Irony Curtain: From Matryoshka with Love – Opinia

Polskie studio Artifex Mundi znane jest przede wszystkim z wielu serii gier z gatunku hidden object adventure, które można określić jako namiastkę przygodówek point’n’click. Co jakiś czas sięgam po te tytuły, a niektóre z nich opisywaliśmy już na naszej stronie. W świecie, w którym ‘prawdziwych’ przygodówek nie wychodzi bardzo dużo, takie gry jak Enigmatis czy Nightmares from the Deep potrafią na kilka chwil zaspokoić głód wskazywania i klikania. Tym razem jednak śląski deweloper dostarczył samo mięso. Irony Curtain: From Matryoshka with Love to bardzo klasyczna przygodówka 2D z pełnoprawnym inwentarzem, zagadkami, wymianami przedmiotów i śmiesznymi dialogami. Dodatkowo, tematyka poruszana w grze jest dość nietypowa, chociaż nie dziwi w przypadku polskiego studia.

Cała rodzina w komplecie. Evan wpisuje się w poczet bohaterów przygodówkowych.

Głównym bohaterem Irony Curtain jest Evan Kovolski, młody mieszkaniec kraju, który wcale nie jest Stanami Zjednoczonymi. Evan ma bardzo ciekawe zainteresowania. Jest mianowicie fanem komunizmu, a szczególnie innego kraju, który wzorowo zaimplementował ten nurt – Matryoshki (wcale nie ZSSR). Jak można się domyślić, tego typu światopogląd nie cieszył się dużą popularnością w świecie zachodnim w latach ’50, w których toczy się fabuła gry. Naiwny Evan nie przejmuje się jednak tym, co myślą inni i na antykomunistycznym sympozjum prezentuje swoje pro-matrioszkowe przemówienie. Mimo salwy pomidorów z sali, Evan zostaje zauważony przez czerwony element w postaci agenti Orłowej, która zaprasza go na wizytę do Matryoshki i na spotkanie z Wielkim Wodzem. W ten sposób zaczyna się nasza przygoda. Czy Matryoshka okaże się tym, o czym marzył Evan? Czy system komunistyczny rozwiązuje wszystkie problemy XX-wiecznego społeczeństwa? Historia dała nam swoją odpowiedź. A jaka będzie odpowiedź gry? Zdecydowanie polecam się o tym przekonać osobiście.

To nie jedyne odniesienie do Fallouta w Irony Curtain.

Nie wiem, czy taka tematyka i związany z nią humor niczym z filmów Barei jest zrozumiały przez mieszkańców innych krajów niż Polska i niektórych naszych sąsiadów. Mnie jednak urzekły zarówno pięknie narysowane tła i postacie, jak i problemy, z którymi musi borykać się Evan. W pewnym momencie, nasz bohater musi zdobyć skrzynkę wódki w ramach zapłaty dla dźwigowego. Oczywiście nie da się jej po prostu kupić za pieniądze i Amerykanin musi kombinować, dokonując wielu wymian, aby w końcu osiągnąć swój cel. Jedną z nich jest przekazanie kartek na mięso… rzeźnikowi, który sam nie posiada żadnego jedzenia, ale może nas wspomóc jedną butelką alkoholowego trunku. Tego typu kuriozalnych sytuacji czy przerysowanych postaci (generał Anzelmov jako wysoki rangą buc jest świetnym przykładem) jest w grze mnóstwo i bardzo dobrze wpisują się w opowiadaną historię.

Takie ujęcia znamy z poprzednich gier Artifex Mundi. Tym razem wystarczy jednak podnieść tylko jeden przedmiot, aby kontynuować zabawę.

Jeśli chodzi o samą mechanikę gry to trudno o bardziej klasyczne podejście do gatunku. Menu w górnej belce, kontekstowe akcje na przedmiotach na ekranie. Purystom może nie podobać się opcja podświetlania wszystkich ‘gorących’ przedmiotów, lecz ja utrzymuję że jest to miłe ułatwienie w nowoczesnych przygodówkach. Aby trochę utrudnić rozwiązywanie niektórych zagadek, twórcy gry postanowili podświetlić sporo miejsc, które nie są do niczego potrzebne, chociaż budują atmosferę. Poziom zagadek jest utrzymany na stałym poziomie i prawie wszystkie z nich wymagają odpowiedniej ilości główkowania. Być może dwa czy trzy razy zdarzyło mi się zablokować na dłużej i wydaje mi się, że na pewno raz wina leży po stronie Artifex Mundi. Pod koniec gry Evan musi zrobić zdjęcie tajnym dokumentom i musi do tego użyć starego aparatu, w którym brakuje kliszy. Spędziłem dobre 20 minut szukając kliszy, po czym znalazłem ją… tuż obok aparatu. Nie była jednak podświetlona jako przedmiot, mimo iż reagowała na kliknięcie kursorem. Nie jestem pewien czy była to celowa zmyłka czy błąd przeoczenia, ale w całej grze tego typu ‘nieaktywnych’ przedmiotów znalazłem kilka. Dodatkowo, gra potrafiła się zablokować w taki sposób, że nie byłem w stanie ruszać kursorem, ani wchodzić w interakcję z przedmiotami. Na szczęście wyjście do menu głównego lub reset gry naprawiał problem. Nie jest to idealne rozwiązanie, lecz dzięki regularnym autosave’om nie zmusiło mnie to do ponownego przechodzenia sekcji gry. Dziwi mnie natomiast brak opcji manualnego zapisu. Rozumiem, że w przypadku liniowej gry nie jest to niezbędną funkcjonalność, lecz niektóre zagadki posiadają różne rozwiązania, a czasami ma się też ochotę zwiedzić wszystkie lokacji i poprzyglądać się wszystkim ciekawym przedmiotom przed przejściem do kolejnej sekcji, co można czasami zrobić nieświadomie, przechodząc kluczową łamigłówkę. Dochodzi do tego też utrudnianie odblokowywania pomijalnych trofeów, chociaż nie dla wszystkich jest to istotny element rozgrywki.

W Irony Curtain można znaleźć mnóstwo easter eggów w postaci nawiązań do popkultury, szczególnie z lat osiemdziesiątych oraz ze świata przygodówek. Kilka z nich możecie znaleźć na screenshotach załączonych do tego tekstu. Dość powiedzieć, że dotyczą one całej gamy tworów telewizyjnych, filmowych i growych, od Larry’ego Laffera do Alternatyw 4. Szkoda tylko, że mimo tak oczywistych odniesień do polskiej kultury, Artifex Mundi nie pokusili się o pełną polską ścieżkę dialogową. Rozumiem, że jest to kwestia kosztów, a aktorom angielskim nie mam nic do zarzucenia. Mimo tego miło byłoby usłyszeć polski język i polskie rosyjskie akcenty w polskiej grze. Pozostaje mieć nadzieję, że gra zarobi na tyle dużo, że kolejne przygody będą już w pełni zlokalizowane.

Piękny, czerwony kraj. Sklepy pełne produktów, radośni żołnierze strzegą bezpieczeństwa. Idylla.

Trzeba powiedzieć, że Artifex Mundi spisali się bardzo dobrze, po raz pierwszy atakując gatunek przygodówek w klasyczny sposób. Poprzez wiele lat doświadczenia w pisaniu zagadek dla gier hidden object adventure wyrobili się na tyle, że w starciu ze wskazywaniem i klikaniem zdecydowanie wyszli z tarczą. Mimo drobnych potknięć technicznych Irony Curtain: From Matryoshka with Love cieszy tematyką, humorem a także oprawą graficzną i dźwiękową. Mam nadzieję, że nie jest to jednorazowy wyskok poza to, co śląskie studio robi od wielu lat, i w przyszłości uraczą nas kolejnymi łamigłowkowymi historiami.

 

PLUSY:

  • tematyka i humor,
  • ładne tła i animacje,
  • poziom zagadek.

MINUSY:

  • brak polskiej ścieżki dialogowej,
  • drobne problemy techniczne,
  • niespójność w podświetlaniu niektórych kluczowych przedmiotów.

PORADNIK

Grę zrealizowany dzięki uprzejmości Artifex Mundi.