Layers of Fear – Recenzja

Layers of Fear to ciekawy projekt przygotowany przez rodzime studio Bloober Team. Choć z początku wiele osób myślało, że czeka nas trzecia odsłona serii, mamy do czynienia z odświeżeniem, jak już wiadomo z materiałów promocyjnych. Tylko nie byle jakim… Otrzymujemy bowiem nie tylko dwie poprawione starsze wersje gier, ale też i nowy, łączący je materiał oraz całkowicie nowy dodatek rzucający trochę światła z innej perspektywy na jedynkę. Jako fan takich symulatorów spaceru w klimatach grozy nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia. Zresztą, to studio jeszcze mnie nigdy nie zawiodło. Jak więc prezentuje się omawiane dzieło? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Głównymi skrzypcami tego typu gier jest zazwyczaj narracja w połączeniu z oprawą. Nie inaczej jest i w Layers of Fear. To opowieścią stoi ten tytuł. Z początku wcielamy się w pisarkę wyruszającą na opuszczoną latarnię morską, gdzie zamierza w spokoju podjąć się pracy nad powieścią. Jaką zapytacie? Ano tą znaną z pierwszej i drugiej części gry. Jest to bardzo ciekawie i solidnie nałożone spoiwo. Dodatkowo do wszystkich tych tworzących całość opowieści punktem wspólnym jest tajemnicza zjawa znana z debiutującego w jedynce niepokojącego obrazu.

Tak oto mamy do czynienia z przeplatającymi się historiami pisarki, malarza, aktora, muzyczki oraz córki. Każda inna, ale dająca dość głębokie pole do analizy. Są to opowieści o ludziach mierzących się z problemami, które ta horrorowa stylistyka tylko stara się jakoś reprezentować. W dużej mierze część fabuły opowiadana jest w licznych notatkach, na które możemy się natknąć. Cieszy, że nie jest to tylko suchy tekst, ale porządnie nagrane audiologi postaci, która jest odpowiedzialna za ich napisanie. Całość porusza rozliczne problemy, nad którymi warto się pochylić na dłużej, o ile nie planujemy po prostu przebiec przez całą rozgrywkę.

A jeśli już mowa o rozgrywce… W większości czasu będziemy po prostu zwiedzać przygotowane przez autorów często dziwne i niepokojące lokacje. Jednak na tym nie poprzestano. Dodaną nowością są tu bowiem użytecznie przedmioty w postaci lampy i latarki dostępnych w zależności od części, którą ogrywamy. Służą one do oświetlania wielu ciemnych zakamarków, ale pozwalają też walczyć z nękającą nas zjawą. I ten dodatek wyszedł zdecydowanie na plus.

W części pierwszej trafiają się nowe etapy, w których musimy zdobyć przykładowo szyfr do kłódki, krążąc po zrujnowanych korytarzach domostwa. A w okolicy czai się wspominany złośliwy duch. Możemy go odstraszyć lampą, ale tylko tymczasowo. I nie pamiętam, kiedy jakaś inna gra zafundowała mi tak pierwszorzędne uczucie niepokoju. Bo od frontu możemy się tą lampą obronić. Ale zjawa może wyleźć zewsząd. A my poruszamy się po niezwykle surrealistycznych obszarach i w zasadzie w każdej chwili korytarz, którym przyszliśmy może okazać się litą ścianą po jednym obrocie. Ucieczka przy takich zmiennych warunkach otoczenia to niebywałe doświadczenie. Warto by to jeszcze gdzieś zaimplementować gdyż potencjał budowania grozy jest ogromny.

Z drugą częścią gry jest inaczej. Tu muszę przyznać iż pierwowzór Layers of Fear 2 siadł mi tak średnio. I przy mojej ówczesnej opinii narzekałem właśnie między innymi na nieciekawe gonitwy z potworem. Dodana tutaj latarka uprzyjemnia te fragmenty. Tymczasowe pozbycie się przeciwnika jednocześnie daje nam jakieś poczucie sprawczości, a przy tym buduje też ten oddech na karku, bo nie wiadomo kiedy stwór wyskoczy ponownie. Bardzo dobrze też się sprawdziła funkcjonalność latarki w kontekście przestawiania manekinów na drodze. Świetnie to zagrało z tym ogólnym filmowym klimatem tej części.

Warto też dodać, że te odświeżone części to nieco inne doświadczenia. Po części ze względu na wspominane nowe mechaniki, ale też z uwagi na pewną przebudowę. O ile dwójka różni się dość nieznacznie tak jedynka dostała kilka naprawdę konkretnych zmian. Specjalnie przed zagraniem sobie odświeżyłem ją dla porównania, no i zdecydowanie idzie wypatrzyć różnice. Nowa opowieść pisarki będąca spoiwem całości jest jednak niestety tylko nieznacznym dodatkiem. Ot taki hub między częściami z dodaną historią oraz motywem zjawy. Liczyłem z początku na więcej akcji w tej latarni.

No i jeszcze słów kilka o dodatkach. Jednym z nich jest znane już rozszerzenie do jedynki – Inheritance opowiadające o córce głównej pary artystów. Prezentuje ono dziecięcą perspektywę konfliktu między rodzicami. Dobrze buduje świat widziany oczami dziecka. Jest jednak problem w etapach, w których poruszamy się po domu. Wielkość wszystkich obiektów jest super, ale dlaczego cały ten dodatek jest tak zamglony? Podczas przemierzania „świata kredek” nie ma problemu. Ale jak tylko lądujemy w domu trudno się tam dopatrzeć różnych obiektów. Bardzo długo naszukałem się przykładowo kółeczka no naprawy kotka zabawki, bo obraz był bardzo niewyraźny.

Drugi dodatek z kolei przedstawia historię widzianą oczami żony i jest to całkowicie nowa zawartość. Ładnie pokazuje, że nie wszystko jest takie oczywiste jak mogłoby się wydawać. Ogólna stylistyka i obecność łańcuchów, które musimy przełamywać dobrze oddaje walkę z chorobą. Otrzymujemy tu latarkę jednak bez żadnych specjalnych właściwości i trochę szkoda. Cały ten dodatek jest też dość krótki i nie ma żadnych większych godnych zapamiętania momentów. Choć projekt odwiedzanej lokacji biblioteki zasługuje na uznanie.

Ogólnie w kontekście oprawy gra naprawdę robi robotę. Poza wspomnianym problemem w dodatku Inheritance wygląda świetnie. A same projekty lokacji najwyższa półka. Idealnie udawało się podkreślać klimat czy to zrujnowanego domostwa wraz z przedstawieniem aktualnego fabularnie tematu, czy to statku z filmową atmosferą w części drugiej. Niestety nie można powiedzieć tego samego o postaciach. Wypadają zdecydowanie gorzej w tym zestawieniu z lokacjami. Szczególnie w tych kilku fragmentach, gdzie stoimy przed lustrem. Ale to w zasadzie detal biorąc po uwagę, że przez praktycznie całą grę poruszamy się w widoku z pierwszej osoby.

Warto też wspomnieć, że gra jest świetnie udźwiękowiona. Muzyka fantastycznie buduje napięcie, a wszelkie odgłosy tła robią robotę. No i cała zawartość jest w polskiej wersji językowej z napisami, które są przygotowane starannie. W kwestiach technicznych zaś miałbym jednak jeden zarzut. O ile gra działa dobrze, tak ze trzy razy mi się zupełnie losowo wysypała i kilka razy postać utknęła gdzieś w przejściu uniemożliwiając ruch w jakąkolwiek stronę. Nic wielkiego, ale jednak pewien niesmak zostawia.

A jak ma się sprawa z trofeami? W zasadzie platynka nie będzie ani wymagająca, ani jakoś specjalnie czasochłonna. Większość pucharków ugramy naturalnie podczas rozgrywki. Jest trochę znajdziek, ale bez przesadyzmu. Nie musimy też zbierać wszystkich danego typu, a jedynie część. Z konkretnych zakończeń trochę postarać się będzie trzeba jedynie w części pierwszej oraz dodatku córki. No i właśnie w nim jeden pucharek związany z zakończeniem na chwilę, gdy piszę tę recenzję jest zabugowany. Szkoda, bo gdyby nie ten fakt – już miałbym platynkę w kolekcji.

Czy warto po Layers of Fear sięgnąć? Jeśli lubicie tego typu chodzone straszaki nastawione na fabułę, to nie ma się nawet co zastanawiać. Kawał świetnych połączonych historii w jednym pakiecie. A jeśli ogrywaliśmy już swego czasu poprzednie wersje? Tu należy zadać sobie pytanie, jak bardzo nam się wówczas podobało. Jeśli byliśmy zadowoleni to myślę, że tak. Omawiana wersja gry nie jest zwykłym leniwym remasterem i daje od siebie coś więcej, więc nie będzie to dokładka tego samego. A jeśli nie podobały nam się te wcześniejsze odsłony, to nowy pakiet raczej nic w tej kwestii nie zmieni, bo ogólna konstrukcja stoi na tych samych fundamentach.

Grę udostępnił wydawca.
PODSUMOWANIE

NAZWA GRY: Layers of Fear

OPIS GRY : Layers of Fear to odświeżenie serii przygotowane przez rodzime studio Bloober Team. Nie byle jakie. Otrzymujemy bowiem nie tylko dwie poprawione starsze wersje gier, ale też i nowy łączący je materiał oraz całkowicie nowy dodatek rzucający trochę światła z innej perspektywy na jedynkę.

AUTOR: Tomasz Krajewski

OCENA
4
Sending
OCENA UŻYTKOWNIKÓW
4 (1 vote)

PODSUMOWANIE:

Czy warto po Layers of Fear sięgnąć? Jeśli lubicie tego typu chodzone straszaki nastawione na fabułę, to nie ma się nawet co zastanawiać. Kawał świetnych połączonych historii w jednym pakiecie. A nawet jeśli znamy już dwie oryginalne odsłony, jest tu na tyle nowości, iż warto rozważyć sobie odświeżenie. Szczególnie, jeśli miło je wspominamy. To jest ten typ odświeżania starszych tytułów, który jak najbardziej warto chwalić.

ZALETY

  • nowe mechaniki lampy oraz latarki,
  • zgrabnie połączono wszystkie odsłony w jedną, spójną całość,
  • świetna oprawa audiowizualna,
  • opowieści, które warto poznać,
  • konkretny, gesty klimat,
  • sporo treści za sprawą pakietu połączonych dwóch części i dodatków.

WADY

  • szkoda, że historia w latarni jest tylko takim malutkim spoiwem,
  • drobne problemy techniczne.