Romeo is a Dead Man – Recenzja – W tym szaleństwie metody brak

25 lutego 2026
0
2.75/5
Opis:

Romeo is a Dead Man to brutalna podróż w kosmos, gdzie jako wskrzeszony do życia tytułowy bohater dołączasz do grupy galaktycznych agentów FBI. Za grę odpowiada SUDA51. Twórca takich gier, jak No More Heroes, Shadows of the Damned czy Lollipop Chainsaw.

SUDA51 urósł do rangi ikony gamingu. Jego gry przyciągają już samym nazwiskiem i stanowią gwarancję ekranowego szaleństwa. Ludzie wspierają jego twórczość, która bawiła ich przy Shadows of the Damned czy Lollipop Chainsaw. Kreowane przez niego światy są nietypowe, szalone, a bardzo często też zabawne i brutalne. To miks gatunkowy, który mógł w tak przejrzystej formie zrodzić się wyłącznie w głowie Japończyka, gdzie specyfika kulturowa, dowolność twórcza i nietypowe poczucie humoru funkcjonują od lat.

Jego najnowsza gra Romeo is a Dead Man zabierze nas w kosmos – i to ten dosłowny, jak i umowny biorąc pod uwagę ekranowe szaleństwo. Wcielimy się w Romeo Stargazera, który po śmierci został wskrzeszony dzięki nowej technologii i wcielony do kosmicznej grupy FBI. Badają oni anomalie i ścigają gwiezdnych przestępców. Jednocześnie Romeo chcę dowiedzieć się więcej o Julii, której zniknięcie i zagłada galaktyki mają więcej wspólnego, niż mógł wcześniej zakładać.

Xbox 360

Normalnie u SUDY być nie może. Sama gra to slasher, który bardzo ochoczo sięga wspomnieniami do lat przeszłości. Funkcjonuje tu ogrom patentów minionej ery, z nieustannym przytrzymywaniem przycisków, czy jakąś inną formą QTE, którą dawno pogrzebaliśmy na cmentarzu. Ten slasher można i wręcz wypada traktować, jako swoisty powrót do przeszłości. Czasy, gdy soulslike nie istniały, a slashery miały się dobrze i nieskomplikowaną formą wciąż mogły przyciągnąć.

Oczywiście machanie mieczem to wierzchnia część całej konstrukcji. SUDA nie byłby sobą, gdyby nie wcisnął tony odskoczni, która tu sięga chyba rekordowej ilości. Mamy naszą bazę, gdzie perspektywa przejdzie totalną rewolucję, farming, latanie statkiem kosmicznym i wiele innych. Praktycznie co krok spotykamy jakieś szaleństwo łaknące naszego uśmiechu. Tu nawet menu nie jest normalne, a sznyt twórcy jest wyczuwalny na każdym kroku.

Od cheerleaderki po kosmicznego agenta

Właśnie – sznyt twórcy. O ile gry SUDA51 zawsze zyskują rzeszę fanów i są wspominane przez lata, to… raczej nie są dobre gry. Tak czysto gameplayowo, po ludzku, to nie są topowe produkcje. Zawsze trzeba je traktować w formie odskoczni. Totalnie odrealnionej i wyrwanej ze sztywnych gamingowych ram. Romeo is a Dead Man też nie jest jakimś wybitnym slasherem. Mam wręcz wrażenie, że SUDA ugrzązł w tej celebrowanej przeszłości i mechanikami nie ma zamiaru z niej wychodzić. Grając w to, miałem feeling zabawy w niedawno odświeżone Lollipop Chainsaw i jeśli miałbym być szczery, to przygoda cheerleaderki z piłą w ręku oraz głową chłopaka przypiętą za plecami, to coś, co bawiło i cieszyło mocniej.

Samo wybijanie wszelkiej maści zombie jest bardzo prymitywne. Czasami wręcz zahaczające o musou minus hordy wrogów. Przeciwnicy to pachołki czekające na nasz atak. Niczym mięso armatnie, którego jedynym celem jest napełnienie nam paska uderzenia specjalnego, by to mogło zabłysnąć serią jaskrawych kolorów. Te przy dość przeciętnej PC-towej optymalizacji (albo jej braku) świecą przede wszystkim artefaktami niedoskonałości, a nawet jeśli tego nie zrobią, to i tak szybko zaczynają nużyć. Nie odmówię temu brutalności, która jest tu wymowna, ale niech nie będzie tak, że sama krew nas zaspokoi. Nie bądźmy sadystami.

Ratunkiem w tej niedoli pozostają bossowie, których odrealnienie i często wielkość robią odpowiednie wrażenie. Nawet jeśli nie będą jakąś przeszkodą dla naszego progresu, to pozostaną wizualnym dobrem, którego tu potrzebowałem. Miałem wrażenie, że przy nich spędzono najwięcej czasu, resztę sklejając naprędce, dbając przede wszystkim o żarty i styl.

Inna sprawa, że ja niekoniecznie ten styl przyswoiłem. Mój organizm raczej na tutejsze głupoty się buntował, choć doceniam sposób prezentacji w formie komiksu (też nie nowość dla twórcy), czy sam motyw Julii. SUDA51 rzuca w nas swoimi pomysłami i trudno oczekiwać, że wszystko łykniemy jak młody pelikan. To zawsze od tych trafionych rzutów będzie zależeć nasza ewentualna sympatia do jego gry. Tu przeważyły pomysły marne lub nijakie. Świetny jest rozdział horrorowy (gra jest podzielona na 8 Chapterów), ale to też wewnątrz samego etapu potrafi się wykoleić. Jest jednak jeden nadrzędny patent, który jest na wskroś zły, a przewija się na przestrzeni całej produkcji. Podróż do tworu nazywanego Subspace. Tam musimy najczęściej zbierać umowne poszlaki i przejść przez pozornie niedostępne (w tym prawdziwym świecie) przestrzenie. Jakie to jest złe… Jak to zabija tempo i jak brzydkie jednocześnie jest. Jakby SUDA w trakcie tworzenia gry zachłysnął się serią TRON i zrobił swoje wnętrze komputera, które może i pasuje do świata przedstawionego (ten jest tak szalony, że co by nie pasowało?), ale gameplayowo się absolutnie nie broni. Ze slashera robi się symulator chodzenia. Nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek gra tego gatunku się obroniła takim pomysłem. Gdyby to było jakimś okazjonalnym dodatkiem, to pewnie by człowiek zacisnął zęby i zapomniał, ale wspomniany subspace jest nieodłącznym elementem każdego etapu gry. Kurtyna.

Podsumowanie

Choć napisałem, że gry SUDA51 nigdy nie są produkcjami wybitnymi, to ja też potrafię się nimi dobrze bawić. Wiem, na czym one polegają i jak je najlepiej ugryźć, ale to nie oznacza, że wszystko przemiele ze smakiem. Romeo is a Dead Man mnie najczęściej nudził. Jeśli pewien rodzaj dziwności jest nadrzędnym atutem gry, to mam problem powiedzieć komuś – zagraj w to. Na pewno jest to produkt nietypowy, inny od wszystkich (ale nie od pozostałych gier SUDA51!), ale innowacja nie jest równoznaczna z radością czerpaną z gry. Jestem wręcz najbliższy teorii, że to jedna ze słabszych gier twórcy. Może pozwalała sobie na jeszcze więcej szaleństwa, jeszcze częściej rzucała te podkręcone piłki w kierunku gracza, ale moja sympatia leży z jego wcześniejszymi dziełami.

Zalety

  • Komiksowy sposób prezentacji i w wielu aspektach styl
  • Bossowie cieszą oko
  • Pomysł na Julię był dla mnie głównym motorem napędowym całości
  • Ten jeden horrorowy etap

Wady

  • Slasher z tego dość przeciętny
  • Nieustanne teleporty do Subspace to zabijające tempo gry nieporozumienie
  • Optymalizacja na PC praktycznie nie istnieje
  • Pomysłów dziwnych jest tu wiele, ale mijały się z moim uśmiechem z dużą skutecznością