DiRT 5 (PS4) – Opinia

3/5

Seria DiRT powraca w iście wybuchowym stylu i daje wszystkim jasny przekaz, że główna seria ma być skierowana do jak najszerszego grona odbiorców. Najnowsza odsłona oznaczona cyferką “5” charakteryzuje się pełnym arcadem, brak tutaj jakichkolwiek nawiązań do symulacji, które znamy z poprzednich części. Po prostu wybieramy event, furę i dawaj! Jeśli miałbym porównać D5 do jakiejkolwiek innej części, to zdecydowanie byłby to DiRT 2. Podobnie jak wtedy – jest festiwalowo, efekciarsko, głośno i przede wszystkim prosto i przyjemnie. Nie dziwię się, że Codemasters poszło w tym kierunku, ponieważ jakakolwiek inna strategia mogłaby wpłynąć na zmniejszone zainteresowanie bardziej poważną serią DiRT Rally. Zresztą DiRT 2 do dzisiaj jest uważany za najlepszą odsłonę, także jak kopiować to najlepsze, prawda? Pytanie tylko, czy DiRT 5 jest w stanie sprostać starszemu bratu i czy daje tyle samo frajdy z zasuwania po błocie, piachu i wodzie.

Wlatujemy na pełnej!

Dzięki prostemu modelowi jazdy, można spokojnie delektować się widokiem z kokpitu.

Grę rozpoczynamy szybkim tutorialem w postaci wyścigu składającego się z 2 okrążeń. Już na dzień dobry rzuca się nam bardzo prosty model jazdy, który opanuje nawet największa lebiega w obsługiwaniu się padem. Co prawda gra daję możliwość włączenia kilku asyst, jednak nawet bez nich całość jest banalnie prosta i da się odczuć, że ukryte asysty wciąż mocno oddziałują na nasz pojazd. Do tego dorzucić trasy, które są szerokie niczym amerykańskie autostrady i ryzyko popełnienia błędu spada do minimum. Może dlatego twórcy zdecydowali się na usunięcie funkcji flashback, dzięki której w razie błędu albo wypadku, mogliśmy cofnąć czas o te kilka cennych sekund zamiast powtarzać cały event? Z jednej strony taka prostota jest dobra, bo grę można traktować jako odskocznię od hardcorowych tytułów, zaś z drugiej seria DiRT przyzwyczaiła mnie już chociaż do minimalnego wysiłku na niektórych odcinkach. Wracając jeszcze do modelu jazdy, muszę powiedzieć, że samochody miejscami zachowywały się niczym obiekty, na które nie działają prawa fizyki. No bo jak wytłumaczyć  rozpędzonego do 140km/h kolosa, którego dosłownie w miejscu jesteśmy w stanie zatrzymać i obrócić na nawrocie, jak gdyby nigdy nic? Ponownie, jest to arcade, ale takie “pudełkowego zachowania” miejscami potrafią razić, szczególnie graczy, którzy preferują bardziej poważny klimat, ale z drugiej strony, gra nie jest przeznaczona dla maniaków symulacji.

Rodzajów eventów, w których będziemy brać udział, jest co najmniej kilka, a sporo z nich znamy już z poprzednich części, jak chociażby Land Rush, Rally Cross czy Gymkhanę. Do tego dochodzą ich odmiany, jak chociażby Stampede czy Ultra Cross, ale na kilka nowości również starczyło miejsca. Wg mnie zdecydowanym liderem jeśli chodzi o nowy rodzaj eventów jest tryb Path Finder. Co prawda do dyspozycji dostajemy raptem jeden pojazd, ale tutaj i tak skupiamy się na czymś zupełnie innym niż prędkość. Path Finder to coś rodzaju wspinaczki po skałach. Potwór, którego dostajemy w nasze ręce jest w stanie wjechać nawet na najbardziej strome górki, a jeśli przesadzicie z gazem w niektórych miejscach, to możecie wylądować na dachu (albo czymś w jego rodzaju). Taktyczna jazda jest tutaj dużo bardziej zalecana niż parcie przed siebie na pełnej bulwie. Trasy nie są przesadnie długie, więc w razie problemów można zrobić szybki restart i próbować od nowa. Po drugiej stronie medalu ląduje tryb Sprint, czyli jeżdżenie w kółko potworami, które ciągle jadą w poślizgu. Już na starcie widać ich moc, ponieważ jest to jedyny pojazd w całej grze, który potrafi stanąć na dwóch kołach przy starcie, co nie zmienia faktu że późniejsza jazda przypomina bardziej katorgę niż dobrą zabawę. Kolejną nowością jest tryb Playgrounds, czyli edytor aren, na którym możemy stworzyć co tylko chcemy (z gotowych obiektów rzecz jasna). Możemy również zobaczyć co stworzyli inni gracze, pojeździć na ich obiektach, a na końcu ocenić czy się nam podobało, czy nie. Problem w tym, że póki co można tworzyć tylko i wyłącznie areny, żadnych odcinków rajdowych, a i sam zakres tworzenia jest mocno ograniczony. No właśnie, zapomniałem wspomnieć o najważniejszym, czyli brak jakichkolwiek odcinków rajdowych. O ile w Dirt 2 mieliśmy dostęp do kilku naprawdę fajnie przygotowanych rajdów, tak tutaj co najwyżej pojedziemy wyścig z innymi w szybkim odcinku z punktu A do B. Klasyczne rajdy zostały całkowicie usunięte z gry.

Wszystkie wyżej wymienione eventy rozrzucone są po całym świecie. Odwiedzimy naprawdę pięknie przygotowane miejscówki, od słonecznej Grecji czy Brazylii, poprzez zalesione obszary Chin, śnieżną Norwegię, a na wyścigach po lodzie na rzece Hudson w Nowym Jorku kończąc. Każdy etap został przygotowany z dużą pieczołowitością, miejscami miałem wrażenie, że etapy są przygotowane równie dobrze co w DriveClubie, ponieważ każdy był pełen szczegółów oraz detali w postaci chociażby kamyczków na drodze, który każdy jest trójwymiarowym elementem, a nie płaską bitmapą. Dodajmy zmienne warunki pogodowe oraz pory dnia i nocy, a każda trasa potrafi nas zaskoczyć nie raz i nie dwa w trybie kariery. Skoro o karierze o mowa, to trzeba powiedzieć, że eventów, w których weźmiemy udział. jest grubo ponad setka. Jedne krótsze, drugie dłuższe, ale jeżdżenia jest sporo. Będę nieco kąśliwy i powiem, że tryb kariery jest zdecydowanie za długi. Monotonia wkrada się bardzo szybko i już po godzinie czy dwóch grania, musiałem się wręcz zmuszać by kontynuować jazdę. Etapy o ile są piękne to dość szybko zaczynają się powtarzać, nie pomaga nawet opcja jazdy w odwrotnym kierunku. Co prawda z pomocą przychodzi tabela wyników i pobijanie czasówek swoich jak i znajomych, ale ileż można? Dorzucone zostały również zadania w trakcie każdego eventu, np. wykonać 3 drifty, wyprzedzić 10 pojazdów, itd. Mają one na celu zwiększenie naszej reputacji, ale dość szybko przestałem na nie zwracać uwagę, bo zarówno reputacja, jak i kasa leciały jak woda. Należy również wspomnieć o trybie photo mode, o który zabiegaliśmy już od dawien dawna. Jest on prosty i pozwala na ładne ujęcia, ale zapomnijcie o jakości rodem z GT Sport. Ogólnie mówiąc to został tutaj popełniony dokładnie ten sam błąd co w GRID, czyli brak jakiejkolwiek opcji rozwoju pojazdów czy garażu, coś dla czego powtarzanie kolejnych wyścigów miałoby jakikolwiek sens. Co prawda jest wybór sponsorów, ale nie taki jak można by się spodziewać. Wybieramy jednego sponsora, który ma kilka zadań do wykonania, kilka nagród, po czym możemy go zmienić. Nie ma on żadnego wpływu na wygląd naszego pojazdu czy garażu. Po prostu wybieramy event, następnie furę z kilku możliwych i tyle, nic więcej. Nawet edytor malowań jest dość słaby i tylko najwytrwalsi wykombinują coś ciekawego. Brak udostępniania własnych kreacji również jest nie do pomyślenia.

Rajdowych klasyków nie brakuje.

Przejdźmy do najważniejszego, czyli furki, którymi będziemy się poruszać. Jest ich tutaj trochę i jak zwykle CM serwuje pełen przekrój, od starych rajdówek z lat 80-tych czy 90-tych po obecne czasy, potężne półciężarówki, małe i szybkie buggy, eleganckie suvy, rally cross, a nawet super samochody przerobione na styl rajdowy. Jest w czym wybierać i na małą liczbę samochodów na pewno nie można narzekać. Są tutaj nawet całkowicie odjechane projekty, jak prototyp Audi czy elektryczny buggy Volkswagena. Każdy pojazd ma swoje plusy i minusy i jest oceniany w dwóch kategoriach, osiągi oraz przyczepność. Zapomnijcie o paskach z ilością kwadracików, tym razem dostajemy prosty system, dzięki któremu szybko dobierzemy samochód pod siebie. Najlepsze jest to, że każdym pojazdem jesteście w stanie robić bardzo dobre czasy. Wystarczy poznać jego zachowanie, kiedy należy odpuścić lekko, a kiedy można cisnąć i już jesteśmy na prostej drodze do wykręcenia dobrego czasu. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że pojazdy oraz cały bród, który się na nich osadza, zostały wykonane bardzo szczegółowo, szczególnie widać to w trybie photo mode (wiadomo, że lekko podbija jakość, co nie zmienia faktu, że i tak jest ładnie). Każde zadrapanie, brud, kropelki deszczu na karoserii, a nawet rozbite klosze lamp czy elementy silnika po rozwaleniu maski miło się ogląda. Gra jest jedną nogą w nowej generacji, bo pomimo tego że grałem na PS4 Pro to i tak miejscami widać, gdzie następna generacja będzie nadrabiała.

Zbliżamy się do mety i pora na podsumowanie. DRTt 5 jest grą naprawdę dobrą i możnaby powiedzieć, że twórcy w końcu wiedzą, w którym kierunku prowadzić główną serię. Jest jeszcze kilka przeoczeń, z którymi jak widać borykają się od jakiegoś czasu. O ile tryb kariery jest dość długi, tak równie monotonny. Do tego bardzo mocno brakowało mi klasycznych rajdów. Wiem, że do tego jest DiRT Rally 2, ale co stoi na przeszkodzie, żeby wrzucić kilka prostych rajdów i dać starym fanom trochę zajawki? Piękne miejscówki oraz bardzo ładne efekty graficzne i oświetleniowe skutecznie starają się jednak walczyć z przeciwnościami i to dzięki nim jeździłem kolejne eventy. Nic nie przebije jazdy na oślep w totalnej śnieżycy po lodzie, coś cudownego! Zabawa w trybie photo mode i obserwowanie jak syf osiada się na kolejnych furach sprawiało mi mega frajdę. W przyszłości trzeba koniecznie pomyśleć o jakiś elementach rozwojowych, dla których warto zbierać tą całą kasę i doświadczenie. Może się wydawać, że trochę marudzę, ale to tylko odrobina dziegciu w beczce miodu jaką jest ta gra. Gdy jest dawkowana z umiarem, to wystarczy na długie godziny świetnej zabawy. Zalecałbym jednak przemyślenie zakupu w cenie premierowej, szczególnie wersji na next-geny, która kosztuje chore pieniądze. Uważam, że zawartość w stosunku do ceny startowej jest za mała. Zresztą już teraz wiadomo, że gra będzie otrzymywać kolejne DLC, więc jak kogoś nie ciśnie na arcadową rajdówkę, to poczekajcie na kompletną edycją z wszystkimi dodatkami, wtedy na pewno będzie warta grzechu. 

Grę udostępnił wydawca.
DiRT 5 (PS4)

OPIS GRY : Kolejna część off-roadowej zabawy od Codemasters. Wracamy do festiwalowego stylu znanego z DiRTa 2, przy jakże pięknych miejscówkach oraz szerokiej gamie dostępnych pojazdów.

AUTOR: Patricko

OCENA
3
Sending
OCENA UŻYTKOWNIKÓW
1 (1 vote)

PODSUMOWANIE:

Dirt 5 to kawał solidnej gry off-roadowej. Przystępna dla każdego gracza i wystarczy na długie godziny. Problem to odpowiednie dawkowanie, ponieważ zbyt dłuższe sesje skutkują bardzo szybko wkradającą się monotonią.

ZALETY

  • piękne i szczegółowe miejscówki,
  • pojazdy z wielu kategorii,
  • ścieżka dźwiękowa,
  • prosty i przystępny model jazdy,
  • brud i syf na samochodach!

WADY

  • szybko wkradająca się monotonia w trybie kariery,
  • brak klasycznych rajdów,
  • brak funkcji flashback,
  • brak polskiej wersji językowej,
  • ubogi edytor malowań,
  • zero rozwoju pojazdu czy garażu.