Zombie Army 4: Dead War – Pokaz przedpremierowy

Oj było strzelane, bo było w co strzelać! Pokaz przedpremierowy Zombie Army 4: Dead War zapowiadał się standardowo – poczęstunek, salka z konsolami – wszystko w normie, oprócz faktu, że przywitał nas Zombie Przemek! Cosplay zombie tak dobry, że prawie go zastrzeliliśmy! Na szczęście nie było pod ręką prawdziwej broni. :). Ogromny szacunek na wejściu za wymagające poświęcenia przygotowanie.

Przejdźmy do gry! Mimo że to już czwarta odsłona serii Zombie Army, to osobiście nie grałem w żadną z poprzednich, więc nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Oczywiście poza hordami zombie. Po krótkim wprowadzeniu wiedziałem już, że będziemy grać w dwóch sesjach w dwa tryby i w czteroosobowych teamach. Pech chciał, że nie wszyscy dotarli na moją sesję gry, więc graliśmy we dwójkę, co znacznie utrudniło rozgrywkę.

 

Sesja pierwsza — tryb fabularny

Właściwie tryb fabularny dla czterech graczy, co dało się odczuć, grając tylko we dwójkę. Co tu dużo mówić, na start dostaliśmy trochę po tyłku, ale to nas nie zniechęciło, wręcz wjechało nam na ambicje i zmotywowani, w pełnym skupieniu pokonywaliśmy kolejne misje, a to dało już konkretny pogląd na grę. I co tu znaleźliśmy? Przede wszystkim całą masę zombie, co raczej nikogo nie dziwi :D, ale poza tym kilka mechanik, które świetnie sprawdziłyby się w kooperacji, przykładowo stacjonarne karabiny, które skutecznie odpierają zombie, kiedy reszta graczy przenosi akumulatory z punktu A do punktu B, aby otworzyć drzwi do kolejnego etapu misji. Okazało się również, że na niektórych wrogów trzeba zwrócić szczególną uwagę. Na przykład możemy spotkać generała, który nakłada jakiś dziwny buff na zwykłe zombiaki, co sprawia, że wariują, są szybsze i silniejsze. O ile łatwiej byłoby nasłać na niego dwuosobowy oddział, kiedy pozostała dwójka realizuje cele misji. Tryb fajny, ale moim zdaniem do przejścia na raz z grupką znajomych, chociaż patrząc na różnorodność pierwszych kilku misji, mogę się mylić. Za to drugi tryb…

Tryb Hordy

Tutaj dostaliśmy już czystą sieczkę i dobrą zabawę. Zombiaki spawnownowały się hordami, a ostatnie kilka sztuk dostawało znaczniki nad głowami, co pozwalało zostawić sobie jednego takiego delikwenta „na potem”, a przedtem spokojnie zebrać nową broń i apteczki, a przede wszystkim sprawdzić mapę. Bo ta chociaż całkiem niewielka, oferowała do odkrycia całą masę pułapek, które znacznie ułatwiały i urozmaicały rozprawianie się z kolejnymi falami żądnych krwi zombiaków. Tak dla przykładu mamy zombie rekina wiszącego na haku, który z chęcią przekąsi kilku przeciwników, wybuchowe beczki czy inne szatkujące towarzystwo konstrukcje, a wszystko uruchamiane celnym strzałem.

Ten tryb dał przekrój całego arsenału (polecam miotacz ognia i minigun) i chyba wszystkich przeciwników, a tych jest tutaj naprawdę sporo. Jedni szybsi inni wolniejsi, niektórzy w zbrojach a inni z wielkimi karabinami maszynowymi czy miotaczami ognia. Najgorszy był jeden złodupiec, który wciąga gracza pod ziemię i wyrzuca w środku hordy. Cytując klasyka „zaraza…”, ale nie może też być zbyt łatwo :). Zapomniałem wspomnieć o ważnej części gry, jaką są killcamy rodem ze snipera. Zapomniałem, bo biegałem głównie z ciężkim sprzętem :), a Kuba zajmował się precyzyjną eliminacją, ale przyznaje, że taki strzał prosto w szczękę jest co najmniej satysfakcjonujący.

Podsumowując – gra wygląda dobrze, nawet bardzo dobrze. Strzela się przyjemnie, a wykorzystuje infrastrukturę jeszcze przyjemniej. Mam jednak wrażenie, że tryb fabularny byłby fajnym doświadczeniem w kompletnym składzie, ale na jednorazowe przejście. Za to horda to coś, na co chętnie umówię się z kumplami i jestem przekonany, że będę się bawił wyśmienicie.

Dziękujemy za zaproszenie CENEGA!