Crash Team Racing Nitro-Fueled – Opinia

Po wydanej w 2017 wspaniałej kolekcji Crash Bandicoot N.Sane Trilogy, wielu fanów z wielką nadzieją wyczekiwało też powrotu w równie odświeżonej formie kultowego spin-offu, Crash Team Racing. No i nareszcie po 20 latach od premiery oryginału doczekaliśmy się. Czas zapiąć pasy, przegryźć owocem Wumpa i wdepnąć pedał gazu, szaleńcze wyścigi wracają do czytników naszych konsol.

 

Jamraj Pasiasty, nie wąsaty

Na wstępie warto wyjaśnić sobie jedną rzecz. CTR (zarówno oryginał jak i remake) nie jest Mario Kartem. Często te dwie gry są ze sobą zestawiane i porównywane, co jest ogromnym błędem szkodzącym obydwu grom. Crash nie jest tak przystępny dla nowicjuszy i prosty jak popisy za kółkiem wąsatego hydraulika. Tutaj nie wystarczy wciskać gaz do dechy i driftować na zakrętach, aby wygrywać. Nie, tutaj, aby mieć szanse na wygranie z AI na poziomie wyższym niż Easy, musimy opanować kilka mechanik. Może to spowodować, że wielu nowych w temacie od gry się po prostu odbije, jednak z drugiej strony masterowanie swoich czasów i szlifowanie swoich umiejętności daje znacznie więcej frajdy. Dlatego też jako party-game w sytuacji, gdzie jedna osoba ogarnia grę, a reszta gra po raz pierwszy, CTR raczej nada się średnio. Chyba, że lubimy się popisywać i pokazywać wyższość nad znajomymi 😉

No dobrze, wiemy więc czym gra nie jest, pora więc skupić się na samej produkcji. A jest bardzo bliską oryginałowi ścigałką, gdzie o wygranej często decyduje to, czy dobrze wykorzystujemy wszystkie sposoby boostowania. A tych jest kilka, bo oprócz klasycznych power-upów przyśpieszających, platform dających nagłe przyśpieszenie, możemy też wykonywać podskoki na wzniesieniach i rytmicznie wciskać bumper podczas driftu. Wszystko to dodatkowo możemy w umiejętny sposób łączyć ze sobą przedłużając boosta w nieskończoność. W grze z żywym przeciwnikiem dosyć ważne też może okazać się odpowiednie używanie broni i innych power-upów. Spowolnienie czasu lub rakieta dużo bardziej uprzykrzy życie konkurentowi, jeżeli użyjemy jej przed skokiem nad przepaścią lub ostrym zakręcie bez barierki. Ogólnie więc mówiąc, łatwo w tej grze rozpoznać kto spędził już z nią trochę czasu. W zmaganiach online nowicjusze raczej nie są w stanie zagrozić weteranowi i często ta sama osoba wygrywa sporo wyścigów z rzędu.

 

Przystojny jak Crash

Pierwsze co rzuca się w oczy po uruchomieniu gry, to prześliczna warstwa audiowizualna. Gra jest mega kolorowa i na dokładnie takim wysokim poziomie wykonania, jaki wcześniej zaserwowało nam Activision przy okazji odświeżonej trylogii. Postacie wyglądają przepięknie i mimo iż są wierne pierwotnym interpretacjom z oryginału, to są bogate w masę szczegółów. Aż chciałoby się pogłaskać takiego tygryska po futerku. Same komplementy należą się też za niesamowicie szczegółowe animacje. Postacie groźnie spoglądają na siebie, stroją głupie miny i ogólnie wykonują całą masę pomniejszych ruchów. Wisienką na torcie są reagujące na pęd jazdy, drgania silnika i podskoki uszy, ubrania i włosy postaci. Ogląda się to znakomicie, jakby bohaterów wręcz wyjęto z filmu animowanego. Tak samo szczegółowo i nad wyraz ładnie prezentują się tory, po których przyjdzie nam się ścigać. To nie te same puste lokacje co za czasów PSXa. Teraz każdy tor żyje swoim życiem – a to tygrys przebiega po moście nad nami, goniąc bądź uciekając przed kurczakiem, a to pirat ucieka w łódce przed rekinem, w kopalni spotkać możemy nawet ogromnego smoka. Na obrzeżach powracają charakterystyczne modele postaci z uniwersum Crasha (z przerysowanymi okularami) dopingujące ścigających się zawodników. No po prostu pełna życia impreza.

Na równie wysokim poziomie wykonano warstwę muzyczną gry. Do jej tworzenia zaproszono w roli konsultantów, kompozytorów odpowiedzialnych za tę, która znajdowała się w oryginalnej wersji, Marka Mothersbaugha i Josha Mancella. Efekt jest znakomity – stare, dobrze znane kawałki świetnie wypadają w nowym brzmieniu. Ba, pokuszono się nawet o opcję przełączenia ścieżki dźwiękowej na tę z oryginału, nie zremasterowaną. Oldschool pełną gębą. Jedyne do czego mogę się przyczepić w kwestii jakości wykonania to zablokowanie gry na poziomie 30 fpsów dla mocniejszych wersji konsol. Rozumiem, że mogło to być podyktowane utrzymaniem równych szans dla wszystkich w wyścigach onlinowych, jednak można odnieść wrażenie, że nie wykorzystano w pełni mocy PS4 Pro i Xboxa One X. Chociaż należy pochwalić to, iż gra trzyma się stabilnie swojego klatkarzu i podczas mojego ogrywania nie natrafiłem na żadne spadki animacji(na zwykłym modelu PS4).

 

Woził Crash razy kilka

Wielu może nie zdawać sobie z tego sprawy, ale nie jest to remake tylko jednej gry. Chociaż z drugiej strony w sumie to też nie pełnych dwóch. Pokrótce wyjaśnię o co chodzi. Crash Team Racing Nitro-Fueled jest w 99% odwzorowaniem na nowej technologii dwudziestoletniej gry Crash Team Racing. Wszystkie tory, postacie, tryby wracają w odświeżonej formie. Jedyne zmiany da się wyczuć w fizyce i prowadzeniu kartów, zachowują się one teraz nieco inaczej. Skróty, na które trzeba doskoczyć, wymagają teraz od nas większej precyzji i odpowiedniego najazdu na rampę. Wiele niecenzuralnych epitetów padło podczas bicia czasówek na torze Sewer Speedway, gdzie kiedyś skrót był bajecznie prosty do przejechania, a teraz nagle stał się bardzo wymagający.

Osią zabawy, tak samo jak w oryginale, jest tryb Adventure, gdzie na hubowej arenie po kolei wybieramy coraz trudniejsze wyścigi. Na koniec każdej pod-areny rzucamy wyzwanie jednemu z 4 sub-bossów, a na koniec całej gry ostatecznemu zagrożeniu w postaci kosmity Nitro Oxida. Dodatkowo po ukończeniu każdego wyścigu otrzymamy możliwość powrotu na tor w dodatkowych wyzwaniach. CTR challange, gdzie oprócz wygrania z przeciwnikami musimy odszukać porozstawiane na planszy litery C,T i R lub przejazd na czas, gdzie rozbijając skrzynie zatrzymujemy stoper. Wracają też areny, na których możemy zbierać na czas poukrywane kryształy lub zmierzyć się w walce, w jednym z 5 trybów Battle. Zachowano nawet taki smaczek, jak dodatkowa ukryta postać, którą odblokować musimy wpisując tajny kod. Fani oryginału z PSXa powinni być zachwyceni.

Poza w pełni przeniesioną pierwszą częścią wyścigowej serii Crasha, do gry trafiły też postacie i tory z drugiej części, wydanej na PS2, Xboxa i GameCuba Crash Nitro Kart. Mimo iż gra nie była tak kultowa jak poprzednia część, to trasy w niej zawarte są w mojej opinii bardziej pomysłowe. I tutaj mam chyba największy zgrzyt, bo zagrać na nich możemy tylko wybierając je w trybie gry dowolnej (tutaj zwanej Local Arcade) lub podczas rozgrywek online. Aż się prosiło, żeby wydłużyć o nie stosunkowo krótką kampanie czyli Adventure Mode, lub (w najlepszej opcji) dodać cały nowy odrestaurowany Adventure Mode z CNK . Możliwe, że część graczy, którzy zagrają tylko w dostępny w obecnej postaci tryb opowieści całkowicie je ominie, co jest w moim odczuciu wielką szkodą. Dużo lepiej by było, gdyby był to w pełni remaster dwóch części.

 

Bo jamraj to zwierze stadne… Chyba…

Ok, jak już pisałem wcześniej, odświeżony CTR to nostalgiczny powrót do ery PSXa pełną gębą, więc nie mogło zabraknąć najważniejszej rzeczy ówczesnych spotkań towarzyskich – kanapowego co-opa na 4 graczy. Wystarczy tylko podłączyć dodatkowe kontrolery i możemy cieszyć się rywalizacją we dwóch, trzech bądź czterech graczy. Wszystko działa bez najmniejszych zastrzeżeń, zarówno podczas wyścigów, jak i rywalizacji na arenie.

Klasyka klasyką, ale nowoczesna gra nie może się też obejść bez zmagań z graczami po sieci. Odświeżony Crash Team Racing oferuje w tej dziedzinie w zasadzie minimum. Możemy ścigać się i walczyć na arenach z losowymi graczami lub zapraszać przyjaciół, ale to wszystko. Brak tu jakichkolwiek trybów rankingowych, a matchmaking jest nienajlepszy. Widać że część graczy-nowicjuszy pozostaje mocno w tyle za peletonem bardziej doświadczonych kierowców. Poza tym miałem sporo problemów ze stabilnością gier w trybie Battle. Co było bardzo dziwne, gdyż zwyczajne wyścigi działały bardzo dobrze (w sumie lepiej w takiej konfiguracji, gdyż wyścigi to raczej esencja zabawy). Możliwe, że to po prostu problemy startu serwerów i zostanie to wszystko załatane. A co do łatania, to należy pochwalić wydawcę za przyjętą politykę darmowych aktualizacji. Jesteśmy już po pierwszej „paczce” nowości w postaci Grand Prix, która przyniosła 5 nowych postaci (dosyć podobne do siebie „dziewczyny” jamraje, jednak różniące się statystykami), 3 nowe nadwozia kartów, trasę inspirowaną etapami w Egipcie i na bliskim wschodzie z Crasha 3 i całą masą elementów kosmetycznych. Odblokować je można zbierając punkty, które otrzymujemy za wykonywanie dniowych, tygodniowych i całosezonowych wyzwań. Nie ma tu mowy o żadnych mikrotransakcjach i dodatkowym zdzieraniu pieniędzy z graczy, i to się chwali! Przed nami jeszcze co najmniej 2 takie rozszerzenia: w klimatach prehistorycznych i z gościnnym udziałem smoka Spyro. Dobrze wiedzieć że gra będzie się jeszcze rozwijać w przyszłości.

Reasumując Crash Team Racing Nitro-Refueled to znakomity powrót kultowej gry, na miarę docenianego remastera trylogii Crasha z 2017. W bezbłędny sposób oddano klimat tamtej gry, dodając do tego sporo nowoczesnych usprawnień. Nie obyło się bez malutkich niedociągnięć, ale dla weteranów serii, jak i graczy, którym nie straszne są wyzwania, jest to pozycja obowiązkowa. Zdecydowanie polecam.

 

PLUSY:

  • oprawa audiowizualna,
  • wierność oryginałowi,
  • model jazdy dający masę satysfakcji,
  • darmowe aktualizacje.

MINUSY:

  • 30fpsów na wszystkich konsolach,
  • brak torów z CNK w kampanii,
  • średnio rozbudowany online.
Grę udostępnił wydawca - Activision.