Watch Dogs 2 – Opinia

4/5

Być może jestem w mniejszości, ale nie miałem dużych problemów z pierwszą odsłoną Watch Dogs. Nie przeszkadzało mi ani ‚niewierne’ odwzorowanie Chicago, ani marudny główny bohater – Aiden Pierce. Graficzna jakość nie jest dla mnie w grach najważniejsza, więc fakt, że Ubisoft mocno podrasował trailery przed grą nie wpłynęło u mnie na odczucia związane z samą rozgrywką, a tylko zwiększyło moją nieufność co do wydawców gier AAA. Gra oferowała sporo ciekawych i świeżych pomysłów i bardzo dobrze wpisała się w szereg tytułów w otwartym świecie, zapraszającym graczy do zwiedzania, zbierania i ogólnej dobrej zabawy.

Ubisoft jednak wziął sobie do serca krytykę pierwszej odsłony i zupełnie zmienił ton fabuły jak i bohaterów gry. Zamiast historii osobistej zemsty, Aidena w długim płaszczu i czapce baseballowej mamy historię wesołej grupy hakerów, pokazującej środowy palec wielkim korporacjom i rządowi, oraz Marcusa w… dowolnych ciuchach i, najczęściej, czapce baseballowej (niektóre rzeczy się nie zmieniają). Na samym początku gry Marcus Holloway, nasz nowy bohater, trafia to grupy DedSec, która z organizacją z pierwszej gry wspólną ma tylko nazwę. Razem z innymi hakerami ze stereotypowymi osobowościami i niezmienną garderobą, Marcus ma na celu zdobycie jak największej liczby ‚followerów’ na mediach społecznościowych, którzy podzielą się z hakerami mocą obliczeniową swoich urządzeń, aby móc przeprowadzać coraz to śmielsze ataki hakerskie. Ich głównym obiektem zainteresowań jest korporacja Blume, odpowiedzialna za zaimplementowanie systemu CtOS, który w grze przedstawiony jest jako największe źródło zła i ograniczenia prywatności szarych członków społeczeństwa.

Pamiętacie Martina Shkreliego?

Towarzysze Marcusa, oraz inne osoby spotykane w trakcie rozgrywki, kontynuują tradycję Ubisoftu do pokazywania bardzo różnorodnych postaci, co ma chyba na celu zdywersyfikowanie grona odbiorców gry. Oprócz czarnoskórego głównego bohatera, mamy do czynienia z de facto liderką DedSec, Sitarą, autystycznym Joshem, zamaskowanym i zbuntowanym Wrenchem i Hectorem, kolejnym czarnoskórym członkiem zespołu. Chcąc wprowadzić różnorodność, mam wrażenie, że Watch Dogs 2 popełnia grzech rodem z No Man’s Sky – zarzucając sieci bardzo szeroko, zapomina zupełnie o głębi. Wspomniane przeze mnie cechy członków DedSec są tak naprawdę ich jedynymi charakterystycznymi cechami. Interakcje między hakerami są dobrze zaaranżowane pod względem technicznym, lecz odzywki i żarty często nie trafiają w sedno i zamiast uśmiechu wywołują skrzywienie na ustach gracza.

Kursor na ekranie komórki? Kto bogatemu zabroni?

Bez zmian pozostała natomiast mechanika gry, która cały czas opiera się na wykorzystywaniu magicznego telefonu protagonisty do hakowania elementów systemu CtOS w San Francisco i okolicach oraz podsłuchiwaniu rozmów i SMSów przypadkowych osób. Marcus, haker-podglądacz, całkiem nieźle radzi sobie też wspinając się po budynkach, chociaż daleko my do speców z serii Assassin’s Creed. Dodatkowo, dostajemy też do dyspozycji małego, zdalnie sterowanego łazika oraz latającego drona, których możemy wykorzystać, aby dostać się w miejsca niedostępne dla bohatera, lub w przypadkach, gdy chcemy zinfiltrować pozycje wroga zdalnie. Jak na grę w otwartym świecie przystało, nie zabrakło też wszelkiego rodzaju jeżdżenia i strzelania, aczkolwiek te elementy najmniej pasują do klimatu gry, a ich wykonanie też może pozostawiać wiele do życzenia. DedSec jest organizacją, której celem jest zwrócenie uwagi na zło korporacji, poprzez nagłaśnianie skandali w Internecie. Nie wiem jak w osiągnięciu tego celu ma im pomóc Marcus rozjeżdżający policjantów i strzelający do przechodniów ze snajperek i granatników. Najgorsze, że gra w żaden sposób nie nagradza ani nie gani za brutalne lub pokojowe podejście do misji. Mimo iż daje to graczom dowolność stylu gry, nie pasuje zupełnie do otoczki fabularnej. Nie mamy tu do czynienia z Corvo z Dishonored, gdzie można spokojnie wytłumaczyć jego brutalność. Marcus nie powinien mieć dostępu do niczego poza paralizatorem i magicznym jojo, rodem ze StarTropics, którego używa w walce wręcz. Podczas swojej przygody z grą ani razu nie sięgnąłem po zabójczą broń palną, a większość zadań wykonywałem z oddali, przy pomocy robocików-pomocników. Styl gry ‚na Trevora’ z GTA 5 nie wydaje mi się mieć w świecie Watch Dogs 2 uzasadnienia.

Po dwóch paragrafach narzekania, muszę jednak powiedzieć, że sama gra sprawia dużo przyjemności. Mimo, iż większość misji wykorzystuje kilka powtarzalnych schematów, zabawa w hakowanie nie nudzi się przez kilkanaście godzin potrzebnych do ich wypełnienia. Hakowanie wózków widłowych, aby odgrodzić się od wzroku strażników, strategiczne umieszczanie zbliżeniowych ładunków ogłuszających, lub wzywanie policji na ochroniarzy, w celu cichego przemknięcia się za ich plecami działają naprawdę dobrze. Kilka misji wymaga też zaplanowania bardziej skomplikowanych pułapek na wrogów i szkoda, że element ten przejawia się w grze tak rzadko. Moim zdaniem, najsilniejszym punktem Watch Dogs są zagadki środowiskowe, które wymagają wykorzystania dostępnych gadżetów a także hakowania urządzeń takich jak żurawie czy platformy do czyszczenia okien. Dzięki technologii oraz wspinaczce i parkourowi Marcus jest w stanie dostać się w wysokie i niełatwo dostępne miejsca a dotarcie na sam szczyt wieżowca w centrum miasta daje dużo satysfakcji i jest nagrodzone ciekawymi widokami. Jak już przy widokach jestem to nie mogę nie wspomnieć o świetnym odwzorowaniu całej okolicy Zatoki San Francisco oraz o naprawdę ładnej oprawie graficznej. Miasto żyje i jest bardzo różnorodne. Od kolorowego Castro, przez Uniwersytet Stanforda, pełen studentów, Dolinę Krzemową pełną odpowiedników Google i Facebooka, po zapadłe Oakland, naprawdę jest co zwiedzać i podziwiać.

Bardzo dobrze działa ponownie sieciowy tryb hakowania innych graczy. Podobnie jak w przypadku pierwszej części gry, tak i tutaj naszym celem jest ściągnięcie danych od przeciwnika, co wymaga abyśmy znajdowali się w określonej od niego odległości i nie dali się złapać. Wraz z postępem paska ściągania zmniejsza się średnica aktywnego obszaru i zwiększa się napięcie oraz ryzyko, że przeciwnik nas znajdzie. Tryb Polowanie, w którym musimy pomóc policji w zneutralizowaniu wrogiego hakera jest nastawiony na bezpośrednią konfrontację, co działa mniej skutecznie i jest mniej ekscytujące od zwykłego hakowania. Z kolei misje kooperacyjne nie różnią się zasadniczo niczym od zwykłych misji, lecz jeśli jesteście w stanie znaleźć do gry kogoś znajomego i zaufanego to wspólne, skoordynowanie hakowanie daje naprawdę dużo satysfakcji.

Watch Dogs 2 jest grą poprawną, z dobrze zaimplementowanym rozwinięciem mechanika hakowania, co było najsilniejszym punktem jedynki. Ponownie można mieć uwagi do bohaterów i fabuły. Powiem nawet, że mimo zupełnej sztampy w pierwszym Watch Dogs, czułem się bardziej usprawiedliwiony siejąc zamęt jako Aiden, niż jako kolorowy, radosny Marcus. Wielki zły Blume i Dusan Nemec, jako CEO i główny wróg w grze nie mógł być bardziej przerysowanym, komiksowym ‚złoczyńcą’. Widać, że misje i fabuła były tylko pretekstem, żeby rzucić gracza w kolejne zagadki hakerskie, lecz fajnie byłoby gdyby w przyszłości udało się te dwie warstwy połączyć lepiej. Nie jestem grą zawiedziony – spełniła w zupełności moje oczekiwania. Jeśli nie daliście się porwać maszynie marketingowej, zagrajcie w Watch Dogs 2 i spędźcie tydzień hakując wózki widłowe i zrzucając ogłuszające granaty z drona – będziecie zadowoleni.

 

PLUSY:

  • zabawa w hakowanie,
  • zagadki środowiskowe,
  • san Francisco i okolice,

MINUSY:

  • jednowymiarowe postaci,
  • fabuła nie porywa,
  • powtarzalność misji,

 

Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Ubisoft Polska.