Onimusha: Way of the Sword to nowa odsłona z nieco zapomnianej marki Capcomu, która wraca w świetności na piedestał. Tym razem bardziej skupiając się na mechanice walki. Wcielamy się w Miyamoto Musashiego, który w wyniku niespodziewanych wydarzeń wchodzi w posiadanie tajemniczej rękawicy Oni i musi nauczyć się radzić w nowej sytuacji.
Onimusha: Way of the Sword to już piąta główna część nieco zapomnianej marki Capcomu, która od dawna prosiła się o powrót na miarę współczesnych czasów. Twórcy tym razem zauważalnie zmienili jednak ogólny motyw, czyniąc grę bardziej nastawioną na intensywną akcję niż bywało to w przeszłości. Zamiast swoistego Resident Evil z samurajami otrzymaliśmy ciekawy wariant gry z bardzo mocnym naciskiem na głęboki system walki, kontrataki i uniki. Osobiście byłem bardzo ciekaw, jak to wszystko wyjdzie. Choć moja znajomość marki była dość mizerna, tak w tym roku Capcom udowodnił, że potrafi dowieźć praktycznie każdy projekt. Na ten moment spędziłem w grze 32 godziny i oto moja opinia.
Pod kątem fabularnym Onimusha ogólnie nie robi wielkiego wrażenia, a historia nie jest tu motorem napędowym. Nie jest też jednak zła i dobrze sprawdza się jako tło dla grającej główne skrzypce rozgrywki. Wcielamy się w Miyamoto Musashiego, który w wyniku niespodziewanych wydarzeń wchodzi w posiadanie tajemniczej Rękawicy Oni. Nowa, poważna sytuacja często zabawnie zderza się z jego bardzo luzackim usposobieniem. Pod tym kątem można być nawet zaskoczonym, jak mocno komediowy ton niekiedy przybiera ten tytuł, co staje się bardzo odświeżającym spojrzeniem na całość. Wyróżnia to grę na tle podobnych, raczej poważnych tytułów o wojownikach z kamienną twarzą.
Najistotniejszym elementem całej gry jest tu system walki. I na bogów, jak jest on cudownie intuicyjny, a przy tym rozwinięty. Starcia zarówno z grupami zwykłych przeciwników, jak i bossami to widowiskowa poezja. Gra do samego końca dorzuca kolejne systemy, możliwości i mechaniki pozwalające nam doskonalić sposoby eliminacji wrogów. I nie jesteśmy tu zmuszani do jednego stylu rozgrywki. Możemy walczyć klasycznie, skupić się na parowaniu, wykonywać perfekcyjne odbicia, robić uniki i następnie wyprowadzać kontry, ładować poziom żarzenia, korzystać z broni Oni i dowolnie tym wszystkim żonglować. Dawno w żadnej grze nie miałem takiej zabawy z potyczkami. Do samego końca nie stało się to ani trochę nudne. Mam tylko jeden dość irytujący problem w tej kwestii – korzystanie z przedmiotów leczniczych jest niezwykle oporne. Wielokrotnie miałem wrażenie, jakby sam bohater robił mi na złość i zwyczajnie nie chciał ich używać.
Przeciwników jest tu przyzwoita ilość i wraz z postępem naturalnie zaczynają pojawiać się kolejne ich wersje. Zwykłe mobki ogólnie w dużej mierze nie są specjalnie agresywne i atakują dość ostrożnie, co wygląda na bardziej honorowe pojedynki, mimo że mowa tu przecież o niegodziwych demonach. Dla niektórych może to być powód do marudzenia, jeśli chcieliby czuć się bardziej osaczeni przez przeciwników. Z bossami jest dużo lepiej, aczkolwiek wprawny gracz z większością z nich również nie powinien mieć większych problemów. I tu pojawia się ciekawa sprawa: widziałem zarówno głosy, że gra jest za łatwa, jak i takie, że jest trudna. W mojej opinii poziom trudności został całkiem dobrze wyważony pod zwykłego gracza. Casual może wybrać poziom fabularny i tam spokojnie ukończyć grę, a ekspert musi, klasycznie dla stylu Capcomu, poczekać do drugiego przejścia, gdzie dopiero odblokowuje się wymagający poziom „Rzeźnia”.
Jeśli chodzi o samą różnorodność starć, również jest ciekawie. Podstawowe mobki to mięso armatnie do szybkiego poszatkowania kataną, ale z czasem pojawiają się wśród nich opancerzone wersje, latające stwory wysysające dusze z poległych i stające się przez to coraz groźniejsze, twardziele z wielkim mieczem, potrafiący się postawić i przyzywać opary raniącej mgły, skrytobójcy, na których nie działa zmasowany atak, bo rozpływają się w powietrzu, czy też nieumarli rzygający kwasem. A do tego dochodzi bogata plejada bossów i pół-bossów. Każdy z nich ma swoje mocne i słabe strony, a do sprawnej walki trzeba poduczyć się zakresu ich ruchów. Choć niektórzy są bardziej podatni na kontry, a inni na uniki, nie ma jednej słusznej drogi do zwycięstwa. Pod koniec pojawiają się jeszcze wrogowie z dwiema fazami, ale tak naprawdę dopiero finalny przeciwnik może nam zdrowo nakopać.
Duże znaczenie dla poziomu trudności rozgrywki ma też to, jak mocno interesujemy się eksploracją oraz ulepszaniem bohatera, bo również tutaj nie poskąpiono możliwości. Gra, oprócz typowych dla serii korytarzowych mapek, doczekała się też głównej dużej lokacji w postaci miasta Kioto. Jest to otwarty obszar, który powiększa się wraz z postępem fabularnym. Mamy tu dostęp do mało skomplikowanych zadań pobocznych, znajdziek oraz opcjonalnych starć z przeciwnikami. Zajmowanie się nimi zapewni nam różne surowce pozwalające na dokonywanie ulepszeń. A do tego w specjalnych skrzyniach możemy znaleźć nowe bronie Oni o specjalnych właściwościach.
Nie oczekujcie jednak jakiegoś przejmującego poziomu zadań pobocznych w otwartym świecie. W dużej mierze są to najprostsze aktywności sprowadzające się do pokonania przeciwników i opatrzone krótką historyjką. Te z ikoną motyla mają nieco więcej napracowania pod kątem opowieści, ale również nie jest to poziom, który pozostanie nam w pamięci. Raczej wszystko sprowadza się tu do płynięcia wraz z przyjemną rozgrywką.
Sam rozwój odbywa się na kilku płaszczyznach. Surowce wykorzystujemy do ulepszania stroju, broni, Rękawicy Oni oraz sakiewki na przedmioty leczące. Sakiewki występują też w kilku wersjach o innych efektach użycia. Za kamienie mocy i kamienie Oni możemy ulepszać zdolności bojowe przypisane do konkretnych umiejętności czy broni. Czasem trzeba też wykorzystać dusze poległych przeciwników. Do tego dochodzą specjalne amulety oferujące stałe bonusy, a ich ulepszanie wymaga składania w ofierze darów ze zdobywanych przedmiotów i dusz. Im bardziej oddamy się eksploracji i doskonaleniu ekwipunku oraz zdolności, tym łatwiejsza stanie się sama gra.
Pod kątem oprawy Onimusha: Way of the Sword robi bardzo pozytywne wrażenie. Capcom już nas przyzwyczaił, że potrafi ogarnąć temat i ponownie jakościowo jest naprawdę super. Przerywniki filmowe to klasa sama w sobie pod względem mimiki czy kadrowania. A w samej grze również odwiedzimy liczne, bardzo ciekawe wizualnie lokacje oraz poznamy niebanalnych przeciwników. Cieszy też obecność polskiej wersji językowej w postaci napisów. Miło, że wróciliśmy do tego standardu. No i na deser – perfekcyjny stan techniczny. Dosłownie nie napotkałem ani jednego większego błędu, a na bazowym PS5 gra działała płynnie zarówno w trybie jakości, jak i wydajności. Gdybym miał na siłę się czegoś doszukiwać, to czasami kamera podczas walki potrafiła stawić opór, gdy zostałem zepchnięty pod ścianę.
A jak wygląda zestaw trofeów? No tu już będzie różnie z platyną. Na plus zdecydowanie brak trofeów możliwych do pominięcia, ale z ulepszeniem wszystkiego na maksa czeka nas trochę żmudnego grindu. Nieco mniej, jeśli zachomikujemy surowce, by zdobyć trofeum za amulety, wczytać zapis, zrobić sakiewki, ponownie wczytać i zrobić ekwipunek. Największym problemem będzie tryb „Rzeźnia”, odblokowywany po ukończeniu rozgrywki. Sam jeszcze tego nie ukończyłem i położyłem dopiero kilku bossów, ale trzeba się tu dużo bardziej pilnować i naprawdę dobrze opanować cały system. A do tego każdego bossa będzie trzeba jeszcze zaliczyć ponownie w trybie powtórki w specjalnej lokacji w naszej świątyni. Także na każdym z poziomów trudności. Szczególnie finalny boss zajdzie tu za skórę.
Ogólnie Onimusha: Way of the Sword okazała się naprawdę świetnym odświeżeniem serii. System walki robi tu świetne wrażenie i zwyczajnie chce się zaliczać kolejne starcia. Gra śmiga bez najmniejszych problemów i wygląda przy tym naprawdę rewelacyjnie. Capcom po raz kolejny pokazał, że rok 2026 naprawdę należy do nich.
Podsumowanie
Onimusha: Way of the Sword to bardzo udany powrót zapomnianej serii, który zamiast kurczowo trzymać się przeszłości, stawia na nowoczesną, niezwykle satysfakcjonującą walkę. Intuicyjny, a jednocześnie zaskakująco rozbudowany system starć sprawia, że kolejne potyczki potrafią dawać frajdę aż do napisów końcowych, a efektowna oprawa i świetny stan techniczny tylko wzmacniają pozytywne wrażenia. Słabszą stroną pozostają dość przeciętna fabuła, proste zadania poboczne oraz kilka drobnych problemów z kamerą i obsługą leczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że Capcom stworzył jedną z najbardziej satysfakcjonujących gier akcji tego roku i udowodnił, że Onimusha wciąż ma wiele do zaoferowania.
Zalety
- odświeżający, humorystyczny ton,
- świetny, intuicyjny i rozbudowany system walki,
- spora różnorodność przeciwników i efektowne starcia z bossami,
- bardzo satysfakcjonujący system kontr, uników i parowania,
- dobry podział na otwarty teren miasta Kioto oraz mniejsze liniowe lokacje,
- bardzo dobra oprawa,
- świetny stan techniczny,
- polska wersja językowa (napisy).
Wady
- zadania poboczne są proste i mało angażujące,
- zwykłe mobki mogłyby żwawiej działać w kupie,
- problemy z obsługą przedmiotów leczniczych,
- sporadyczne problemy z kamerą podczas walki.





