Trust GXT 499W Forta Wireless Gaming Headset – bezprzewodowa wolność bez rujnowania portfela

9 sierpnia 2026
0
3.5/5
Opis:

Są takie akcesoria gamingowe, które od pierwszych minut próbują przekonać nas, że właśnie znaleźliśmy „ten jedyny” sprzęt. Migają, świecą, mają kilkanaście przycisków, aplikację z pięćdziesięcioma ustawieniami korektora i nazwę brzmiącą jak kryptonim tajnej operacji wojskowej w Call of Duty. A potem okazuje się, że połowę funkcji wykorzystujemy raz – podczas konfiguracji-– a przez resztę czasu po prostu chcemy grać. Trust GXT 499W Forta Wireless idzie w przeciwnym kierunku – to headset, który nie próbuje być centrum dowodzenia całym naszym gamingowym życiem. Ma być przede wszystkim bezprzewodowy, wygodny, sensownie brzmieć i dobrze współpracować z PlayStation 5. I właściwie już po dwóch miesiącach testów zaczęłam się zastanawiać, czy właśnie taka prostota nie jest jego największą zaletą. Oczywiście cena nie bierze się znikąd – Forta ma swoje kompromisy, a niektóre z nich podczas dłuższego grania potrafią być naprawdę zauważalne. Ale jednocześnie jest tutaj coś, czego bardzo często brakuje w budżetowych headsetach: poczucie, że producent skupił się na tym, co faktycznie ma znaczenie podczas gry. A ponieważ gram (i oglądam) sporo i headset traktuję nie jako gadżet stojący obok konsoli, ale jeden z podstawowych elementów całego stanowiska, postanowiłam sprawdzić Fortę dokładnie z tej perspektywy.

 

PlayStation zobowiązuje

Forta Wireless od początku jasno komunikuje, dla kogo została stworzona – to oficjalnie licencjonowany przez PlayStation headset, więc stylistycznie bardzo dobrze wpisuje się w estetykę PS5. Nie jest przesadnie agresywny, nie ma światełek RGB ani plastikowych elementów próbujących krzyczeć „GAMER” z drugiego końca pokoju – i bardzo dobrze. Testowana przeze mnie wersja jest utrzymana w kolorystyce pasującej do podstawowej, białej konsoli. Dzięki temu headset nie wygląda jak przypadkowy dodatek dokupiony po kilku latach do zupełnie innego zestawu. Na stoliku, obok DualSense’a, prezentuje się spójnie.

Nie jest to sprzęt, który po wzięciu do ręki daje wrażenie produktu klasy premium. Ale najważniejsze jest to, że Forta nie sprawia wrażenia tandetnej i to dla mnie istotna różnica. Plastik jest lekki, konstrukcja nie wydaje się przesadnie delikatna, a poszczególne elementy pracują w sposób, którego oczekuję od gamingowego headsetu w tym przedziale cenowym. Nauszniki można obracać, pałąk jest regulowany, a całość dobrze dopasowuje się do głowy i co najważniejsze – komfort noszenia jest dosyć duży i po godzinie grania nie będą Was bolały uszy – moje odstające miały duże problemy we współpracy z Pulsami. Nie jest to więc produkt, który oglądamy na półce i myślimy „aleeee ładny”, to sprzęt, który po prostu chce być używany.

 

 

Komfort, czyli coś, czego nie da się zmierzyć w tabelce

Jako graczka mam z headsetami jeden podstawowy problem: bardzo szybko orientuję się, jeśli coś jest niewygodne. Podczas krótkiej sesji praktycznie każde słuchawki mogą wydawać się komfortowe. Prawdziwa weryfikacja zaczyna się po dwóch, trzech, a najlepiej czterech godzinach. Wtedy wychodzi wszystko – nacisk pałąka, temperatura i „wilgotność” nauszników, ciężar konstrukcji czy miejsce, w którym headset zaczyna uciskać. Forta wypada pod tym względem naprawdę przyzwoicie. Nauszniki są duże i obejmują uszy, zamiast kłaść się bezpośrednio na małżowinach. To niby podstawowa rzecz, ale dla mnie absolutnie kluczowa. Przy dłuższym graniu różnica pomiędzy konstrukcją over-ear a słuchawkami, które zaczynają naciskać na uszy, jest ogromna.

Producent zastosował miękkie poduszki, które na początku dają bardzo przyjemne wrażenie. Headset dobrze przylega do głowy i jednocześnie nie powoduje wrażenia, jakbym założyła na nią imadło. To szczególnie doceniam podczas grania w tytuły, w których jedna sesja potrafi niepostrzeżenie zamienić się w pół wieczoru. Jest jednak druga strona medalu. Po dłuższym czasie zaczyna być po prostu ciepło. I nie chodzi tutaj o subtelne „może trochę cieplej niż bez słuchawek”. Nauszniki dość skutecznie izolują uszy od otoczenia, ale jednocześnie oznacza to, że ciepło zostaje tam, gdzie absolutnie nie powinno. Przy kilkugodzinnej sesji zaczęłam odczuwać wyraźne nagrzewanie się okolic uszu. W przypadku krótszych sesji problem praktycznie nie istnieje. Przy długich – zwłaszcza w cieplejszych temperaturach – komfort zaczyna spadać. I tutaj mam trochę mieszane uczucia, bo z jednej strony konstrukcja jest wygodna, z drugiej materiał nauszników nie jest idealnym rozwiązaniem dla osoby, która potrafi spędzić przy PS5 kilka godzin bez wstawania.

 

Bezprzewodowość – i nagle kabel przestaje istnieć

Jeżeli miałabym wskazać jedną rzecz, która najbardziej zmienia komfort korzystania z Forty w porównaniu z klasycznym headsetem przewodowym, byłaby to oczywiście łączność bezprzewodowa. Forta korzysta z połączenia 2,4 GHz za pośrednictwem bezprzewodowego odbiornika USB. I właśnie tego oczekuję od headsetu przeznaczonego do grania. Nie interesuje mnie bezprzewodowość, która brzmi dobrze w specyfikacji, ale podczas gry pojawiają się opóźnienia albo przypadkowe przerwy w dźwięku. Po podłączeniu odbiornika headset praktycznie znika z równania. Nie zastanawiam się nad połączeniem. Nie myślę o tym, czy kabel jest wystarczająco długi. Nie muszę pilnować, czy przypadkiem nie zahaczę o niego ręką podczas zmiany pozycji. Po prostu zakładam słuchawki i gram. W grach nastawionych na rywalizację bezprzewodowość ma jeszcze jeden bardzo ważny aspekt – opóźnienie. Tutaj nie miałam poczucia, że dźwięk dociera do mnie z jakimkolwiek zauważalnym lagiem. Strzał, przeładowanie, kroki, otwieranie drzwi – wszystko pojawia się dokładnie wtedy, kiedy powinno.

 

55 godzin? To jest naprawdę mocny argument

Drugą rzeczą, która bardzo szybko zaczęła mi się podobać, jest bateria. Trust deklaruje do 55 godzin działania na jednym ładowaniu. I chociaż rzeczywisty czas pracy zawsze zależy od sposobu użytkowania, już sama deklarowana wartość jest bardzo mocna jak na headset w tej klasie. Co ważniejsze, po kilku dniach korzystania przestałam właściwie myśleć o ładowaniu – i to jest najlepszy komplement dla baterii. Jeżeli muszę pamiętać o ładowaniu słuchawek co wieczór, zaczynam traktować je jak kolejny sprzęt wymagający obsługi. Jeżeli mogę przez wiele sesji po prostu je założyć i grać, bateria robi dokładnie to, co powinna. W przypadku Forty nie miałam poczucia, że bezprzewodowość oznacza ciągłe pilnowanie poziomu akumulatora. Szczególnie docenią to osoby, które grają nieregularnie. Jeśli jednego dnia mamy dwie godziny na granie, następnego zero, a później nagle w weekend robimy ośmiogodzinną sesję, łatwo zapomnieć o podłączeniu headsetu do ładowarki.

Jedyny element, który mnie irytował, to dość krótki przewód USB-C znajdujący się w zestawie. Do samego ładowania oczywiście wystarczy, ale chciałabym mieć trochę większą swobodę, jeśli akurat gram blisko konsoli i chcę podładować headset podczas korzystania z niego. To drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi pokazują, gdzie producent musiał szukać oszczędności. Na szczęście w mojej szafie leży zawsze zapasowy kabel, który objął by całą długość ziemi. 😛

 

50 mm – ale nie chodzi tylko o rozmiar

W środku słuchawek znajdują się 50-milimetrowe przetworniki. Sama liczba oczywiście nie mówi wszystkiego. Można wsadzić 50 mm do słuchawek, które będą brzmiały przeciętnie, i można świetnie zestroić mniejszy przetwornik. Forta nie brzmi jak słuchawki, które po prostu wrzucają cały dźwięk do środka głowy. Poszczególne elementy potrafią być odpowiednio rozdzielone, a w grach z dobrze przygotowanym audio można naprawdę poczuć kierunek, z którego dochodzi dźwięk. Nie potrzebuję, żeby eksplozja miała bas zdolny poruszyć meblami, potrzebuję wiedzieć, czy ktoś właśnie przeszedł za mną. I właśnie tutaj Forta pokazuje swoją mocniejszą stronę.

 

Pozycjonowanie dźwięku – tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa

Jeśli ktoś kupuje headset głównie do grania w singleplayery, różnice pomiędzy poszczególnymi modelami mogą być mniej istotne. Jeżeli jednak gramy w FPS-y, sytuacja zmienia się diametralnie. Dźwięk przestaje być tylko elementem budującym atmosferę – staje się informacją: kroki są informacją, przeładowanie jest informacją, strzał gdzieś w oddali jest informacją, a nawet to, że przeciwnik porusza się po innej powierzchni, może powiedzieć nam więcej niż minimapa. Forta bardzo dobrze wykorzystuje tę zasadę. Wsparcie dla 3D Audio na PS5 pozwala wykorzystać możliwości konsoli w zakresie przestrzennego pozycjonowania dźwięku. W grze, w której każdy krok może oznaczać przeciwnika znajdującego się za ścianą, różnica jest zauważalna. Dźwięki nie zlewają się ze sobą tak łatwo, a kierunek ich pochodzenia jest stosunkowo łatwy do określenia. Oczywiście nie będę udawać, że nagle dostałam nadprzyrodzone zdolności i zaczęłam wygrywać każdą rundę. Gdyby tak było, recenzja Forty byłaby jednocześnie poradnikiem „jak zostać esportową legendą”, ale headset zdecydowanie nie przeszkadza w rywalizacji.

 

Brzmienie – bardziej gamingowe niż audiofilskie

Jeżeli ktoś oczekuje od Forty neutralnego, audiofilskiego grania, może poczuć pewien niedosyt. To headset gamingowy i brzmi jak headset gamingowy. Bas jest obecny i potrafi być wyraźny – w eksplozjach, strzałach czy muzyce daje przyjemną masę dźwięku. Jednocześnie przy niektórych utworach czy bardziej zatłoczonych scenach potrafi momentami przykryć pozostałe linie. Brzmienie jest solidne podczas grania, ale niekoniecznie stworzone z myślą o osobach oczekujących maksymalnej neutralności. Mnie osobiście taki charakter odpowiada. Nie traktuję headsetu gamingowego jako zastępstwa dla dobrych słuchawek muzycznych. Chcę, żeby gry brzmiały angażująco. Kiedy wchodzę do ogromnej lokacji, chcę słyszeć przestrzeń, iedy broń wystrzeliwuje obok mnie, chcę poczuć jej ciężar, a kiedy muzyka narasta przed walką z bossem, chcę, żeby miała odpowiednią skalę. Ood tym względem Forta daje mi dokładnie to, czego oczekuję. Nie jest audiofilskim narzędziem do analizowania realizacji nagrania, jest headsetem do grania – i robi to dobrze.

 

Gry single player – tutaj Forta naprawdę rozwija skrzydła

Paradoksalnie największą przyjemność z korzystania z Forty miałam nie podczas najbardziej nerwowych potyczek multiplayerowych, ale właśnie w grach nastawionych na narrację. W takich tytułach dźwięk jest częścią świata – szelest liści, deszcz, odległe rozmowy w mieście, muzyka, kroki bohatera. Forta dobrze radzi sobie z budowaniem takiego tła. Dźwięk ma odpowiednią przestrzeń, a 3D Audio na PS5 potrafi dodatkowo zwiększyć poczucie obecności w świecie gry. I to jest moment, w którym zaczynam doceniać bezprzewodowość jeszcze bardziej. Nie siedzę przy biurku z kablem zahaczającym o rękę. Mogę wygodnie odsunąć się od konsoli, zmienić pozycję, położyć się na kanapie. Niby nic wielkiego. Ale po kilku dniach okazuje się, że to jedna z tych funkcji, do których człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja. A potem powrót do kabla boli bardziej, niż powinien.

 

Mikrofon – zaskakująco rozsądny

Gamingowy headset może mieć świetny dźwięk, ale jeżeli mikrofon brzmi jak rozmowa prowadzona przez telefon z 2004 roku, cały czar pryska. Forta ma odłączany mikrofon na elastycznym pałąku, a producent zastosował konstrukcję kardioidalną. I znowu: bardzo podoba mi się prostota tego rozwiązania – jeżeli gram sama, mikrofon mogę po prostu wyjąć. Nie muszę mieć przy twarzy elementu, którego aktualnie nie używam. Jeżeli natomiast wchodzę do party, podpinam go i gotowe. Podczas rozmów głos jest wystarczająco czysty i zrozumiały. Nie jest to oczywiście mikrofon, który zastąpi dedykowany model stojący na ramieniu przy biurku, ale też nie tego od niego oczekuję. W party chacie liczy się przede wszystkim to, czy znajomi rozumieją, co mówię i tutaj odpowiedź brzmi: tak. Nie miałam poczucia, że muszę krzyczeć, żeby zostać usłyszaną. Nie musiałam też poprawiać mikrofonu co kilka minut.

 

Przyciski i obsługa – mniej znaczy więcej

Na obudowie znajdują się podstawowe elementy sterujące. Możemy regulować głośność, wyciszyć mikrofon czy zarządzać podstawowymi funkcjami headsetu. Nie ma tutaj panelu sterowania rodem z kokpitu i dobrze. Podczas gry nie chcę szukać przez pół minuty odpowiedniego przycisku, chcę wiedzieć, gdzie jest regulacja głośności i gdzie mogę wyłączyć mikrofon. Forta więc nie próbuje komplikować tego, co powinno być proste. Problemem może być natomiast brak bardziej zaawansowanej kontroli nad brzmieniem. Nie ma tutaj dedykowanego oprogramowania z rozbudowanym korektorem, a możliwości personalizacji są mocno ograniczone. Dla mnie nie jest to tragedia, szczególnie na PS5, ale jeżeli ktoś lubi spędzać wieczór na ustawianiu częstotliwości z dokładnością do pojedynczego herca, Forta nie będzie jego wymarzonym sprzętem. To headset typu „podłącz i graj”.

 

PC? Tutaj zaczynają się kompromisy

Forta jest mocno nastawiona na PlayStation 5. I właśnie na tej platformie czuję, że została zaprojektowana z największym sensem. Na PC również może być używana, ale brak dedykowanego oprogramowania oznacza, że nie otrzymujemy rozbudowanego ekosystemu, który oferują niektórzy konkurenci. Nie ma więc aplikacji, w której ustawimy profile pod konkretne gry, pobawimy się korektorem czy skonfigurujemy dziesiątki dodatkowych parametrów. Czy to wada? Tak. Czy dla mnie duża? Nie. Jeżeli kupuję Fortę przede wszystkim do PS5, jest to raczej cecha niż problem. Jeżeli natomiast szukam jednego headsetu do PC, PS5, telefonu i wszystkiego, co znajduje się w promieniu pięciu metrów, sytuacja wygląda mniej kolorowo. Trust postawił na konkretną grupę użytkowników – graczy konsolowych.

 

 

Brak Bluetooth – mały, ale ważny minus

Jedną z rzeczy, których najbardziej mi zabrakło, jest Bluetooth. W czasach, gdy wiele słuchawek oferuje jednocześnie 2,4 GHz i Bluetooth, możliwość szybkiego przełączenia się pomiędzy konsolą a telefonem byłaby bardzo wygodna. Forta tego nie oferuje. To oznacza, że nie jest to headset, który kupiłabym jako uniwersalne słuchawki do całego mojego życia – to headset tylko i wyłącznie do grania. I znowu wracamy do jego największej cechy: konkretnego przeznaczenia.

 

Czy Forta nadaje się do muzyki?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – tak. Czy kupiłabym ją specjalnie do słuchania muzyki? Nie. I to chyba powinno Wam wystarczyć. 😛 Muzyka brzmi przyjemnie, szczególnie w przypadku gatunków, które korzystają z mocniejszego dołu. Bas potrafi dodać utworom energii, a ogólna charakterystyka jest raczej efektowna niż analityczna, ale w bardziej wymagających nagraniach słychać, że nie jest to headset tworzony z myślą o audiofilach. Dla mnie to jednak absolutnie nie jest problem. Jeżeli podczas pracy chcę słuchać muzyki, mogę sięgnąć po inne słuchawki. Forta ma przede wszystkim sprawić, żebym po powrocie do PS5 nie chciała jej natychmiast zdjąć.

 

Jak wypada podczas naprawdę długiej sesji?

To chyba najważniejsza część całego testu. Bo specyfikację możemy przeczytać w kilka minut – a komfortu nie da się przeczytać. Trzeba w tych słuchawkach posiedzieć. Podczas pierwszej godziny Forta jest po prostu wygodna, po dwóch nadal bardzo dobrze, po trzech zaczynam zauważać temperaturę nauszników, po czterech wiem już, że przydałaby się przerwa. Nie jest to dla mnie dyskwalifikujące, bo po czterech godzinach grania i tak prawdopodobnie powinnam zrobić przerwę od ekranu, ale jeśli ktoś gra w bardzo długich sesjach, szczególnie w ciepłym pomieszczeniu, powinien mieć świadomość tego kompromisu. Co ważne, nie odczuwałam natomiast dużego zmęczenia wynikającego z ciężaru samego headsetu. Forta nie daje mi poczucia, że po kilku godzinach mam na głowie dodatkowe pół kilograma sprzętu.

 

Budżetowy headset, który nie próbuje udawać premium

I chyba tutaj dochodzimy do sedna całego testu. Forta nie jest headsetem premium. Nie ma premium materiałów, nie ma rozbudowanego oprogramowania, nie ma Bluetooth. Ale też nie kosztuje tyle, co topowe modele. I właśnie dlatego bardzo podoba mi się sposób, w jaki Trust podszedł do tego produktu. Zamiast wrzucać na pudełko pięćdziesiąt marketingowych funkcji, producent postawił na kilka rzeczy: bezprzewodowe 2,4 GHz, 50-mm przetworniki, 3D Audio, długi czas pracy, odłączany mikrofon, komfortową konstrukcję i oficjalną kompatybilność z PlayStation.

 

Czy warto?

Po kilku tygodniach korzystania z Forty najbardziej przekonała mnie jedna rzecz: nie musiałam się do niej przyzwyczajać. To brzmi banalnie, ale w sprzęcie gamingowym jest niezwykle ważne. Podłączam odbiornik, zakładam headset i gram. I dokładnie tego oczekuję od tego typu sprzętu. Największymi zaletami Forty są dla mnie bezprzewodowa łączność 2,4 GHz, bardzo dobra bateria, przyzwoita jakość dźwięku i przede wszystkim dobre pozycjonowanie przestrzenne podczas gry. Potwierdzają to również inne testy modelu, choć recenzenci różnią się w ocenie komfortu i charakterystyki brzmienia. Największe minusy? Nagrzewające się nauszniki przy długim graniu, brak Bluetooth, ograniczone możliwości personalizacji oraz dość podstawowe materiały. Ale żadna z tych rzeczy nie sprawia, że Forta przestaje być dobrym headsetem – wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że Trust bardzo rozsądnie wybrał miejsca, w których można było oszczędzić, nie psując podstawowego doświadczenia z grania. Trust GXT 499W Forta Wireless nie jest sprzętem, który próbuje konkurować z najdroższymi headsetami na rynku. I bardzo dobrze. Jego największą siłą nie jest luksus, rozbudowane oprogramowanie czy lista funkcji dłuższa od instrukcji obsługi samochodu. Jego siłą jest prostota. To headset, który daje mi bezprzewodową swobodę, dobre pozycjonowanie dźwięku, wystarczająco dobry mikrofon i baterię, o której przez większość czasu mogę po prostu zapomnieć. A jako graczka właśnie tego oczekuję. Czy chciałabym zobaczyć w kolejnej generacji chłodniejsze nauszniki, Bluetooth i trochę więcej możliwości konfiguracji? Zdecydowanie. Ale jeśli ktoś szuka bezprzewodowego headsetu przede wszystkim do PS5 i nie chce przekraczać rozsądnego budżetu, Trust GXT 499W Forta jest propozycją, którą zdecydowanie warto mieć na radarze. To jeden z tych produktów, które nie robią wielkiego wejścia, po prostu zaczynają działać.

Podsumowanie

Zalety

  • bardzo dobra łączność bezprzewodowa
  • praktycznie niezauważalne opóźnienie,
  • bardzo długa praca na baterii – u mnie ok 45h,
  • dobre pozycjonowanie dźwięku w grach,
  • obsługa 3D Audio na PS5,
  • 50-mm przetworniki,
  • odłączany mikrofon,
  • wygodna konstrukcja,
  • oficjalna licencja PlayStation,
  • bardzo dobry stosunek możliwości do ceny.

Wady

  • nauszniki mogą mocno nagrzewać się podczas długich sesji,
  • brak Bluetooth,
  • brak dedykowanego oprogramowania i rozbudowanego EQ,
  • przeciętne materiały konstrukcyjne,
  • krótki przewód USB-C do ładowania,
  • brzmienie nie jest szczególnie neutralne i audiofilskie.