X-Men: Mroczna Phoenix – wydanie DVD – Opinia

  • FILM
  • WYDANIE

Porażka. To jedno słowo idealnie oddaje klimat zaserwowany nam w najnowszej odsłonie X-Menów tj. Mrocznej Phoenix. Po bardzo dobrym zakończeniu sagi – Loganie, z niewiadomych dla mnie przyczyn – zapewne finansowych – twórcy zaserwowali nam fabularnego gniota. Na nic zdaje się gwiazdorska obsada, przy tak okropnym scenariuszu i fatalnym w moim odczuciu montażu. Film jest zlepkiem przypadkowych scen, nielogiczny, niespójny i do tego niewyważony. Nie ukrywam swojej niechęci do tej produkcji. Jest po prostu słaba i w moim przekonaniu nie powinna w ogóle powstać. Ogólnie „odświeżona” saga X-Menów wykazywała tendencję spadkową. Z filmu na film było tylko coraz gorzej. W „pierwszych” filmach spod logo X – mimo iż nie było to kino wysokich lotów, dano nam całkiem ciekawą fabułę i aktualnie – kultową już obsadę. Bo przecież nie wyobrażamy sobie innych postaci niż Hugh Jackam jako Wolverine, Halle Berry jako Storm, Famke Janssen jako Jean Grey, Iana McKellena jako Magneto czy Patricka Stewarta jako Profesora X. Tamte produkcje były dużymi widowiskami i są moim zdaniem fundamentem dla produkcji Marvela. Filmy te cieszyły się naprawdę dużą popularnością i zapoczątkowały erę superbohaterów w kinie, ale dla mnie seria umarła wraz z Loganem. Zaskakuje mnie to, że uniwersum X-Men jest naprawdę rozbudowane, a mimo to producenci zdecydowali się odświeżyć – nie tak starą – serię. Dali banalną fabułę, topowych aktorów i cyk … coś nie poszło. Feniks z popiołów się jednak nie odrodził.

Sophie Turner nie pasuje do roli Jean Gray i nikt mnie do niej nie przekona. Aktorka jest drewniana jak Kirsten Stewart w “Zmierzchu”, a przy tym jej „serialowa” maniera gry budzi moją ogromną niechęć. Aktorkę od świata X-men należałoby odesłać za lodowy mur. Jak na bohaterkę targaną emocjami i egzystencjalnymi rozterkami – Turner nawet się nie wysila, by wydobyć z siebie jakiekolwiek emocje inne niż „zamyślenie”. Nawet w scenę finałowej – oczekiwałam jakiegoś totalnego ujawnienia niewyobrażalnej mocy tej „mrocznej” feniks. Otrzymałam manieryczne ruszanie dłońmi w slowmotion przy poważnej skupionej minie z lekko podniesioną brewką. Postać Jean Grey to marna kopia Capitan Marvel. Bohaterka miota się, nie wiedząc komu zaufać. Jeden jej mentor kłamie, drugi mentor kłamie – no cóż – w każdej zranionej kobiecie obudzi się jej mroczna postać. Do tego dajmy zmiennokształtnych obcych, którzy są źli – bo tacy się urodzili i postanowili od tak przejąć kontrolę nad światem. Niestety na ich drodze stanęła Jean Grey, która wchłonęła kosmiczną potęgę, budzącą w niej mroczne alterego. Czarny charakter – demoniczna Jessica Chastain dwoi się i troi, by rozruszać atmosferę i podnieść walor gry aktorskiej. Niestety pozostali aktorzy wcale jej nie pomagają, a wręcz przeszkadzają. Dlatego opuszczę zasłonę milczenia. Nie nawiązałam więzi emocjonalnej z żadnym bohaterem, żadnemu nie współczułam i nie kibicowałam.

Komiksy same w sobie (a większej mierze pozostają zapomniane) są idealnym scenariuszem dla filmu i nie ma potrzeby jakichkolwiek zmian fabularnych. Udziwnianie fabuły jedynie pogorszyło sprawę. Wystarczyłoby przenieść komiks na ekran kina. Niemożliwe? Marvelowi się to udało.

Charakteryzacja w filmie też pozostawia wiele do życzenia. Mystique i Beast jacyś tacy sztucznie niebiescy, jakby charakteryzatorom wpadło do farby za dużo barwnika. Efekty specjalne jakieś niespecjalnie specjalne. Scena finałowa dzieje się w pociągu – taki trochę klimat Orient Express i Jamesa Bonda w jednym tj. wagonów mnóstwo, po kolei odczepiane, wybuchy, trup ściele się gęsto – a ja szczerze pogubiłam się, w którym miejscu pociągu znajdowali się nasi bohaterowie. I bitwa finałowa – nie na wielkim polu bitwy jak w LotR, nie na polach Wakandy, tylko pod jakimś mało atrakcyjnym wiaduktem kolejowym. Idealne miejsce na zakończenie sagi.

Jestem rozczarowana Mroczną Feniks pod każdym względem. Kiepska reżyseria, beznadziejny „sztampowy” scenariusz, luki fabularne, niespójność, wręcz amatorski montaż, akademicka gra aktorska i jedynie poprawne efekty specjalne. Muzyki niestety nie dało się wyłuskać pośród hałasu dokonywanego zniszczenia. Dla mnie ten film to przykry upadek serii. Wszystko wskazuje na to, że my – widzowie za kilka lat dostaniemy kolejną nową „pierwszą klasę” X-menów. Prawa do filmów przejął Marvel. Może tym razem feniks odrodzi się z popiołów – a jestem wręcz przekonana że dostaniemy wspaniałe widowisko na miarę Infinity War. A mutantom z serii X-men życzę ewolucji w dobrym, marvelowskim kierunku.

 

WYDANIE:

Imperial przygotował dla nas wydanie booklet, na którym zapewne od razu w oczy rzuca się Wam pasek z informacją o nośniku. Wydanie posiada sporo informacji o samym filmie i bohaterach, niestety nie pokuszono się o jakiekolwiek dodatki na płycie. Sam render nie należy do najlepszych, dźwięk standardowo otrzymaliśmy tylko w formacie Dolby Digital 5.1.

 

SPECYFIKACJA WYDANIA “X-MEN: MROCZNA PHOENIX”:

Czas trwania: 109 minut
Obraz: 2.39:1 ; 16×9
Dźwięk:

Dolby Digital 5.1: angielski, czeski, polski (dubbing), turecki, węgierski

Napisy angielskie, arabskie, bułgarskie, chorwackie, czeskie, greckie, islandzkie, polskie, portugalskie, rumuńskie, serbskie, słowackie, słoweńskie, tureckie, węgierskie
Menu: j. angielski
EAN: 5903570162015
Dystrybucja: Imperial CinePix