The Amazing American Circus – Opinia

3/5

Dziki Zachód. Możliwości są nieskończone. Każdy pomysł na biznes może być wart miliony. Sprawdzić się może nawet cyrk, szczególnie że prezydent Roosevelt obiecał nagrodę miliona dolarów dla najlepszej trupy w Stanach Zjednoczonych. Przejmujemy schedę po tragicznie zmarłym ojcu i ruszamy w trasę. Czas rozbawić Amerykę – zapraszam do przeczytania opinii The Amazing American Circus!

Zapowiada się naprawdę ciekawie. Klimat niczym w Red Dead Redemption – kowboje, stróże prawa, bezkresne równiny. Przemierzamy cały kontynent od zachodniego do wschodniego wybrzeża, spotykając na swojej drodze postacie, które w hicie Rockstar czułyby się jak u siebie w domu – górnicy z opuszczonej kopalni, skrywająca mroczne tajemnice wdowa czy Nikola Tesla. Nawet lekko przesadzony amerykański akcent aktorów podkładających głosy wszystkim postaciom zagęszcza atmosferę i wciąga nas w ten świat. Oczywiście nie ma tutaj mowy o dynamicznej akcji ani świetnej trójwymiarowej grafice, chociaż ręcznie malowani i animowani artyści cyrkowi wyglądają bardzo dobrze.

Waszyngtońscy gangsterzy to żadne wyzwanie dla mojej trupy.

Pod względem mechaniki mamy tutaj do czynienia z karcianką z elementami ekonomicznymi, która na pierwszy rzut oka przypomniała mi Darkest Dungeon, chociaż z czasem okazało się, że to porównanie jest mocno na wyrost. Jednym komponentem rozgrywki jest zarządzanie cyrkiem. W ramach jego rozwoju możemy na przykład zatrudniać nowych artystów, uczyć ich nowych sztuczek, gotować dla nich posiłki czy leczyć urazy po występach. Każda z tych czynności odbywa się w oddzielnym 'wozie’, reprezentowanym przez odpowiedni widok na ekranie. Większość z wozów można dodatkowo ulepszać za zdobywane podczas podróży pieniądze. Dość szybko okazuje się jednak, że warstwie ekonomicznej brakuje głębi. Większość usprawnień mnie w ogóle nie interesowała, lecz wykonałem je mimo wszystko bo kasy nie brakuje, szczególnie gdy zwiedza się wszystkie miasta i wykonuje zadania dodatkowe. Przykładowo, wydanie kilku tysięcy dolarów na ulepszenie, które obniża ceny produktów potrzebnych do gotowania, wydaje się nie mieć szans na zwrot. Co prawda odpowiednie posiłki dają artystom bardzo duże bonusy podczas występów, lecz nie jest do tego potrzebna tak duża inwestycja. Podobnie sprawa się ma z usprawnieniem, mającym na celu poprawianie jakości kart moich artystów. Po zdobyciu pewnej liczby punktów doświadczenia artysta może dostać nową kartę do swojej talii lub ulepszyć jedną z posiadanych. To, jaki wybór będziemy mieli jest zupełnie przypadkowy, a usprawnienie wozu polega na tym, że możemy ponownie wylosować zestaw ulepszonych lub nowych kart. Niestety, bardzo ogranicza to możliwość planowania rozwoju postaci i budowania konkretnej strategii, gdyż nigdy nie mamy pewności, że dostaniemy właśnie tę kartę, na której nam zależy. Dodatkowo, artysta może osiągnąć tylko 8. poziom, więc szans na zmianę talii też nie ma dużo. Artyści nie mogą wymieniać się kartami, nawet gdy należą do tej samej profesji. To wszystko powoduje, że nasz sukces na scenie bardzo zależy od szczęścia losowania. Nie ma też możliwości wystawiania dodatkowych przedstawień, podczas których można przetestować nowy skład artystyczny lub po prostu zdobywać doświadczenie. Oznacza to, że jeśli przez dłuższy czas nie uda Ci się zebrać odpowiedniej ekipy możesz mieć problemy w dalszej części rozgrywki.

Jest Tesla to musi być i Edison. Pomóżmy w rozstrzygnięciu sporu między tymi dżentelmenami.

Na czym jednak polegają te występy, o których wspomniałem już kilka razy? Podczas przedstawienia wybieramy skład od 1 do 3 artystów. Na plus trzeba zapisać grze różnorodność profesji, jakie mamy do wyboru. Jest ich w sumie 15 i należą do nich, między innymi, klaun, siłacz, treserka zwierząt czy fakir. Każda profesja posiada dostęp do unikalnych kart i mechanik. Na przykład treserka przywołuje zwierzęta, które co kolejkę wyzwalają jakiś efekt, a przy zejściu ze sceny atakują z jeszcze większym impetem. Z kolei niektóre karty liczącego kurczaka mogą być aktywowane tylko wtedy, gdy w stosie kart odrzuconych znajduje się ich parzysta liczba. Jest z czego wybierać i każdy może znaleźć strategię dla siebie, chociaż zarzuty z wcześniejszego paragrafu powodują, że może nie być to takie łatwe jak wydaje się na papierze. W trakcie występu artyści stają twarzą w twarz z publicznością, którą muszą rozbawić, czyli obniżyć ich wskaźnik nudy do zera. Publiczność nie pozostaje jednak dłużna i może szydzić z artystów, obniżając ich wskaźnik skupienia. Zarówno jedni jak i drudzy mogą dodatkowo się przed atakami bronić, a także stosować różne akcje specjalne. Efektów, którymi dysponują 'przeciwnicy’ jest również bardzo dużo bo rodzajów członków publiczności jest około setka. Niektórych z nich spotykamy tylko raz, głównie w zadaniach pobocznych, lecz nawet ci bardziej powszechni widzowie powodują, że przedstawienia są różnorodne…

Cyrk, jakiego wschodnie wybrzeże jeszcze nie widziało.

A raczej mogłyby takie być, gdyby nie dość niski poziom trudności większości z nich. Być może to kwestia szczęścia w wylosowanych kartach i doborze artystów, ale przez większość potyczek byłem w stanie przejść bez najmniejszych problemów, rozbawiając publiczność w kilka tur, zanim byli w stanie jakkolwiek zaszkodzić mojej trupie, a zaszkodzić mogą bardzo. Gdy licznik skupienia artysty dojdzie do zera, resetuje się, lecz jesteśmy zmuszeni do odrzucenia jednej z pięciu kart, jakie dana postać ma do dyspozycji podczas przedstawienia. Skupienie obniża się również, gdy nie możemy dobrać więcej kart i musimy wtasować stos kart odrzuconych do talii. Ważne jest więc, aby potyczki kończyć szybko i sprawnie, gdyż im dłużej czasu zajmują tym mniej kart mamy potencjalnie do zagrania. Moja ekipa, składająca się z żonglera, klauna i liczącego kurczaka przeszła z uśmiechem na ustach i bez zadrapania cały obszar północnych stanów i większość wschodniego wybrzeża. Ze ścianą zderzyłem się dopiero w Waszyngtonie na finale konkursu, gdzie ten skład był bezsilny wobec ataków prezydenta Roosevelta. Z jednej strony jestem przekonany, że gra się w tym momencie zglitchowała i dawała prezydentowi duże większe bonusy niż wynikało to z opisu jego zdolności. Z drugiej strony widać było jasno, że strategia, która działała we wcześniejszych potyczkach tutaj nie miała szans się sprawdzić. Zmiana składu na artystów o dużo niższych poziomie i z teoretycznie gorszymi kartami pozwoliła mi jednak poradzić sobie z ostatnimi bossami równie sprawnie. Szkoda tyle, że gra sama z siebie nie zmusza do główkowania i dobierania strategii i artystów pod konkretnych przeciwników przez całą podróż, lecz rzuca okazjonalnie kłody pod nogi. Jestem w stanie sobie wyobrazić gracza, który nie rozwija dodatkowych artystów i nie wykonuje misji pobocznych i trafia na finał bez szans na wygraną.

Oprócz artystów i ich kart przed przedstawieniem wybieramy też jego 'finał’, czyli akcję specjalną, którą możemy wykonać po uzbieraniu odpowiedniej liczby niebieskich punktów. Finał to bardzo silny atak, który jest dodatkowym źródłem zachwytu i pozwala nam poradzić sobie ze znudzoną publicznością. Co więcej, przed każdym z aktów przedstawienia, a może być ich maksymalnie trzy, możemy poprosić o pomoc dodatkowego artystę, który wpłynie na naszych podstawowych na przykład zwiększając ich siłę zachwytu lub ignorowania szyderstw publiczności. Te dwa dodatkowe elementy potrafią w ciekawy sposób uzupełnić strategię wynikając z talii zbudowanych dla performerów. Zachęcają też do zwiedzania całej mapy, gdyż część z nich można odblokować tylko poprzez misje dodatkowe.

The Amazing American Circus to gra z dużym potencjałem. Wszystkie elementy wydają się być gotowe do stworzenia zjawiskowej gry karciano-ekonomicznej. Niestety okazało się, że części układanki nie pasują do siebie zbyt dobrze. Uczestniczenie w przedstawieniu i zagrywanie kart aby zadowolić publiczność – to działa, wymaga główkowania i daję dużą satysfakcję, gdy uda się ustrzelić karciane kombo. Szkoda, że inne wybory dokonywane w grze często nie mają większego znaczenia, a o tym, jakimi kartami możemy grać i jakich artystów mamy do dyspozycji decyduje rzut wirtualną kostką. Zabrakło mi w grze poczucia rośnięcia w siłę. Zarówno moi artyści jak i publiczność pozostawała w zasadzie niezmienna przez kilkanaście godzin rozgrywki. Ci sami górnicy, których musiałem rozbawić na zachodnim wybrzeżu pojawiali się potem w okolicach Nowego Jorku. Mam jednak nadzieję, że autorzy gry spróbują ponownie i pozwolą nam pokierować bardziej ambitnym cyrkiem – może następnym razem w Europie?

Grę udostępnił wydawca.
THE AMAZING AMERICAN CIRCUS

OPIS GRY : Przejmij po ojcu upadający cyrk i wyrusz z nim w trasę po całych Stanach Zjednoczonych. Zatrudniaj nowych artystów i wystawiaj zapierające dech w piersiach przedstawienia. Celem jest wielki turniej w Waszyngtonie, który raz na zawsze pokaże który cyrk jest tam najwspanialszym w całym kraju.

OCENA
3

PODSUMOWANIE:

The Amazing American Circus to naprawdę dobry pomysł z bardzo średnim wykonaniem. Wykorzystanie kart do 'walki’ między artystami a publicznością to coś, z czym wcześniej się nie spotkałem. Szkoda tylko, że pozostałe elementy układanki nie do końca do siebie pasują.

ZALETY

  • dobry pomysł na system 'walki’
  • duża różnorodność artystów
  • ciekawe wykorzystanie postaci historycznych

WADY

  • mało odczuwalny postęp artystów
  • niezbalansowany aspekt ekonomiczny
  • niski poziom trudności…
  • … przeplatany nieporównywalnie trudniejszymi przedstawieniami
  • duża powtarzalność