góry ekranu, a jego pojemność różni się w zależności od wybranego kierowcy. Zgromadzona energia pozwala korzystać z nitro lub aktywować tarczę chroniącą przed atakami. Samo nitro nie sprowadza się jednak do wciśnięcia przycisku — kluczowe jest jego odpowiednie przytrzymanie i zwolnienie we właściwym momencie, by uzyskać maksymalny efekt. Każde użycie tej zdolności zasila również drugi pasek, odpowiadający za tzw. entropię. To właśnie ona umożliwia wykonanie Strike’a — gwałtownego zrywu, który po zderzeniu eliminuje przeciwnika z wyścigu. Atak ten można jednak zablokować, aktywując tarczę tuż przed kolizją.

I to wciąż nie wszystko, bo zgromadzona entropia przy pełnym pasku pozwala wejść w tryb Overdrive. W jego trakcie samochód zyskuje potężne przyspieszenie i eliminuje przeciwników przy każdym zderzeniu. Tryb utrzymuje się do momentu całkowitego wyczerpania zasobu, jednak z czasem staje się coraz mniej stabilny — po zużyciu pierwszych segmentów kolizja z krawędzią trasy zakończy się eksplozją naszego pojazdu. Na szczęście oprócz ogromnej prędkości otrzymujemy też wyraźnie skuteczniejsze hamulce, co pozwala częściowo zapanować nad sytuacją. Całość uzupełniają unikalne zdolności kierowców, które dodatkowo różnicują styl jazdy i wprowadzają kolejną warstwę urozmaicenia.

Model jazdy jest specyficzny i wymaga chwili przyzwyczajenia, ale po jego opanowaniu potrafi dać sporo satysfakcji. Dobrze czuć różnice w prowadzeniu poszczególnych pojazdów, a sama rozgrywka nie pozwala na bezrefleksyjne trzymanie gazu wciśniętego do oporu — kluczowe staje się umiejętne korzystanie z hamulca i driftu. W tym miejscu pojawia się jednak mniej trafione rozwiązanie: skręt i drift domyślnie przypisano do dwóch różnych gałek, co okazuje się mało wygodne. Na szczęście w opcjach można to zmienić i połączyć obie funkcje pod jednym sterowaniem, co wyraźnie poprawia komfort jazdy. Twórcy zadbali zresztą o szeroki wachlarz ustawień — znajdziemy tu różne systemy wspomagania, możliwość regulowania tempa rozgrywki, a nawet opcje sterowania jedną ręką.

 

ATRAKCJE NA ZAKRĘTACH

Jeśli chodzi o zawartość, poza trybem fabularnym gra oferuje całkiem szeroki wachlarz aktywności. Do dyspozycji mamy klasyczne wyścigi z możliwością konfiguracji własnych zasad, tryby drużynowe, różnego rodzaju wyzwania, jazdę na czas, a także specjalny tryb Overdrive. Nie zabrakło również rozgrywki sieciowej, w tym opcji podzielonego ekranu. Całość uzupełnia przyzwoity garaż pozwalający na kosmetyczną modyfikację pojazdów oraz galeria z odblokowywanymi materiałami, które zdobywamy wraz z nagrodami po kolejnych wyścigach. Szkoda natomiast, że zabrakło rozbudowanego profilu gracza ze statystykami — w produkcjach o zbliżonej strukturze, zwłaszcza bijatykach, element ten bywa znacznie lepiej rozwinięty.

Gra oferuje 18 różnych zawodników oraz 32 trasy rozmieszczone w czterech unikalnych lokalizacjach. Dodatkowo każdą trasę można uruchomić w trybie lustrzanym, co zwiększa różnorodność wyścigów. Zawartości raczej nie można uznać za skromną. Oprawa wizualna wypada bardzo dobrze i konsekwentnie wykorzystuje motyw anime. Pojazdy ulegają uszkodzeniom, gubią elementy, a animacje specjalnych zdolności ładnie współgrają z funkcjami kontrolera. Pod względem technicznym gra sprawuje się bardzo dobrze i podczas całej rozgrywki zdarzył się tylko jednokrotny crash do menu konsoli. Jedynym większym zgrzytem pozostaje cena — pełne 300 zł za standardową edycję wydaje się dość wysokie.

Na koniec warto wspomnieć o trofeach. Platynowe trofeum nie wydaje się trudne do zdobycia, choć przy pisaniu tej recenzji pozostało mi jedno, którego status budzi wątpliwości — dotyczy wygranej ze specjalnym przeciwnikiem i nie jest pewne, czy zwycięstwo na normalnym poziomie wystarczy, czy będzie wymagany wyższy poziom trudności. Poza tym trofea skupiają się głównie na rozgrywce: każdy kierowca ma własne kumulacyjne trofeum, są wyzwania związane z trybem drużynowym oraz za ukończenie konkretnych trybów. Jeden z pucharków wydaje się najpewniej zglitchowany, bo zatrzymał się na 70% postępu. Całkowite zdobycie wszystkich trofeów powinno zająć około 40 godzin.

Ostatecznie muszę przyznać, że przy Screamerze jeździło mi się naprawdę przyjemnie. Gra stanowi ciekawe i nietypowe połączenie liniowej anime-noweli z solidną produkcją wyścigową. Trudno jednak wyobrazić sobie gracza będącego fanem obu tych gatunków jednocześnie, zwłaszcza przy uwzględnieniu wysokiej ceny premierowej. Z tego powodu największą satysfakcję mogą czerpać fani gier wyścigowych — nawet jeśli stylistyka anime nie przypadnie im do gustu, można ją w dużej mierze pominąć i skupić się na naprawdę dopracowanej rozgrywce.

Podsumowanie

Screamer to udane odświeżenie klasycznej serii wyścigów, które łączy rozbudowany wątek fabularny w stylistyce anime z dopracowaną mechaniką jazdy. Historia, przypominająca liniową nowelę, trwa około 10 godzin i ciekawie wprowadza gracza w świat turnieju, choć momentami balans trudności potrafi zaskoczyć. Sama rozgrywka jest całkiem rozbudowana i wymagająca — ręczna zmiana biegów, system zasobów sync i entropii oraz unikalne zdolności kierowców wprowadzają sporo strategii. Stylistyka anime i wielojęzyczne dialogi nadają grze charakterystyczny klimat, a oprawa wizualna oraz kwestie techniczne nie zostawiają wiele miejsca na narzekania. Fani wyścigów powinni tu znaleźć solidną, satysfakcjonującą produkcję, choć premierowa cena jest wysoka.

Zalety

  • solidny wątek fabularny będący jednocześnie dobrym samouczkiem dla rozgrywki,
  • sporo mechanizmów urozmaicających arcadowe wyścigi: aktywna zmiana biegów, aktywne nitro, zarządzanie zasobami sync i entropii, overdrive, zdolności kierowców,
  • bardzo szeroki zakres ustawień dotyczących preferencji rozgrywki,
  • przyjemnie zróżnicowany zestaw kierowców oraz tras,
  • polska wersja językowa (napisy).

Wady

  • czasami widać problemy z balansem kierowców oraz zadań w trybie fabularnym,
  • brak statystyk i możliwości personalizowania profilu gracza,
  • mocny nacisk na stylistykę anime nie każdemu przypadnie do gustu,
  • wysoka premierowa cena.