Directive 8020 to filmowe doświadczenie w klimatach grozy przygotowane przez doświadczony zespół Supermassive Games. Tym razem czeka nas kosmiczna sceneria. To od naszych decyzji zależy życie załogi oraz przyszłość całego projektu badawczego.
Directive 8020 to kolejna filmowa gra grozy od Supermassive Games. Po Until Dawn, czterech częściach The Dark Pictures Anthology oraz The Quarry przyszedł czas na kosmos. Jako fan tego typu produkcji nie mogłem odmówić sobie kolejnego doświadczenia od studia specjalizującego się w interaktywnych horrorach. Byłem szczególnie ciekaw, jak twórcy poradzą sobie z przeniesieniem swojej formuły do realiów science fiction po latach eksplorowania bardziej przyziemnych odmian grozy. Oto moje wrażenia.
Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, było odejście od formuły wspomnianej antologii. Spodziewałem się jej dalszej kontynuacji, zwłaszcza po zapowiedzi ukrytej w jednej ze znajdziek w The Devil in Me. Tym razem musimy jednak pożegnać się z motywem Kuratora przebijającego czwartą ścianę i udzielającego wskazówek dotyczących fabularnych tajemnic. Przyznam, że brakowało mi tego elementu, ponieważ w poprzednich odsłonach świetnie współgrał z bardziej kameralnym charakterem tych historii. A choć Directive 8020 zdecydowanie próbuje opowiedzieć coś większego, wciąż nie jest projektem na skalę The Quarry czy Until Dawn, przez co brak Kuratora pozostaje odczuwalny.
Fabularnie Directive 8020 początkowo wydaje się dość sztampowe, mocno opierając się na motywach kojarzonych z kultowym Obcym. Z czasem jednak historia nabiera rozpędu i pod koniec potrafi naprawdę zaskoczyć kilkoma rozwiązaniami. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale gra bardzo dobrze wykorzystuje grozę płynącą stricte z science fiction. Choć trudno mówić tu o niezapomnianych kreacjach, bohaterowie są wyraziści i dobrze zagrani. Wśród obsady pojawiają się znajome twarze aktorów, którzy użyczali już swoich wizerunków w poprzednich produkcjach studia, choć nie zabrakło też nowych nazwisk. Największą gwiazdą tej odsłony jest Lashana Lynch, która bardzo dobrze odnajduje się w roli jednej z kluczowych członkiń załogi.

Rozgrywka nie odchodzi znacząco od założeń znanych z poprzednich produkcji studia, mimo że sama sceneria przenosi nas tym razem w kosmos. Trzon zabawy nadal opiera się głównie na prostej eksploracji i dialogach, choć pojawiło się kilka zmian — zarówno udanych, jak i mniej trafionych. Interakcje między bohaterami zdecydowanie zyskały dzięki nowym możliwościom. Oprócz klasycznych decyzji fabularnych możemy prowadzić także opcjonalne rozmowy, między innymi za pośrednictwem czatu z pozostałymi członkami załogi. Bardzo dobrze rozwija to relacje między postaciami, a dodatkowo wpływa na określenie tak zwanego przeznaczenia odgrywanego bohatera. To właśnie od naszych działań zależy, kim ostatecznie stanie się dana postać. To naprawdę ciekawy pomysł.
Znacznie gorzej sytuacja prezentuje się jednak w samym gameplayu. Znane z wcześniejszych odsłon sekwencje wstrzymywania oddechu czy ukrywania się w miejscu zastąpiono etapami skradankowymi. Początkowo sprawiają one wrażenie ciekawej zmiany, dodającej więcej właściwej rozgrywki i momentami potrafią być bardzo filmowe. Niestety dość szybko zaczyna wychodzić na jaw ich schematyczność. Tego typu sekwencji jest sporo, a twórcy często przeplatają je dodatkowymi mechanikami — unikaniem szkła, by nie narobić hałasu, czy koniecznością przekierowania zasilania do odpowiednich drzwi. Problem w tym, że nie czuć tu większej swobody działania, a raczej konieczność podążania jedną, z góry wyznaczoną ścieżką. Szczególnie odczują to osoby chcące odkryć wszystkie sekrety, alternatywne możliwości fabularne lub zdobyć komplet trofeów, ponieważ wiąże się to z koniecznością wielokrotnego powtarzania tych samych etapów.

Ciekawych zmian doczekał się także system znajdziek. W tego typu grach zbieranie wszystkich przedmiotów potrafiło bywać irytujące, choć z każdą kolejną produkcją studio coraz bardziej uprzyjemniało życie fanom kompletowania zawartości. Directive 8020 wykonuje pod tym względem kolejny krok naprzód. Po ukończeniu każdego z ośmiu rozdziałów gra pokazuje dokładny podział na poszczególne sceny, możliwe rozwidlenia fabularne oraz liczbę znajdziek dostępnych na danym etapie. Mocno przypomina to bardziej rozbudowaną wersję rozwiązania znanego z Detroit: Become Human. Przy standardowych ustawieniach rozgrywki możemy również cofać się do kluczowych momentów i zmieniać podjęte wcześniej decyzje, co ma nawet fabularne uzasadnienie. Dla osób preferujących bardziej wymagające podejście przygotowano jednak także tryb blokujący możliwość cofania wyborów aż do ukończenia całej gry. I właśnie ten wariant najlepiej pozwala odczuć ciężar konsekwencji własnych działań.
Warto poruszyć także temat lokacji i niestety tutaj pojawia się sporo powodów do narzekania. Doskonale rozumiem, że osadzenie większości akcji na pokładzie statku kosmicznego naturalnie ogranicza pole do popisu pod względem różnorodności otoczenia. Mam jednak wrażenie, że w przypadku Directive 8020 twórcy nawet nie próbowali tego odpowiednio wykorzystać. Na cały statek przypada właściwie tylko jedno naprawdę ciekawsze pomieszczenie — sala z drzewem — które oglądamy głównie podczas jednej sceny, a później jeszcze raz w znacznie mniej przyjemnej wersji. Przez większość gry przychodzi nam natomiast przemierzać mało interesujące, bardzo podobne do siebie korytarze i pomieszczenia. Raptem raz, w prologu, trafiamy na efektowniejszy fragment rozgrywki na zewnętrznej części statku oraz jeden inny etap pod sam koniec. I właściwie to tyle, przez co eksploracja szybko staje się monotonna. Na tle całego dorobku Supermassive Games to zdecydowanie najmniej interesująca pod względem lokacji produkcja studia. Sytuację częściowo ratuje późniejsza, fabularnie uzasadniona zmiana otoczenia, ale nawet ona nie wnosi większych fajerwerków i też szybko popada w monotonię.

Na szczęście bohaterowie są całkiem dobrze przygotowani do tych mało ekscytujących spacerów. Mogą przyspieszyć kroku, korzystać z latarki, a także używać skanera pomagającego odnaleźć interaktywne obiekty oraz wskazującego kierunek celu fabularnego. Działa on na podobnej zasadzie jak rozwiązanie znane z Dead Space, choć tutaj urządzenie podświetla wszystkie możliwe punkty interakcji zamiast wyłącznie wyznaczać linię na podłodze. Po drodze natrafimy również na kilka typów zamkniętych drzwi. Część wymaga przekierowania zasilania, inne znalezienia odpowiedniej baterii, a jeszcze inne użycia specjalnej elektrycznej pałki pełniącej funkcję wytrychu. Ta ostatnia opcja wypada zdecydowanie najciekawiej, ponieważ wiąże się z prostą, ale dobrze wykonaną minigrą polegającą na wciśnięciu przycisku w odpowiednim momencie obracającego się okręgu.
Pomijając jednak wspomnianą monotonię lokacji, poziom oprawy graficznej prezentuje się bardzo dobrze — szczególnie w późniejszych, bardziej mrocznych etapach rozgrywki. Modele bohaterów tradycyjnie stoją na wysokim poziomie, a animacje wypadają przekonująco i naturalnie. Gra umiejętnie korzysta również ze straszaków dźwiękowych, które świetnie odnajdują się w tym science fictionowym klimacie. Nie można też narzekać na kwestie techniczne. Podczas całej rozgrywki nie natrafiłem nawet na drobnego buga, co przy premierach gier tego typu wcale nie jest takie oczywiste. Na pochwałę zasługuje również fakt, że po czterech częściach The Dark Pictures Anthology w końcu doczekaliśmy się polskich napisów. Dotychczas jedynie większe produkcje pokroju Until Dawn i The Quarry oferowały lokalizację w naszym języku.

A jak wypada kwestia trofeów? Tutaj obyło się bez większych niespodzianek. Większość osiągnięć tradycyjnie wymaga doprowadzenia do konkretnych wydarzeń fabularnych. Nie zabrakło również klasycznych już pucharków za utrzymanie przy życiu wszystkich bohaterów aż do finału oraz doprowadzenie do śmierci całej obsady. Oczywiście pojawiają się także znajdźki, ale dzięki nowemu systemowi pokazującemu ich rozmieszczenie na schemacie fabularnych rozgałęzień ich zbieranie jest znacznie wygodniejsze niż wcześniej. Konieczne będzie również ukończenie gry w trybie blokującym możliwość cofania decyzji fabularnych. Ogólnie zdobycie platyny nie powinno sprawić większych trudności.
Ostatecznie muszę przyznać, że Directive 8020 to dobry tytuł, choć nie należy do moich ulubionych produkcji w dorobku Supermassive Games. Twórcy wprowadzili kilka naprawdę udanych zmian poprawiających komfort obcowania z tym filmowym doświadczeniem grozy, ale jednocześnie pojawiły się też mniej trafione pomysły — przede wszystkim duża liczba schematycznych sekwencji skradankowych oraz wyraźna monotonia lokacji. Mimo tych problemów jest to produkcja zdecydowanie warta sprawdzenia dla fanów interaktywnych horrorów, zwłaszcza jeśli odpowiada nam klimat science fiction i inspiracje klasyczną kosmiczną grozą.
Podsumowanie
Directive 8020 nie redefiniuje formuły znanej z wcześniejszych gier Supermassive Games, ale skutecznie przenosi ją w realia science fiction. Gra oferuje ciekawą historię, solidnie napisane relacje między bohaterami oraz kilka wygodnych zmian w strukturze rozgrywki i eksploracji. Jednocześnie cierpi na monotonne lokacje i zbyt schematyczne sekwencje skradankowe, które z czasem potrafią nużyć. Mimo to jest to udany interaktywny horror, który powinien przypaść do gustu fanom filmowych doświadczeń grozy osadzonych w kosmosie.
Zalety
- wątek fabularny mimo początkowej prostoty dobrze eksploruje motywy science fiction,
- bardzo dobrze zaprezentowany schemat rozgałęzień fabularnych z możliwością wygodnego sprawdzania alternatywnych decyzji,
- dobrze odegrane postaci, których wzajemne relacje pogłębiono nowym rozwiązaniem tekstowych wiadomości między członkami zespołu,
- oprawa graficzna na wysokim poziomie,
- polska wersja językowa w postaci napisów.
Wady
- bardzo monotonny projekt lokacji bez większych urozmaiceń,
- nie czuć większej chęci i potrzeby na eksplorację,
- zbyt schematyczne i często powtarzające się sekwencje skradankowe,
- brakuje tu jednak Kuratora.
