SnowRunner – Opinia

Jedna z najlepszych gier do wyluzowania się po ciężkim dniu pracy/szkoły powraca. Ostatnia odsłona MudRunner miała premierę w 2017 (wersja na konsole), także przyszło nam trochę poczekać na najnowsze dziecko studia Saber Interactive. Czy było warto? Powiem krótko. Tak! Gra jest lepsza pod każdym możliwym względem. Autorzy wzięli sobie do serca wszystkie uwagi z ostatniej części i poprawili co tylko można.Na samych poprawkach się nie kończy, ponieważ zwartości doszło tyle, że SnowRunner można spokojnie liczyć na 100 godzin, jak nie więcej.

Wyruszamy w piękną i malowniczą przygodę!

W niektóre miejsca dojedziemy tylko tymi najmniejszymi pojazdami.

Pierwsza część rzucała nas od razu na głęboką wodę, a raczej błoto. Tutaj jesteśmy powoli wprowadzani w meandry brodzenia w błocie, a przy tym poznamy niektóre nowości, takie jak chociażby budowanie mostów, dzięki którym przemieszczanie się po mapie będzie znacznie łatwiejsze. Przeniesiemy się również na Alaskę, która zachwyci nas swoimi widokami oraz pięknie odwzorowanym śniegiem. Zalecam jednak nie zapuszczać się w te tereny podstawowymi furami na zwykłych oponach bo daleko nie zajedziecie, a śnieg pomimo że piękny to bardzo zdradliwy. Dlatego wracamy na pierwszą mapę w Michigan, gdzie spokojnie poznamy tajniki radzenia sobie w uciążliwym terenie. Tutaj większość dróg jest utwardzona, a błoto nie jest głębokie, co nie oznacza, że można sobie jeździć na przysłowiową “pałę”. Chwila nieuwagi, źle obrana ścieżka, nie mówiąc już o samochodzie czy oponach i grzęźniemy. Zatopienie się w błocie czy śniegu to kwintesencja SnowRunner, a grając w kilka osób można się nieźle uśmiać przy ratowaniu partnera.

Zimowe klimaty to całkowita nowość.

Gra zasłynęła swoją genialną fizyką jazdy w ciężkim błocie czy wodzie. Teraz do kolekcji możemy dorzucić wyżej wspomniany śnieg oraz lód, gdzie twórcy ponownie stanęli na wysokości zadania. Jazda po lodzie bez łańcuchów przeważnie skończy się na pobliskich skałach, albo wywrotką. Najważniejsze jest jednak to, że widok przedzierającego się kolosa przez bagno, śnieg czy mieszankę obu powyższych, wciąż powoduje uśmiech na naszych ustach. Na początku dostajemy podstawowy sprzęt do zabawy, więc wiele nim nie zdziałamy, ale jak już dorwiemy się chociaż do lepszych opon czy podwyższonego zawieszenia, to doznamy takiego uczucia, jak gdybyśmy odkryli zupełnie nowy sprzęt. Na mapie mamy znane już wieżyczki, dzięki którym odkrywamy teren, ale ukryte ulepszenia to już coś czego wcześniej nie było.

Ilość ciężarówek to póki co około 40 sztuk, w tym większość licencjonowana jak Chevrolet, Ford, GMC, Freightliner, Pacific, itd. Kilka ruskich sprzętów niestety nie dostało oficjalnych nazw, ale bardzo łatwo je rozpoznać, jak chociażby imitacje Kamaza. Jest w czym wybierać, a sporą część z nich możecie znaleźć bezpośrednio na mapie, czy to zatopione w pobliskich bagnach czy czekające na naprawę i zatankowanie. Czym jednak byłby nasze piękne ciężarówki, gdyby nie zadania do których będziemy ich używać. Pamiętacie zbieranie kłód i wożenie po całej mapie? Koniec z tym! Tym razem dostajemy masę różnych zadań, nie tylko związanych z transportem. Przede wszystkim mamy różnego rodzaju materiały do wożenia, takie jak drewno, kątowniki, paliwo, cegły, beton, ale w niektórych misjach przyjdzie nam również ciągnąć unikatowe ładunku, takie jak sporych rozmiarów wiertło do zadania czy już całkowity endgame w postaci ogromnych naczep, które przypominają ciągnięcie za sobą budynku. Za wszystko dostajemy kasę oraz punkty doświadczenia. Kasy używamy rzecz jasna do zakupu nowych pojazdów zaś level odblokowuje nowe furki jak i ulepszenia do nich.

Ilość modyfikacji jest bardzo satysfakcjonująca.

Trochę poobijany, ale wciąż ciągnie jak nowy!

Ulepszanie naszych wozów zasługuje na osobny akapit, głównie z tego względu że ilość komponentów do założenia może zawstydzić niejedną poważną samochodówkę. Możemy wymieniać silniki, skrzynię biegów, opony, zawieszenie, wyciągarki, różne rodzaje pak, a nawet tzw. snorkel, czyli zewnętrzny wlot powietrza, przeważnie na poziomu dachu, dzięki któremu możemy zanurzyć samochód znacznie bardziej niż normalnie. Mechaniczne ulepszenia to wciąż nie jest wszystko. Do zabawy dostajemy modyfikacje kosmetyczne, jak zderzaki, światełka na dach, felgi, zbrojenia kabiny oraz rzecz jasna możliwość zmiany koloru! Koniec z szarymi i burymi klockami w trybie online. Teraz każdy może się wyróżniać na swój sposób. Grzebania w SnowRunner jest sporo, a co ważniejsze – wszystko ma wpływ na naszą jazdę i zachowanie się pojazdu. Nawet z brzydkiego i niechcianego kaczątka można zrobić potwora, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

A tu ciągniemy wiertło do specjalnego zadania.

Wspominałem wcześniej o ilości różnych zadań i materiałów do transportowania. Grając w MudRunnera każdy chyba doznawał efektu dejavu na każdej kolejnej mapie. Koniec z tym! Otrzymujemy dostęp do 3 jakże różnych krajów, gdzie mamy do czynienia z zupełnie odmiennym środowiskiem. Michigan to spokojne lasy i sporo utwardzonych dróg w jesiennej aurze, zaś Alaska to typowy śniegowy i mroźny klimat, gdzie trzeba się dobrze przygotować przed wyruszeniem w drogę. Na szczęście “dawanie na zimnym” nie kończy się tutaj rozwalonym silnikiem. Na końcu przychodzi Rosja, zupełnie odmienna niż ta którą znamy z poprzedniej odsłony. Piękne horyzonty pokryte lasami i trawami mogą dawać złudne uczucie bardzo łatwej przeprawy. Już po pierwszych kilometrach zrozumiemy, że ten teren to nie przelewki. Podstępne nachylenia, które w momencie nas wywrócą, czy też małe jeziorka, które okazują się jakąś dziurą do innego wymiaru, bo znikają w nich całe ciężarówki to tutaj chleb powszedni. Wypad na jeden samochód, nawet ten najlepszy, to nie jest dobry pomysł. Wspominałem już, że każdy kraj składa się z kilku map? W każdym kraju możemy bezproblemowo przemieszczać się między każdą mapą (jak odkryjemy przejazd), a niektóre zadania wręcz wymagają przejazdu przez kilka map jednocześnie. Chyba nie muszę mówić, co się dzieje z człowiekiem, któremu cały towar wywrócił się po godzinnym ciągnięciu towaru?

Większość z Was zapewne kupuje SnowRunner z myślą o coopie – i bardzo słusznie. Na mapie znów może znajdować się maksymalnie 4 graczy, z tym że teraz każdy ma swoje ciężarówki cały czas ze sobą. Odkryliście coś fajnego, albo kupiliście kolosa w singlu? Nie ma problemu, wszystko można przenosić pomiędzy online jak i offline. Dlatego wprawiony gracz może dołączyć do tego początkującego i wspomóc go swoim doświadczeniem. Z trybem online mam jednak mały zgryz. Głównie dlatego, że jeśli to my jesteśmy hostem i zakładamy grę, to wszystkie zadania, misje czy odkryte ciężarówki są zaliczane jak należy. Problem pojawia się, gdy to my dołączamy do kogoś, ponieważ poza kasą, doświadczeniem i ewentualnie ulepszeniami, nie robimy żadnego progresu, a zrobione misje u kogoś wciąż pozostają niezrobione u nas. Ma to swoje plusy i minusy, jak chociażby możliwość powtarzania zadań dla kasy czy expa, ale z drugiej strony chciałbym czuć większy progres grając u kogoś, a nie bicie się z ciągłą myślą, że u siebie też będę musiał to wszystko powtarzać. Całość staje się wręcz niedostrzegalna, gdy mamy spoko ekipę, z którą można wszystko robić kilkukrotnie. No i w końcu widać światła i ślady innych graczy!

Samemu czy w coopie, zawsze jest sposób!

Niestety premierowa wersja gry nie ustrzegła się od bugów i to dość solidnych, nawet takich które kasują zapisy gry (jestem świadkiem jak po crashu gry, koledze usunęło cały zapis). O ile tryb single w SnowRunner jako tako ustrzegł się od tak dużych problemów, tak w trybie coop dzieją się już cuda. Mapa potrafi się dosłownie zapadać, gdy dłużej na niej gramy, regularnie wywalanie gry, gdy próbujemy zbyt szybko opuścić mapę, spadanie materiałów z nieba w ilości kilkudziesięciu sztuk, przez co aż czuć spadek ilości klatek. Psuje to dość mocno cały odbiór tej jakże genialnej produkcji. Mocno liczę, że wszystkie bugi i glitche zostaną jak najszybciej poprawione, bo granie z duszą na ramieniu, że zaraz możemy stracić nasz zapis nie jest miłe.

Bardzo bym chciał zakończyć opinię w tym momencie, wystawić 5/5 i odejść w glorii i chwale. Wspomniane wyżej minusy nie dają mi jednak takiej możliwości, bo sam już kilkukrotnie zgrzytałem zębami, gdy gra wywaliła przed samym końcem zadania. Co by nie było, SnowRunner jest cudownie relaksujący i jeśli nie planujecie grania w coopie w najbliższej przyszłości, to śmiało kupujcie! Zresztą, produkcji w tej tematyce nie ma zbyt wiele, a ta jest na takim poziomie, że raczej niewielu będzie chciało się z nią równać. Stosunek ceny do liczby spędzonych w grze godzin jest wręcz śmieszny, a zapowiedziane są już 4 solidne DLC, które wprowadzą sporo dobrego (pękający lód). Ja kończę tę opinię i zmykam przedzierać się przez Rosję, bo muszę w końcu odblokować 16 litrowy sinik do mojego Azova.

Plusy:

  • fizyka terenu, błota, śniegu, a nawet wody,
  • liczba pojazdów do wyboru,
  • spore możliwości modyfikowania ich,
  • 3 kraje z kilkoma mapami w każdym,
  • mapy upchane sporą liczbą zadań,
  • chillout i jeszcze raz chillout!

Minusy:

  • progres w online tylko dla hosta,
  • ogromna liczba bugów w trybie coop.

SnowRunner udostępnił wydawca.